Świat

Namiestnicy Putina w Kijowie i Mińsku mają zadania do wykonania

Władimir Putin mianował swoich namiestników w Ukrainie i na Białorusi. Władimir Putin mianował swoich namiestników w Ukrainie i na Białorusi. DIRCO, GovernmentZA / Flickr CC by 2.0
Władimir Putin ingeruje w politykę Białorusi i Ukrainy z pomocą Michaiła Babicza i Wiktora Medewczuka. Jego taktyka ma jednak słabe punkty.

Władimir Putin zrobił dwa kolejne ruchy na szachownicy swojej strefy wpływów. Zagrał Michaiłem Babiczem na Białorusi, mianując go ambasadorem w tym kraju, podjechał nim pod coraz słabiej bronioną wieżę Łukaszenki. I skoczył Wiktorem Medwedczukiem na Ukrainę jako swoim nieoficjalnym przedstawicielem – z nadzieją, że w następnym ruchu uda mu się zaatakować przynajmniej pole w Radzie Najwyższej. Znawcy szachów nie są zgodni w ocenie tych posunięć. Mimo wielkiego szumu trudno je nazwać ofensywnymi. W przypadku Ukrainy ruch jest nawet desperacki.

Po co Putinowi Michaił Babicz

Michaił Babicz, rocznik 1969, karierę zawodową rozpoczął w wojskach powietrzno-desantowych KGB (1986–95). Brał udział w działaniach bojowych – jak pisze w swoim życiorysie. Nie pisze jednak, gdzie. W tym czasie wojska te były wykorzystywane w Afganistanie, Litwie, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanie i na Bałkanach. Zaufanie Putina zdobył w Czeczenii, gdzie przez kilka miesięcy na przełomie lat 2002–03 był premierem rządu z planem „normalizacji sytuacji”: przekazania dowództwa operacji wojskowej w Czeczenii z rąk armii do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zmarginalizowania wpływów czeczeńskich separatystów, stopniowego usunięcia czeczeńskich dowódców wojskowych, pozbawienia legitymacji prezydenta separatystów Asłana Maschadowa, przygotowania nowej konstytucji i wyborów prezydenta.

Podobnie działali komuniści po II wojnie światowej w Europie: polityka, przemoc i krew. Zawodowy dywersant okazał się skutecznym politycznym menedżerem kryzysowym. Zapoczątkowany przez niego – z polecenia Putina – model normalizacji Czeczenii, integralnej części Rosyjskiej Federacji, trzyma się do dziś.

Czytaj także: Łukaszenka znowu wygrywa, a społeczeństwo pogrąża się w apatii

Mińsk bronił się, jak mógł

Właśnie tych politycznych kwalifikacji zawodowego dywersanta Michaiła Babicza najbardziej obawia się Aleksander Łukaszenka. Sympatyzująca z nim białoruska prasa, czyli wszystkie media łącznie z opozycyjnymi, pisały nawet o zagrożeniu suwerenności Białorusi ze strony nowego ambasadora. Przyjedzie i przejmie realną władzę – zauważali. Rosja przyłączy Białoruś, powstanie nowe państwo, nowa konstytucja.

Mińsk bronił się, jak mógł. Nie sprzeciwił się jednak twardo jak Kijów, gdzie Putin już prawie wysłał Babicza latem ubiegłego roku. Ukraińskie MSZ nie przyjęło tej propozycji normalizacji wzajemnych stosunków. Nie może być ambasadorem w Kijowie dywersant rodem z KGB i FSB, który poparł aneksję Krymu i agresję Rosji na wschodzie Ukrainy – grzmiała opinia publiczna.

Łukaszenka próbował namówić Putina do zmiany decyzji. Bezskutecznie. Próbował się targować, pożyczyć parę groszy, w końcu uległ, przyjechał do Soczi na zaproszenie Putina i spotkanie z nowym ambasadorem. Białoruś nie ma pieniędzy, znów, jak to po żniwach, potrzebuje ok. 2 mln dol. Oczekuje ich od Rosji, która na własne życzenie ma ich coraz mniej.

Kreml w kontekście nominacji Babicza mówi o nowym etapie rozwoju wzajemnych stosunków. Dlatego Babicz, już doktor nauk ekonomicznych, nie marnował czasu po powrocie z wojny. Przez ostatnie lata pełnomocnik prezydenta Rosji w Nadwołżańskim Okręgu Federacyjnym (ponad milion kilometrów kwadratowych, 30 mln mieszkańców), teraz funkcję ambasadora będzie łączył z posadą specjalnego przedstawiciela prezydenta Rosji ds. rozwoju współpracy handlowej i gospodarczej z Białorusią.

Ponoć Putin ma rozmów z Łukaszenką o pieniądzach powyżej uszu. Pieniądze na Kremlu to dzisiaj wyjątkowo drażliwy temat. Teraz targi o cenę ropy, gazu, cła na białoruskie mleko, masło i traktory będą odbywały się w Mińsku. Nowy ambasador ma w tej kwestii wszelkie pełnomocnictwa. Łukaszenka zaoszczędzi na podróżach na Kreml i do Soczi. Będzie też miał więcej czasu na pilnowanie młodych wilków z własnej FSB, które widzą gołym okiem, że zmiana władzy musi nastąpić. Ambasador Babicz może ich poprzeć. Ale nie musi.

Po co Putinowi Wiktor Medwedczuk

Weekendowy ruch Medwedczukiem na Ukrainie był drugim posunięciem tą figurą w ukraińskiej partii. Pierwszy Putin zrobił na początku rokowań mińskich. To na jego wniosek, poparty przez kanclerz Angelę Merkel, do składu ukraińskiej delegacji został włączony Wiktor Medwedczuk. Oficjalnie reprezentuje w nich Ukrainę, w rzeczy samej jest człowiekiem Putina. Prezydent Petro Poroszenko kalkulował, że ułatwi to komunikację z Putinem i separatystami, z którymi Medwedczuk też ma kontakt. Tej możliwości nie ma Poroszenko. Od tamtego czasu polityczna pozycja Medwedczuka na Ukrainie systematycznie rosła – nie ma on problemów z wyjazdami do Moskwy, na Krym, gdzie Putin zostawił mu daczę i firmy, nie ma też problemu z głoszeniem swoich antyrządowych i antyzachodnich poglądów. Komórka do Putina daje mu specjalny status. Putin jest ojcem chrzestnym jego córki, a matką chrzestną żona premiera Miedwiediewa. To zobowiązuje.

Wiktor Medwedczuk jest związany z rosyjskim i sowieckim światem od zawsze. W 1980 r. jako adwokat i współpracownik KGB bronił w Kijowie z urzędu ukraińskiego poetę Wasyla Stusa, oskarżonego o działalność antyradziecką – jego wiersze szkodziły wielkiemu imperium. Podczas procesu adwokat Medwedczuk pokornie przyjął wnioski prokuratora potwierdzone później przez sąd. Po latach w walczącej o wolność Ukrainie Medwedczuk rozgrzeszył sam siebie w jednym z wywiadów, twierdząc, że takie były czasy, nie miał możliwości obrony kogokolwiek w tych okolicznościach, a Stus był sam sobie winien, bo naruszył obowiązujące prawo. Wasyl Stus został ostatnim więźniem Gułagu, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1985 r.

Adwokaci Medwedczuka, człowieka majętnego, niezwykle majętnego jak na biedny kraj na dorobku, pilnują dobrego imienia swego klienta i każde oskarżenie związane ze sprawą Stusa oprotestowują i prostują. Ostatnio ingerowali podczas produkcji ukraińskiego filmu dokumentalnego o Stusie. Scena z Medwedczukiem została wycięta.

Medwedczuk u Kuczmy promował Janukowycza

Na Ukrainie Medwedczuk był deputowanym do Rady Najwyższej, założył partię polityczną o socjalistycznym imidżu, w wolnych chwilach zajmował się sprzedażą gazu. W 2002 r. został szefem administracji prezydenta Leonida Kuczmy, politycznie osłabionego przez sprawę zabójstwa Georgija Gongadze, za którą stoją rosyjskie służby specjalne. Medwedczuk w otoczeniu Kuczmy promował Wiktora Janukowycza jako jego naturalnego i bezpiecznego sukcesora.

Miał w tym zadaniu poparcie Putina i części ukraińskich oligarchów. Ich działania, zwłaszcza polityczna brutalność i przemoc w realizacji planu, doprowadziły do buntu i Pomarańczowej Rewolucji. Medwedczuk, podobnie jak Janukowycz z Putinem, przegrał. Zajął się gazem i życiem towarzyskim. Do polityki wrócił na polecenie Putina po aneksji Krymu i rozpoczęciu przez Rosję wojny na wschodzie kraju.

W ubiegłą sobotę, dzień po paradzie odrodzonej ukraińskiej armii w Kijowie z okazji Święta Niepodległości, Wiktor Medwedczuk wystąpił w specjalnym programie ukraińskiej stacji 112 Ukraina, której jest – jak ustalili dziennikarze radia Swoboda – współwłaścicielem. W 90-minutowej rozmowie z „Wielkim Politykiem”, tak zatytułowano program, przedstawił swoje polityczne poglądy: wejście Ukrainy do UE i NATO to błąd, Rosja nie jest agresorem, na Ukrainie trwa wojna domowa, władze ukraińskie są wyjątkowo nieudolne i już niedługo zostaną zastąpione przez kompetentnych ludzi, Putin jest przyjacielem Ukrainy, starania ukraińskich władz o uwolnienie więźniów i jeńców nie przyniosą skutków. Zasugerował, że z Putinem może sprawę szybko załatwić.

Ilu Ukraińców zagłosuje za tą narracją, dzisiaj raczej marginalną w wewnętrznym ukraińskim dyskursie? Zapewne drugi ruch Medwedczukiem zainspiruje wszystkie rosyjskie stacje radiowe i telewizyjne. Jeśli kandydat do Rady Najwyższej, na razie Medwedczuk, mówi, że tylko to jest jego celem, ma za sobą stację, telewizję i rosyjski system medialny wraz z rosyjskimi hakerami, to sprawa zaczyna wyglądać poważnie. Poza jednym jej aspektem. Jej najsłabszym ogniwem jest Medwedczuk, człowiek, który nigdy nie wyszedł poza rolę adwokata podporządkowanego prokuratorowi. Putin postawił na wyjątkowo słabego konia. A jego ławka kadrowa po ucieczce Janukowycza z Ukrainy i zabiciu przez prorosyjskich separatystów i najemników ponad 10 tys. cywilów i żołnierzy jest coraz krótsza. Mimo to – gra.

Czytaj także: Niepodległa Ukraina ma 27 lat. Ale czy są powody do świętowania?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama