Świat

Czy Chiny podbiją Tajwan?

Przewodniczący ChRL Xi Jinping znów grozi Tajwanowi. Przewodniczący ChRL Xi Jinping znów grozi Tajwanowi. GovernmentZA / Flickr CC by 2.0
Przewodniczący ChRL Xi Jinping znów grozi wyspiarskiej Republice Chińskiej, którą kontynentalna Chińska Republika Ludowa uważa jedynie za swoją zbuntowaną prowincję.

Czy Chiny podbiją Tajwan? Nie wyklucza tego przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping. Znów grozi wyspiarskiej Republice Chińskiej, którą kontynentalna ChRL uważa jedynie za swoją zbuntowaną prowincję (i vice versa). Xi twierdzi, że do zjednoczenia prędzej czy później dojdzie, jest nieuniknione, taka logika dziejów. Wojna to ostateczność, na wypadek gdyby Tajwańczycy odrzucili oferowany im wariant pokojowy, w modelu ćwiczonym w Hongkongu.

Czytaj także: Największy eksperyment w dziejach Chin

Na czym polega strategia Chin

Wojny z tego raczej nie będzie, ale incydentów w Cieśninie Tajwańskiej, jakichś demonstracji siły itd. można się spodziewać. Ani one, ani ostrzeżenia pod adresem Tajwanu nie są niczym nowym. Sam Xi podobne rzeczy mówił choćby w marcu i grudniu zeszłego roku. Nie stosował tak ostrej retoryki jak teraz, choć przestrzegał, że próby separatyzmu spotkają się z karzącą ręką historii.

Strategia kontynentalnych Chin niezmiennie koncentruje się na skupieniu pod władzą komunistów zarówno obszarów straconych przez Państwo Środka w XIX w., jak i Tajwanu, gdzie w 1949 r. schronili się nacjonaliści, przegrani wojny domowej. Realizując taką linię, partia komunistyczna (to ona wygrała wojnę domową) legitymizuje swoją władzę. Mobilizuje społeczeństwo, rozpalając ducha patriotyzmu. Znajduje też tak uzasadnienie dla ekspansji terytorialnej.

Tajwan niezależny, ale nie niepodległy

Mimo 70 lat faktycznej, bardzo daleko idącej niezależności Tajwan nie ogłosił jeszcze niepodległości. Głównie dlatego, że Pekin potraktowałby to jak zniewagę rangi casus belli. Tajwańczycy nauczyli się więc żyć i z powodzeniem funkcjonować w izolacji. Nie przeszkodziła im w budowie otwartej demokracji, rzadkiej w Azji, i osiągnięciu niewątpliwego sukcesu gospodarczego. Zresztą nie byłoby go bez prowadzonej przez ChRL polityki kija i marchewki, np. zachęt do tajwańskich inwestycji, będącej jedną z wielu prób przyciągnięcia Tajwańczyków po dobroci.

Dlaczego Xi akurat teraz sięgnął po groźby tak dużego kalibru? Po pierwsze, nadarzyły się dwie okazje: 40. rocznica zapoczątkowania zbliżenia obu państw chińskich oraz noworoczne orędzie tajwańskiej prezydent Tsai Ing-wen, według której Tajwańczycy nigdy nie zaakceptują niepodległości na warunkach oferowanych przez Pekin. Analitycy podpowiadają, że Xi wykorzystuje tu trudności ugrupowania prezydent Tsai, tradycyjnie opowiadającego się za ogłoszeniem niepodległości, ale świeżo osłabionego porażką w listopadowych wyborach lokalnych.

Do kogo skierowane są słowa Xi

Po drugie, przesłanie Xi ma adresatów także poza Tajwanem. Parasol bezpieczeństwa rozpościera nad nim Ameryka, która z Chinami toczy spór wyglądający na wojnę handlową. W tle jest rywalizacja o pozycję obu mocarstw. Dokładają sobie także na innych polach, na których mogą prowadzić w miarę bezpieczną konfrontację, bez perspektywy uruchomienia otwartego konfliktu amerykańsko-chińskiego. A tak się składa, że prezydent USA Donald Trump i jego otoczenie, na czele z Peterem Navarro, głównym doradcą ds. handlowych, kwestionują świętą dla komunistów zasadę jednych Chin, czyli uznawanie tylko jednego państwa chińskiego.

Xi mówi też do mieszkańców ChRL. Wygląda na to, że stosuje zabieg, który wielokrotnie sprawdził się w przypadku Władimira Putina. Ilekroć prezydent Rosji mierzy się z trudnym problemem wewnętrznym, wikła Rosję w zewnętrzną awanturę – od Czeczenii po Krym i Syrię. Dotąd zawsze przydawało mu to popularności i konsolidowało Rosjan. Xi też ma powody, by wekslować uwagę Chińczyków, bo zmienia się model gospodarczy ChRL, w kolejnych latach PKB nie będzie rósł tak szybko jak w poprzednich, a takie rzeczy czuje się w portfelu.

Przynajmniej na razie przejmowanie Tajwanu niesie więcej korzyści niż jego ostateczne przechwycenie. Na co w tej chwili żadnych widoków nie ma, chyba że kosztem poważnej wojny. Wreszcie zakończenie sporu o Tajwan wytrąci pekińskim komunistom poręczny instrument o tak wielu użytecznych zastosowaniach.

Czytaj także: Chiny znalazły skuteczny sposób na uzależnienie od siebie słabych państw

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Polscy autorzy plagiatorzy

Dzisiejszy czytelnik potrafi szybko wytropić podobieństwa i oskarżyć o plagiat. Przekonali się o tym kolejni polscy autorzy.

Aleksandra Żelazińska
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną