Świat

Polska w dalszym ciągu gra z TSUE na zwłokę

Polska w dalszym ciągu gra z TSUE na zwłokę

Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Transparency International EU Office / Flickr CC by 2.0
Strona polska nie przedstawiła w zasadzie żadnych argumentów na to, że zabezpieczenie TSUE nie jest potrzebne – poza tym, że uważa skargę KE za niesłuszną, a „reformę” Sądu Najwyższego za dobrą i nienaruszającą prawa UE.

Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Chodzi o zgodność z unijną zasadą niezależności sądownictwa posłania sędziów Sądu Najwyższego i NSA na wcześniejszą emeryturę i uzależnienie możliwości dalszego ich orzekania od arbitralnej decyzji władzy politycznej, czyli prezydenta. Rozprawa nie przyniosła nic nowego. A cała dyskusja, która się na niej odbyła, powtórzy się za kilka dni.

Czytaj także: Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo?

Rozprawa w sprawie Polski

Rozprawa odbyła się przed Wielka Izbą i dotyczyła zabezpieczenia tymczasowego, jakie wiceprezes Trybunału Rosario Silva de Lapuerta nałożyła na Polskę w tej sprawie. Do czasu rozpatrzenia skargi KE zawiesiła zaskarżone przepisy, przywracając do orzekania sędziów SN i NSA przymusowo odesłanych na emeryturę, i to na ich dawne stanowiska – np. prezesów izb w Sądzie Najwyższym czy Małgorzaty Gersdorf na urząd pierwszego prezesa. Prezes TSUE uznała, że niezawieszenie tych przepisów spowoduje „nieodwracalne szkody” ze względu na „przymiot sądu ostatniej instancji przynależny Sądowi Najwyższemu oraz powagę rzeczy osądzonej, jaką będą miały w rezultacie orzeczenia wydane przez ten sąd do czasu ogłoszenia wyroku Trybunału”.

Kiedy – 19 października – nałożono to zabezpieczenie, polski rząd dystansował się od niego, mówiąc, że ponieważ zapadło bez wysłuchania „strony polskiej”, to nie jest ostateczne. Na rozprawie miał przekonywać, że należy je znieść, bo nie ma ryzyka nieodwracalnych szkód. Potem twierdził, że do wykonania tego postanowienia konieczne jest uchwalenie jakiejś ustawy przywracającej sędziów. Komisja Europejska, ustami wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa, odpowiadała, że nic podobnego. Że to postanowienie wykonuje się automatycznie: z powrotem sędziów do orzekania. A sędziowie powrócili. Tak twierdzi też znakomita większość prawników w Polsce. Przeciwnego zdania są politycy PiS.

W piątek na rozprawie nie zjawił się ani minister, ani żaden z wiceministrów w MSZ. Wydaje się więc, że rząd nie liczył na przekonanie Trybunału do zmiany postanowienia wiceprezes TSUE. Polskę reprezentował urzędnik MSZ Bogusław Majczyna.

Decyzja Trybunału w sprawie utrzymania lub zniesienia zakazu tymczasowego spodziewana jest przed przerwą świąteczną, która zaczyna się 21 grudnia. Raczej nie należy się spodziewać zniesienia zabezpieczenia. Strona polska nie przedstawiła w zasadzie żadnych argumentów na to, że nie jest ono potrzebne – poza tym, że uważa skargę KE za niesłuszną, a „reformę” Sądu Najwyższego za dobrą i nienaruszającą prawa UE.

Dyskusja się powtórzy, bo za kilka dni upłynie miesiąc od nałożenia przez Trybunał na Polskę obowiązku poinformowania, po miesiącu właśnie, Trybunału „o wszystkich środkach, które przyjęła w celu pełnego zastosowania się do tego postanowienia”.

Czytaj także: Czy Polska podda się orzeczeniu unijnego trybunału?

Dwa pomysły rządu

Rząd zapowiada, że przedstawi jakiś projekt przepisów wdrażających postanowienie zabezpieczające. Dyskutowano dwa: że nakaże się sędziom SN i NSA ponowne przejście procedury opiniowania przez KRS i powołania przez prezydenta albo po prostu uchyli się przepisy, które zawiesił Trybunał. Obie propozycje są absurdalne i kryją w sobie pułapkę. Jeśli bowiem zniesie się zaskarżone przepisy – to PiS będzie mógł twierdzić, że skarga KE jest bezprzedmiotowa. Zaś propozycja fikcyjnej procedury weryfikacyjnej, której celem byłoby przywrócenie sędziów do orzekania, jest – jako prawo kreujące fikcję – nie do przyjęcia z prawnego punktu widzenia.

Sędziowie wrócili do orzekania, czyli zabezpieczenie jest wykonywane. A wykonanie go przez władzę polityczną polega głównie na tym, że ich za to nie prześladuje, np. stawiając przed sądem dyscyplinarnym. Otwartą sprawą jest natomiast, czy zamierza uznawać wydane przez nich orzeczenia.

Za wykonanie postanowienia o zawieszeniu przepisów można też uznać ustną deklarację przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa Leszka Mazura, że Rada wstrzymuje obsadzanie nowymi sędziami Sądu Najwyższego i NSA. Ale jest to tylko deklaracja ustna. W dodatku wątpliwa. Z sądów dochodzą informacje, że KRS zwraca się o przysłanie opinii o sędziach, którzy złożyli deklaracje kandydowania.

Czytaj także: Przypominamy władzy, na czym polega członkostwo w UE

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną