Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Zwycięstwo Sandersa w New Hampshire źle wróży demokratom

Bernie Sanders Bernie Sanders Rick Wilking / Reuters / Forum
Dobra wiadomość dla demokratów po prawyborach w New Hampshire jest taka, że udało się policzyć głosy i wiadomo, kto wygrał. I na tym, niestety, pocieszające newsy się kończą.

Zwycięzcą prawyborów w New Hampshire został skrajnie lewicowy (według amerykańskich norm) Bernie Sanders, a uchodzący za lidera stawki były wiceprezydent Joe Biden poniósł sromotną klęskę. Wygrana Sandersa nie była niespodzianką – senator reprezentuje sąsiedni stan Vermont, od dawna cieszy się w New Hampshire poparciem, triumfował tu także cztery lata temu.

Tyle że tym razem jego ostateczne zwycięstwo w maratonie prawyborów staje się coraz bardziej prawdopodobne. Nie ma przeciw sobie Hillary Clinton, która była w 2016 r. zdecydowaną faworytką establishmentu i wygrała wyścig, chociaż z trudem i dzięki temu, że kierownictwo demokratów zrobiło wszystko, by zablokować kandydaturę Sandersa. W 2020 r. progresywne skrzydło partii jest silniejsze, bo w młodym pokoleniu Amerykanów rośnie popularność lewicowych haseł.

Czytaj też: Sanders, ojciec chrzestny lewicowej rewolucji

Poglądy Sandersa trafiają na podatny grunt

Sanders proponuje takie rozwiązania jak „Medicare for All”, czyli powszechne ubezpieczenia zdrowotne finansowane z podatków. Wspaniale, tyle że jednocześnie chce eliminacji prywatnych ubezpieczeń, do których wielu Amerykanów jest przywiązanych. Jego pomysł nie ma więc poparcia większości społeczeństwa. Podobnie jak postulat bezpłatnej opieki lekarskiej dla nielegalnych imigrantów i darmowych studiów w college′ach publicznych niezależnie od zamożności studenta. W kwestiach polityki obronnej i zagranicznej Sanders jest izolacjonistą – wzywa do drastycznych redukcji budżetu na zbrojenia, wycofania wojsk z Afganistanu Iranu i całego Bliskiego Wschodu, twierdząc, że tzw. wojna z terroryzmem to walka z wiatrakami.

Program senatora, który sam określa się socjalistą i zapowiada konfrontację ze światem korporacji, w warunkach amerykańskich oznaczałby pokojową rewolucję. W historii USA tak radykalni kandydaci po obu stronach ideologicznego spektrum przegrywali wybory z kretesem. Tak było z kandydatem lewicowych, antywojennych demokratów George′em McGovernem w 1972 r. i reprezentującym Partię Republikańską skrajnie prawicowym Barrym Goldwaterem w 1964 r. McGovern zwyciężył tylko w stanie Massachusetts i stołecznym dystrykcie Kolumbia, mając za oponenta Richarda Nixona.

Czytaj także: Do polityki wchodzi młode pokolenie

Biden robi dobrą minę do złej gry

Biden zajął w New Hampshire dopiero piąte miejsce. Pokonali go także 38-letni burmistrz South Bend Pete Buttigieg oraz senatorki Amy Klobuchar i Elizabeth Warren. Sondaże wskazywały, że nie wypadnie najlepiej, ale nie oczekiwano aż tak dużej porażki. Wiceprezydent, faworyt umiarkowanego centrum, uważany z tej racji za najbardziej „wybieralnego” kandydata do Białego Domu, robi dobrą minę do złej gry. Zapowiada, że odzyska teren w następnych prawyborach. Jego główną nadzieją są stany na południu, licznie zamieszkane przez Afroamerykanów, którzy mocno go popierają m.in. z powodu jego partnerstwa z Barackiem Obamą. Ale klęska w New Hampshire źle wróży. W „nowożytnej” epoce amerykańskiej polityki żaden kandydat demokratów nie został prezydenckim nominatem, jeśli w tym stanie nie wygrał albo nie zajął co najmniej drugiego miejsca.

Jeżeli Biden będzie nadal rozczarowywał swoich sympatyków, rolę lidera frakcji centrowych demokratów może przejąć Buttigieg, który wcześniej o włos wyprzedził Sandersa w Iowa. „Mayor Pete”, jak go nazywają, ma wiele atutów. Potrafi niezwykle inteligentnie argumentować, prezentuje rozsądny, umiarkowany program, a w opinii wyborców zyskuje dzięki doświadczeniu weterana wojen z Iraku i Afganistanu, gdzie służył w rezerwach marynarki wojennej. Nie ma jednak poparcia czarnych Amerykanów, którzy źle oceniają jego politykę wobec ich społeczności w South Bend. W ich oczach nie pomaga mu też to, że jest gejem – Afroamerykanie są w tej sprawie bardziej konserwatywni. Tymczasem poparcie czarnych może być w prawyborach kluczowe.

Jak poszło innym kandydatom demokratów

Niedaleko za Buttigiegiem niespodziewanie uplasowała się Amy Klobuchar, pragmatyczna, „prezydencka” i w Senacie znana ze zdolności współpracy z kolegami z GOP. Niewykluczone, że to ona zajmie miejsce lidera po Bidenie. W rezerwie jest jeszcze Michael Bloomberg, były burmistrz Nowego Jorku i miliarder, który nie brał udziału w dotychczasowych prawyborach, ale ostrzy sobie zęby na superwtorek, czyli rozgrywki w kilkunastu stanach naraz na początku marca. Mogą one przynieść sensacyjną zmianę układu sił. Bloomberg sam finansuje swoją kampanię, a ma nieograniczone zasoby.

Wydarzeniem wtorkowych prawyborów jest także słaby wynik senator Elizabeth Warren, konkurentki Sandersa o względy demokratycznej lewicy, która jeszcze jesienią ubiegłego roku była na fali i uchodziła za główną rywalkę Bidena. Nie pomogło jej nawet to, że reprezentuje sąsiedni stan Massachusetts. Warren nie jest tak radykalna jak Sanders – podkreśla, że „nie jest socjalistką”, chce tylko kapitalizmu z ludzką twarzą, sprawiedliwszego, z mniejszymi nierównościami dochodów, tak by klasa średnia, a nie tylko bogacze, mogła korzystać ze wzrostu gospodarki.

Warren ma za sobą ładną kartę walki z nadużyciami Wall Street, kiedy kierowała agencją ochrony konsumentów. W sprawach polityki jest bliższa niż Sanders tradycyjnej liberalno-demokratycznej wizji areny międzynarodowej, podkreślającej przywództwo Ameryki. Po porażce w New Hampshire nie kapituluje, ale staje na przegranej pozycji z senatorem z Vermont.

Czytaj także: Bastion Trumpa – chrześcijańscy konserwatyści

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną