Świat

Kobiety na czele rządów lepiej sobie radzą z pandemią?

Kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern Kanclerz Niemiec Angela Merkel i premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern Hannibal Hanschke / Reuters / Forum
Po sieci krąży obrazek sześciu przywódczyń z krajów najlepiej radzących sobie z wirusem. I choć szukanie tu linearnej korelacji ma mało sensu, to kryzys doskonale pokazuje, dlaczego potrzebujemy kobiet na szczycie.

29 lutego kryzys wywołany przez Covid-19 dotyczył jeszcze głównie Azji. W Europie sytuacja wymykała się spod kontroli w kilku krajach, a w USA przypadki zachorowań pochodziły niemal w całości z importu, od osób podróżujących po innych kontynentach. Już wtedy jednak Biały Dom powołał specjalną grupę roboczą. Z rzadka w jej posiedzeniach uczestniczył Donald Trump, zadanie walki z wirusem przejął jego zastępca Mike Pence. Tego dnia wiceprezydent wrzucił na Twittera zdjęcie z zebrania. Widać na nim jego i 14 innych mężczyzn, na stole piętrzą się dokumenty. Warto pochylić się nad tym, czego, a raczej kogo na tej fotografii nie ma – kobiet.

Czytaj też: USA, kraj ludzi źle ubezpieczonych

Płeć ma znaczenie w zwalczaniu pandemii?

Półtora miesiąca później obraz pandemii zmienił się radykalnie. Europa weszła w głęboki lockdown i zatrzymała swoje gospodarki. USA stały się światowym epicentrum choroby, a wygadywane przez Trumpa bzdury w postaci wstrzykiwania sobie wybielacza w celu zwalczenia wirusa doprowadzają ekspertów do furii i załamywania rąk jednocześnie. Pod koniec kwietnia dość wyraźnie widać, które kraje z pandemią radzą sobie bardzo dobrze, a które znacznie słabiej. Pojawia się też pytanie, czy wpływ na to ma płeć osoby, która rządzi.

W Europie prymusem są Niemcy. Przy dużej i relatywnie starej (drugiej najbardziej zaawansowanej wiekowo w całej Unii) populacji oraz znacznej liczbie obywateli podróżujących po świecie udało się uniknąć wysokiej śmiertelności z powodu Covid-19 (5788 zgonów przy ponad 20 tys. we Francji, Hiszpanii czy Włoszech). W dodatku służba zdrowia uratowała się przed przeciążeniem, bo nigdzie w Niemczech nie zabrakło ani respiratorów, ani łóżek na intensywnej terapii.

Podobny, choć mniej nagłośniony sukces odniosła sąsiednia Dania, która 13 marca, najwcześniej ze wszystkich krajów skandynawskich, wysłała pracowników sektora publicznego do domu na dwa tygodnie, to samo zalecając prywatnym pracodawcom. Zamknięto też zewnętrzne granice kraju. 16 marca dzieci przestały chodzić do szkół i przedszkoli, a 18 marca zakazano zgromadzeń powyżej 10 osób. Z powodu koronawirusa do 25 kwietnia w Danii zmarło 418 osób, a premier Mette Frederiksen za strategię wczesnych i zdecydowanych działań została wynagrodzona przez wyborców. Odsetek obywateli pozytywnie oceniających jej pracę skoczył o 40 pkt. proc. – do 79 proc.

Podobnych przykładów jest więcej. Sanna Marin, szefowa rządu Finlandii, szybko wprowadziła ograniczenia w transporcie i podróżach po kraju. Rządzona przez premier Katrín Jakobsdóttir Islandia jest liderem w liczbie wykonywanych testów na jednego mieszkańca, a Jacinda Ardern Nowozelandczyków uchroniła od masowych zgonów i drakońskich wyrzeczeń, jednocześnie podnosząc ich na duchu serią udanych wystąpień.

Czytaj też: Jacinda Ardern pokazuje światu, czym jest prawdziwe przywództwo

Co różni Angelę Merkel od Donalda Trumpa

Wiele krajów, które radzą sobie z kryzysem najlepiej, rzeczywiście rządzonych jest przez gabinety z kobietami na czele. Ale wyciąganie linearnej zależności między tymi dwoma faktami nie ma większego sensu. Niemcy, Finlandia, Dania czy Tajwan nie powstrzymały wirusa ani tylko, ani głównie z powodu płci przywódcy. Co nie znaczy, że płeć w czasie pandemii nie ma znaczenia.

Islandczykom, Nowozelandczykom czy Finom pomogła niska gęstość zaludnienia i relatywnie duża część populacji i tak żyjąca w izolacji czy małych skupiskach. Niemcy od początku zaufali ekspertyzie, w czym chyba najmocniej różnią się od USA. Podczas gdy Trump mówi o zaletach wybielaczy, Merkel na każdej konferencji prasowej odwołuje się do najnowszych danych z Instytutu Kocha. Tajwan świeci przykładem dla całej Azji, ale sukcesu strategii doszukiwać się należy w technologii, metodach cyfrowego śledzenia potencjalnych nosicieli wirusa i społeczeństwie posłusznym restrykcjom. Wszystkie te kraje są też relatywnie bogate, a ich służby zdrowia – zaawansowane i w miarę dobrze finansowane.

Oczywiście, że na czubku tej drabiny stały przywódczynie, które te decyzje zatwierdzały. Ale świadczy to przede wszystkim o tym, że są po prostu dobre w swoim fachu. W krajach, którymi rządzą kobiety, jest też wysoki stopień społecznego zaufania dla działań administracji publicznej. Obywatele są bardziej skłonni poddać się restrykcjom, bo wierzą, że to dla ich dobra. Zaufanie i rozwinięta kultura polityczna sprzyjają z kolei instrumentom opartym na ekspertyzie i wiedzy. To właśnie te czynniki, w połączeniu z wykwalifikowanymi i charyzmatycznymi liderkami, przyniosły sukces. Płeć nie była czynnikiem decydującym.

Czytaj też: Północ–Południe. Koronakryzys zaczyna dzielić Unię

Kobiety na pierwszej linii frontu

Kobiece przywództwo w czasach koronawirusa zamanifestowało się jednak gdzieś indziej, z dala od szczytów. Kobiety okazały się kluczowe, bo to one najczęściej znajdują się na pierwszej linii frontu. Według danych WHO aż 70 proc. osób pracujących w zawodach medycznych na świecie to kobiety – przy zaledwie 25 proc. na kierowniczych stanowiskach natury politycznej.

Kobiety znacznie częściej od mężczyzn mają styczność z chorobami zakaźnymi, więc ich doświadczenie jest w tej walce bezcenne. Mocniej też odczuwają skutki pandemii, przejmują obowiązki edukacyjne, gdy zamknięte są szkoły i przedszkola. Ich głosy muszą być słyszalne na szczytach władz. Ale gwarantem tego są dobrze funkcjonujące administracje i równe, wolne od uprzedzeń społeczeństwa. Wówczas kobiety mają większe szanse na kluczowe stanowiska, ale paradoksalnie też ich płeć ma dużo mniejsze znaczenie.

Dlatego raczej bezcelowe są dywagacje, czy koronawirusowe sukcesy mają męskie, czy żeńskie twarze. Bo nie mają jednej twarzy. Składają się na nie wiara w naukę, zaufanie do rządu, transparentny schemat podejmowania decyzji i setki innych czynników, w tym przywództwo polityczne. Nie ma więc sensu redukować skutecznych działań Merkel, Marin czy Ardern do ich płci. To umniejsza ich zasługi i kwalifikacje, przy okazji spychając na margines wszystkich innych, którzy do tego sukcesu dołożyli swoje cegiełki.

Czytaj też: Ile państw, tyle strategii przetrwania

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną