Świat

Chce wojny z Iranem czy nie? Trump sam sobie przeczy

Prezydent USA zamierza wprowadzić nowe, ostrzejsze sankcje na Iran. Prezydent USA zamierza wprowadzić nowe, ostrzejsze sankcje na Iran. Official White House Photo by Shealah Craighead / Flickr CC by 2.0
Niedawny atak na saudyjskie instalacje naftowe i reakcja USA na tę agresję potwierdzają, że w swej polityce wobec Iranu Donald Trump zupełnie już się zagubił. Czy raczej zapędził w ślepą uliczkę.

Iran stoi prawdopodobnie za tym atakiem i Donald Trump oświadczył, że zamierza w odpowiedzi wprowadzić nowe, ostrzejsze sankcje. Ale zarazem podkreślił, że „nie chce z nikim wojny”. Z kontekstu i relacji jego rozmówców wynika, że chodzi oczywiście o Iran.

Trump, który już w czerwcu w ostatniej chwili wstrzymał atak na irańskie cele w odwecie za zestrzelenie amerykańskiego drona, daje coraz mocniej do zrozumienia, że nie zaryzykuje militarnej operacji przeciw reżimowi w Teheranie, gdyż panicznie boi się – zresztą słusznie – wojny, która pogrzebałaby jego nadzieje na reelekcję w przyszłorocznych wyborach. Iran to nie trzykrotnie mniejszy i słabszy Irak, który zresztą pogrążył swego czasu prezydenta George′a W. Busha.

Czytaj także: Stany kontra Iran – scenariusze wojenne

Polityka USA wobec Iranu

Postawa Trumpa potwierdza, że wbrew niektórym opiniom nie jest nieobliczalnym szaleńcem. Ma instynkt samozachowawczy, ale w przypadku przywódcy supermocarstwa to przecież tylko program minimum. Problem w tym, że jego najnowsze pokojowe deklaracje kłócą się z całą dotychczasową polityką wobec Iranu. Jak pamiętamy, zaczęło się od zerwania porozumienia nuklearnego z reżimem ajatollahów, przewidującego czasowe wstrzymanie prac nad realizacją programu atomowego w zamian za zniesienie sankcji. Sankcje zostały wznowione, co miało zdusić gospodarkę i zmusić Teheran do renegocjacji porozumienia, tak aby nowy układ zajął się także innymi jego występkami, jak sponsorowanie terroryzmu, wspieranie szyickich ugrupowań destabilizujących sytuację na Bliskim Wschodzie czy grożenie Izraelowi.

Sankcje są bolesne dla Iranu, ale nie na tyle, żeby doprowadzić tam do rewolucji. Zwłaszcza że inne państwa-sygnatariusze porozumienia z 2015 r. rzucają koło ratunkowe – Francja np. zaoferowała mu ostatnio kredyty w wysokości 15 mld dol. Europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych sabotują ich politykę izolowania Iranu, nie mówiąc oczywiście o nieprzyjaciołach, tzn. Rosji i Chinach. Swoją antyirańską krucjatę Ameryka prowadzi tylko z Izraelem i Arabią Saudyjską.

Donald Trump wzmacnia twardogłowych

Zerwanie układu nuklearnego przez Trumpa wzmocniło w Teheranie twardogłowych. Ci od początku twierdzili, że Ameryce nie można wierzyć, i odsunęli na bocznicę prezydenta Rouhaniego, promującego to porozumienie. A teraz testują wytrzymałość Waszyngtonu na swoje prowokacje, jak blokady szlaków żeglugowych w Zatoce Perskiej. Wstrzymanie akcji zbrojnej w czerwcu i najnowsze wypowiedzi prezydenta USA, że nie chce wojny, umacniają ich w przekonaniu, że nie ma powodu, by bać się „Wielkiego Szatana” czy raczej papierowego tygrysa. Zatem wolno bezkarnie eskalować napięcie.

Być może podnoszą w ten sposób cenę ewentualnych przyszłych układów, na które na razie nie ma raczej widoków. Jeżeli nawet Trump spotka się z Rouhanim w Nowym Jorku przy okazji sesji Zgromadzenia ONZ, to niewiele to przyniesie, gdyż wpływy irańskiego prezydenta – i tak względne w kraju, gdzie najwyższą władzę ma przywódca religijny Ali Chamenei – drastycznie zmalały.

Na nowy układ z Iranem raczej się nie zanosi

Inaczej mówiąc: o nowym układzie z Iranem, który miał być celem zerwania poprzedniego, nie ma mowy. Tymczasem reżim wznowił wzbogacanie uranu w wyraźnym – mimo oficjalnych zaprzeczeń – celu uzbrojenia się w broń atomową. Ostatni atak na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej wskazuje na to, że możemy się spodziewać dalszych podobnych wydarzeń w okolicach Zatoki Perskiej, gdzie Iran używa swoich szyickich klientów do podmywania pozycji głównego rywala w regionie.

Kto wie, czy eskalacja lokalnych konfliktów nie zmusi w końcu Ameryki do zbrojnej interwencji, czyli do tego, czego Trump chce uniknąć. Sekretarz stanu Mike Pompeo krąży teraz po krajach szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu, starając się zmobilizować je do jakiejś akcji przeciw Iranowi, powołując się na atak na saudyjskie instalacje, ale trudno o twarde dowody na irańskie sprawstwo. A same amerykańskie zapewnienia są niewiele warte, gdyż wiarygodność USA pod rządami notorycznego kłamcy i mitomana osłabła jeszcze bardziej niż po nieszczęsnej irackiej eskapadzie Busha juniora.

Podsumowując – zanosi się na kompletne fiasko irańskiej polityki Trumpa. Taki jest rezultat, gdy zrywa się wielostronne, międzynarodowe porozumienie, niedoskonałe, ale gwarantujące przynajmniej zamrożenie nuklearnego wyścigu zbrojeń w regionie. I gdy nie ma się realistycznego planu, czym można by je zastąpić.

Czytaj także: Wyścig zbrojeń ruszył z kopyta

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Nauka

Blue monday. Dlaczego ten koncept nie ma sensu?

20 stycznia 2020 – w ten dzień wypada w tym roku tzw. blue monday, trzeci poniedziałek stycznia, zwany także „najbardziej depresyjnym dniem roku”. Termin zrobił zawrotną karierę w mediach, ale pojawia się też w publikacjach naukowych. Czy słusznie?

Marcin Nowak
20.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną