Świat

Wenezuela pogrąża się w chaosie

Wenezuela pogrąża się w chaosie

Zamieszki w Caracas. Zamieszki w Caracas. Carlos Garcia Rawlins/Reuters / Forum
Zainicjowany przez Juana Guaidó przewrót trwa już prawie dobę. Rząd Nicolasa Maduro jeszcze funkcjonuje, choć jego sytuacja staje się coraz bardziej kryzysowa.

We wtorek w nocy Guaidó w towarzystwie innego lidera opozycji, Leopoldo Lopeza, pojawił się w stołecznej bazie lotniczej La Carlota i, otoczony ponad 40 popierającymi go żołnierzami, wezwał pozostałych członków sił zbrojnych do obalenia reżimu Maduro. Wydarzenia na ulicach Caracas i pozostałych wenezuelskich miast przybrały dramatyczny obrót.

Czytaj też: W Wenezueli zaczyna się przewrót

Opozycja górą w Caracas

W starciach rządowych lojalistów z protestującymi sympatykami opozycji rannych zostało już 109 osób. Wiadomo też o co najmniej jednej ofierze śmiertelnej – popierający obóz Guaidó 25-latek został zastrzelony przez stojące po stronie Maduro obywatelskie bojówki, tzw. Colectivos, w czasie protestu w stanie Aragua.

Największy chaos zapanował w stolicy Wenezueli, gdzie do konfrontacji lojalistów z opozycją doszło niemal we wszystkich dzielnicach. Zarówno Caracas, jak i pozostałe największe ośrodki miejskie zdają się być zdominowane przez przeciwników rządu. Wprawdzie Gwardia Narodowa i SEBIN, czyli reżimowa policja polityczna, gdzieniegdzie zachowują pozory utrzymywania tłumu w ryzach i wykonują swoje podstawowe zadania, ale ich kontrola nad sytuacją jest iluzoryczna. W okręgu stołecznym w ciągu ostatnich kilkunastu godzin aresztowano jedynie dwie osoby; liczba zatrzymań w innych dużych miastach jest podobnie niewielka.

Artur Domosławski: Czy w Wenezueli możliwy jest dialog polityczny?

Media Maduro, internet Guaidó

Inaczej wygląda sytuacja na prowincji, gdzie siłom demokratycznym trudniej się zmobilizować. W samym tylko nadmorskim stanie Zulia, strategicznie ważnym ze względu na liczne znajdujące się tam pola naftowe, aresztowano 59 osób. Świadczy to najpewniej o chęci zabezpieczenia przez wiernych Maduro mundurowych instalacji państwowej rafinerii PDVSA, kluczowych dla funkcjonowania kraju.

Pogłębiają się problemy z dostępem do informacji. W całym kraju występują przerwy w dostawach internetu, nie działają platformy internetowe, m.in. popularny w Wenezueli komunikator Telegram. Na celowniku lojalistów znaleźli się też przedstawiciele mediów - zamknięto dwie lokalne radiostacje i jeden kanał telewizyjny, aresztowano dziewięciu dziennikarzy, jeden został ciężko ranny.

Media ogólnokrajowe pozostają pod kontrolą rządu Maduro, z kolei sfera internetowa została niemal w całości zdominowana przez opozycję. Juan Guaidó opublikował wczoraj wieczorem na swoim profilu na Instagramie pierwsze od rozpoczęcia przewrotu wystąpienie, zapewniając sympatyków opozycji, że Maduro „nie może już liczyć ani na poparcie, ani na szacunek ze strony wenezuelskich sił zbrojnych”. Wezwał też do dalszych protestów, zapowiadając, że socjalistyczny reżim niebawem ostatecznie upadnie.

Czytaj także: Maduro odcina Wenezuelę od pomocy humanitarnej

Maskowanie kryzysu

Nicolas Maduro odpowiedział mu dwie godziny później przemówieniem wyemitowanym przez krajową telewizję. To pierwsze publiczne wystąpienie prezydenta od wizyty Guaidó w bazie La Carlota. Wcześniej milczał, nie komentując wydarzeń nawet w mediach społecznościowych, co tylko potęgowało spekulacje o jego możliwej ucieczce z kraju.

Maduro wystąpił w towarzystwie ministra obrony Vladimira Padrino, jednego z głównych ideologów boliwariańskiej rewolucji Diosdado Cabello oraz kilku wysokich rangą oficerów. Zapewnił obywateli, że wojsko jest mu w całości oddane, oferując „prawdziwą, absolutną lojalność wobec rządu”, natomiast uzurpatorzy popierający Juana Guaidó to „zdrajcy narodu, którzy poniosą konsekwencje swoich czynów”. Następca Hugo Chaveza oskarżył też rządy Kolumbii i USA o współudział w przygotowaniu zamachu stanu w Wenezueli.

Wyglądało to jednak bardziej na maskowanie szybko rozprzestrzeniającego się kryzysu niż rzeczywistą manifestację siły. Obecność Padrino i Cabello przy socjalistycznym przywódcy nie może dziwić, bo obaj są od dekad ważnymi figurami reżimu. Z kolei pojawienie się w telewizji kilku generałów nie zmienia faktu, że szeregowcy i niżsi rangą oficerowie przechodzą na stronę opozycji niemal masowo, we wszystkich częściach kraju.

Czytaj też: Wenezuela zawsze potrafiła namieszać

Trump oskarża Hawanę

Wenezuelki konflikt przeniósł się też wczoraj na arenę międzynarodową. Pierwszy sensację wywołał John Bolton, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w Białym Domu. W rozmowie ze stacją CNN stwierdził, że Maduro „miał już gotowy samolot i był gotów uciec na Kubę, ale od tego pomysłu odwiedli go Rosjania”.

Z kolei Donald Trump oskarżył Kubańczyków o przygotowywanie zbrojnego wsparcia dla socjalistycznego reżimu. Hawana odpowiedziała mu niemal natychmiast głosem prezydenta Miguela Diaz-Canela, który zaprzeczył, że jakiekolwiek oddziały kubańskie znajdują się w tej chwili w Wenezueli, a Maduro na Kubę nikt nie zapraszał. W mediach społecznościowych pojawiły się jednak dane z programu FlightRadar, monitorującego międzynarodowy ruch lotniczy, wskazujące na przynajmniej dwa bezpośrednie loty z Caracas do Hawany w ostatnich kilkunastu godzinach.

Czytaj też: Jak Maduro wykorzystał kubańskich lekarzy

Kluczowe najbliższe godziny

Polityczna mapa Wenezueli jest w tej chwili mocno podzielona. Miasta niemal jednogłośnie popierają Juana Guaidó. W interiorze i na wybrzeżu sytuacja jest bardziej skomplikowana – trudno ją jednoznacznie ocenić również z powodu blokady informacyjnej i braku weryfikowalnych danych o protestach i dezercjach z wojska.

Kluczowe okażą się najbliższe godziny. Wenezuela lada moment obudzi się w drugim dniu prodemokratycznego przewrotu. W tym pierwszym obalić Maduro się jeszcze nie udało, ale reżim dostał kilka mocnych ciosów. W tej chwili leży na deskach, z małymi szansami, żeby znów stanąć na nogi.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną