Świat

Dlaczego świat czekał na royal baby Meghan i Harry’ego

Księżna Meghan i książę Harry Księżna Meghan i książę Harry Forum
Miliony ludzi z autentyczną ciekawością oczekiwały na moment, w którym urodzi się dziecko Meghan i Harry’ego. 6 maja na świat przyszedł syn książęcej pary.

Dosłownie setki milionów ludzi, nie tylko Brytyjczyków i Amerykanów, z autentyczną ciekawością czekały na moment, w którym urodzi się dziecko – a może, jak spekulowano, bliźnięta – Meghan i Harry’ego, czyli potomek księstwa Sussex. Media brytyjskie, i to nie tylko tabloidy, ale i poważny dziennik konserwatywny „The Telegraph”, w najdrobniejszych szczegółach rozważały odpowiedzi m.in. na takie pytania: kiedy nastąpi poród?

Czy dobrze, że na Instagramie para założyła nowe konto? Jak obstawiane są zakłady na przyjście na świat chłopca, a jak dziewczynki? Czy rzeczywiście Meghan zakłada poród w domu, czy też – jak jej szwagierka księżna Cambridge – będzie rodzić w Lindo Wing, na oddziale londyńskiego szpitala, gdzie pobyt w apartamencie kosztuje 6 tys. funtów za dobę? Jakie dziecko otrzyma imiona? Jaki tytuł arystokratyczny? Kto wystąpi w roli rodziców chrzestnych? Czy będzie tylko brytyjskim poddanym, czy otrzyma też drugie obywatelstwo – amerykańskie? I tak dalej, i tak dalej.

Brytyjczycy najbardziej klasowym społeczeństwem na świecie

Podejrzewałem, że to zainteresowania tzw. prostych ludzi, ale nie. Mój powinowaty, który zdał właśnie na studia do znanej liberalnej uczelni artystycznej w Londynie, objaśnił, że jestem w błędzie. Młodzi ludzie z tej uczelni są dumni z rodziny królewskiej, nie tylko z tradycji – bo tak było od pokoleń – ale zwłaszcza z tego, że przyjęła do swego grona, pierwszy raz w historii, amerykańską rozwódkę, której pradziadkowie byli niewolnikami na plantacjach bawełny. To obsesyjne niemal zainteresowanie zdradza – jak to w życiu bywa – ciekawe społeczne sprzeczności.

Wielki pisarz George Orwell powiedział, że Brytyjczycy są najbardziej klasowym społeczeństwem na świecie. Czy poddani potrzebują czuć, że ktoś nad nimi góruje, jest oczywiście bogatszy, wiedzie – nie wiadomo, z jakiej przyczyny – życie pełne przywilejów, podziwu i zaszczytów? Czy odwrotnie – czują satysfakcję, że książęta to tacy sami ludzie jak my wszyscy.

Kiedy jeszcze w latach 90. kruszyła się bajka królewskiego małżeństwa następcy tronu, Karola z Dianą, i powstała kwestia redukcji królewskiego budżetu, znany labourzystowski poseł, zwykły kiedyś robotnik Denis Skinner, powiedział w Izbie Gmin mniej więcej coś takiego: jako dziecko wierzyłem, że królowie są z innego, uduchowionego świata. Kiedy widać dziś, że jedzą, piją, imprezują i defekują jak wszyscy inni, nie widzę powodu, by podatnik łożył na nich tak wielkie pieniądze. Jednak potrzeba hierarchii i podziwu dla elity jest przemożna.

Królewska opera mydlana

Brytyjska monarchia jest wspaniałą protezą niezachwianego autorytetu. Nie tylko monarcha, ale i książęta krwi nie mogą wyrażać żadnych opinii ani sympatii politycznych. Konstytucja kraju zabrania im jakiegokolwiek wtrącania się do dziedziny rządów. Jedyny wyjątek czyni dla królowej, której daje prawo dostępu do wszystkich informacji i radzenia premierowi. Królowa (i jej poprzednicy) od lat spotyka się z premierem co tydzień, ale nigdy w nowoczesnej historii ani ona, ani żaden premier nie ujawnili treści tych spotkań. Norma konstytucyjna brzmi: Król nie czyni i nie może czynić zła.

Na czym więc praktycznie polega wpływ monarchy – nie wiadomo. Dzięki tej tajemnicy monarchia pozostaje symbolem czystym i jednoczącym, tak jak w Polsce orzeł biały. Nic nie mówi, każdy więc może się z nim utożsamiać.

W uważnej i plotkarskiej obserwacji celebrytów ujawnia się naturalna potrzeba szukania i przeżywania „dodatkowego życia”, które nasze istnienie napełnia emocjami. „Jesteśmy operą mydlaną” – powiedział kiedyś o swojej rodzinie i całej instytucji następca tronu książę Karol. Użył anglosaskiego wyrażenia „soap opera”, oznaczającego też serial. Trafił w sedno, zwłaszcza obecnie, w epoce 24-godzinnej telewizji i życia ze smartfonem w ręku. Małżeństwa, narodziny, wesela, kreacje, uśmiechy, kłótnie i romanse są naturalnym scenariuszem opery mydlanej, zwłaszcza jeśli nie ma powodu, by bohaterowie budzili jakieś polityczne kontrowersje.

Potomkowi Sussex życzymy szczęśliwego życia. Nie możemy życzyć dostąpienia tronu, bo aż siedmioro przed nim musiałoby odejść – ale życzymy, by przynajmniej królestwo pozostało zjednoczone.

Czytaj także: Tajemnice brytyjskiego dworu

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną