Świat

Są zarzuty ws. impeachmentu Trumpa. Co dalej?

Dwa artykuły impeachmentu ogłosili we wtorek przywódcy demokratów w Izbie Reprezentantów Kongresu USA. Dwa artykuły impeachmentu ogłosili we wtorek przywódcy demokratów w Izbie Reprezentantów Kongresu USA. Jonathan Ernst/Reuters / Forum
Ograniczenie listy zarzutów do dwóch i do nacisków na Ukrainę zdaje się potwierdzać, że demokraci chcieli uniknąć rozciągania procedury impeachmentu na zbyt długi czas.
Prezydent USA Donald TrumpOfficial White House Photo by Shealah Craighead/Flickr CC by SA Prezydent USA Donald Trump

Dwa artykuły impeachmentu – czyli zarzuty postawione Donaldowi Trumpowi – ogłosili we wtorek przywódcy demokratów w Izbie Reprezentantów Kongresu USA. Przemawiająca w ich imieniu przewodnicząca Izby Nancy Pelosi oskarżyła prezydenta o nadużycie władzy poprzez próbę wymuszenia na Ukrainie współpracy w jego reelekcji oraz o utrudnianie śledztwa (obstrukcję) Kongresu w tej sprawie.

Jerrold Nadler, demokratyczny przewodniczący komisji wymiaru sprawiedliwości w Izbie, działania Trumpa uznał za rażące naruszenie konstytucji. Prezydent przedłożył bowiem osobistą korzyść ponad interes Ameryki – chodziło wszak o pomoc dla zaprzyjaźnionego kraju prowadzącego wojnę z Rosją. Brak współpracy Białego Domu w dochodzeniu na ten temat (odmowa zeznań przed komisją Kongresu, ukrywanie dowodów) świadczy zaś o tym, że prezydent „stawia się ponad swoim krajem, naraża na szwank konstytucję i zagraża naszemu bezpieczeństwu”.

Donald Trump czeka na „proces”

Trump jest zaledwie czwartym prezydentem w dziejach USA, któremu przedstawiono artykuły impeachmentu – po Andrew Johnsonie (1868), Richardzie Nixonie (1974) i Billu Clintonie (1999). Już samo to jest miarą historycznej wagi oskarżenia.

Zarzuty zostaną w czwartek poddane pod głosowanie w komisji wymiaru sprawiedliwości Izby Reprezentantów, a w przyszłym tygodniu – na plenum Izby. Ich uchwalenie jest raczej przesądzone, bo demokraci mają zdecydowaną większość w Izbie i jej komisjach. Nawet jeśli wszyscy republikanie zagłosują przeciw (na co się zanosi) i nawet jeśli kilku demokratów wyłamie się z szeregu (co nie jest wykluczone), to głosów im wystarczy.

Potem sprawa trafi do Senatu. A tam w styczniu odbędzie się „proces”, który rozstrzygnie, czy Kongres pozbawi Trumpa stanowiska. To z kolei wydaje się mało prawdopodobne, bo Partia Republikańska (GOP) solidarnie broni prezydenta. Twierdzi, że nie zrobił nic złego, albo że jego czyn nie zasługuje na impeachment. GOP ma w wyższej izbie Kongresu liczbową przewagę.

Czytaj także: Jak wygląda procedura impeachmentu w USA

Demokraci zrezygnowali z części zarzutów

Demokraci sygnalizowali wcześniej gotowość postawienia Trumpowi jeszcze jednego zarzutu: przekupstwa (bribery), czynu wymienionego explicite w konstytucji jako kwalifikującego się do impeachmentu. Zrezygnowali głównie wskutek zastrzeżeń prawników, że wymagałoby to bardzo szerokiej interpretacji przestępstwa.

Niektórzy politycy sugerowali też rozszerzenie impeachmentu na oskarżenia o zmowę z Rosją, która pomogła mu wygrać wybory w 2016 r. Było to przedmiotem śledztwa prokuratora specjalnego Roberta Muellera. A całość układałaby się w spójny obraz skorumpowanego prezydenta, ponownie szukającego pomocy zagranicy, by wygrać wybory. Ostatecznie i z tego zrezygnowano, a to m.in. dlatego, że raport Muellera oczyścił prezydenta z zarzutu koordynacji działań z Moskwą, choć nie całkiem z zarzutu obstrukcji śledztwa.

Ograniczenie listy zarzutów do dwóch i do nacisków na Ukrainę zdaje się potwierdzać, że demokraci chcieli uniknąć rozciągania procedury na zbyt długi czas. Impeachment nie jest bowiem popularny – Amerykanie za ważniejsze uważają inne problemy, takie jak stan gospodarki (obecnie dobry), podatki czy ochrona zdrowia. Nawet wielu wyborców wrogo nastawionych do Trumpa jest zdania, że to strata czasu i pieniędzy. Wielu też zgadza się z narracją Białego Domu i GOP, która przekonuje w telewizji Fox News i prawicowych stacjach radiowych, że oskarżenie prezydenta zaostrza napięcia w kraju i jest czysto polityczną rozgrywką, podyktowaną obawami demokratów, że nie pokonają go w wyborach.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną