Świat

Grecja szykuje się do wakacji. Tylko czy turyści dopiszą?

Plaża w Salonikach, 5 maja 2020 r. Plaża w Salonikach, 5 maja 2020 r. Murad Sezer/Reuters / Forum
Wszystko kręci się wokół pytania, ile charterów wyląduje i ilu touroperatorów stanie na głowie, żeby zapełnić kolejny samolot turystami. Jeśli w ogóle przyjadą.

Zwykle pierwsi goście zjawiają się na Wielkanoc, a w maju i czerwcu to już przedsmak sezonu: plażowanie, kąpiele, bary. Dzień jest długi, słońce całkiem miło świeci nawet do 21. Kwiaty kwitną, jachty kołyszą się na wodzie, w sklepach nieprzebrany wybór masek, parasoli i klapków, ouzo chłodzi się w lodówkach.

Grecję koronawirus dopadł, gdy już-już rozpoczynały się przygotowania. Właściciele apartamentów wietrzyli pościel, odnawiano pokoje i sadzono kwiaty na klombach, a w restauracjach przy plaży komponowano nowe menu: gawros (małe rybki smażone w głębokim oleju), sałatka grecka, feta w świeżej oliwie, nadziewane pomidory. Po dziesięciu latach kryzysu, cięciach pensji i emerytur o połowę, zaciskania pasa na ostatnią dziurkę – wydawało się, że udało się odbić od dna i ruszyć ku lepszemu.

Czytaj też: Najdziwniejsze wakacje w historii

Wakacje 2020 do skreślenia?

Raptem wszystko runęło na łeb. Zamknięte granice, nieczynne plaże i knajpki, puste hotele. I pytanie, co dalej, na które do dziś nie ma pewnej ani ostatecznej odpowiedzi. Nikt nie wie, czy turyści zechcą przyjechać, kiedy zacznie się sezon i jak długo potrwa. Czy strach przed wirusem nie skreśli wakacji 2020 z kalendarza?

Ostatnie lata były świetne, Grecja odzyskała starych miłośników, którzy zrezygnowali z wyjazdu do Egiptu czy Turcji, wybierając calamares. Ale przede wszystkim tłumnie dołączyli nowi: Bułgarzy, Serbowie, Albańczycy, Macedończycy, Rumuni, Ukraińcy. W sumie ponad 33 mln osób. Sezon wydłużył się o dobre sześć tygodni – aż do połowy października. A Grecy, dociśnięci kryzysem, wreszcie zaczęli bardziej o turystów zabiegać.

Turystyka dźwiga 20 proc. ich PKB, szacuje się, że w sezonie nawet 70 proc. Greków – starych i młodych, na kontynencie i na wyspach – w ten czy inny sposób pracuje dla tej branży. Wszystko kręci się wokół pytania, ile charterów wyląduje i ilu touroperatorów stanie na głowie, żeby zapełnić kolejny samolot ludźmi stęsknionymi za opalenizną, co planują sąsiedzi, ile biletów na promy uda się sprzedać. W tym roku pytania są dramatyczne: czy w ogóle ktoś przyjedzie i jak uniknąć drugiej fali epidemii.

Czytaj też: Wakacje za jeden tysiąc. Bony nie uratują turystyki

Bezpieczne lato z dala od wirusa

Z pierwszą falą Grecy poradzili sobie nadspodziewanie dobrze. Dzięki niewyobrażalnej dyscyplinie liczba zmarłych (oficjalnie) oscyluje dziś w granicach 180 osób. I to jest wielki atut Aten, że udało się uniknąć katastrofy. Grecy dali radę. Turyści muszą to docenić: Grecja jest bezpiecznym krajem, skoro wirus nie czyha za każdym załomkiem, można się tu dobrze poczuć i wreszcie spokojnie pożyć. Taki wizerunek lansują władze: bezpieczne wakacje z dala od tłumów. Pytanie, czy turyści go kupią.

Grecja zaczęła odmrażanie w maju: otwarto plaże, sklepy, zakłady fryzjerskie, zezwolono na podróże – ale tylko w części kontynentalnej. – Wreszcie mogliśmy pojechać do domu nad morzem – opowiada moja przyjaciółka Vassiliki z Salonik. Bo nie chodzi tylko o wyjazdy przyjemnościowe. Wielu Greków mających biznesy nad morzem przyjeżdża tu z głębi kraju. Do sezonu trzeba się przygotować, nie da się tego robić zdalnie.

Na wyspy, gdzie wirus na szczęście nie dotarł, jeszcze w maju nie dało się pojechać. Zdarzało się, że jeśli ktoś złamał zakaz, nie mógł wrócić na kontynent. Te ograniczenia zniesiono 1 czerwca, ale zagranica jeszcze ma szlaban.

Czytaj też: Świat u progu recesji. Jak źle będzie? Spójrzmy na literki

Młodzi muszą się wybawić

W związku z długim weekendem – świętem Zesłania Ducha Świętego, kiedy Grecy lubią ruszyć z domów – otwarto hotele, restauracje i bary. To z myślą o rodakach, na których w tym sezonie liczy się szczególnie. Namawia się ich do zwiedzania ojczyzny, zachęca zniżkami. To też rodzaj próby generalnej: czy goście potrafią (i zechcą) zachować odstępy, a właściciele dostosują się do nowych norm?

Próba wypadła średnio. Na wyspie Mykonos, słynącej z zabawowej atmosfery, setek barów, dyskotek, klubów, gdzie taneczne szaleństwo trwa od wieczora do rana, tłumy szturmujące lokale przerosły oczekiwania. W barach kłębili się goście, o odstępach i limitach gości zapomniano. Przebudzenie okazało się przykre, policja zamknęła te lokale, gdzie pogwałcono zasady, i to nie na tydzień, ale dwa miesiące. Drakońskie kary to sygnał dla turystów – oto kraj bezpieczny, gdzie wszystko jest pod kontrolą, a zwłaszcza zarazki.

Ale właściciele klubów protestują. Nawet jeśli odprawią klientów z kwitkiem, ci i tak będą tłoczyć się na zewnątrz, a wąskie uliczki wypełnią się młodymi ludźmi, przekonanymi, że wirus wybiera starych i grubych. Turyści, jeśli przyjadą, też się będą chcieli zabawić. Zamknięte kluby sprawią, że w otwartych zrobi się gęściej. Władze nie przyjmują tych usprawiedliwień: ma być bezpiecznie, a zadaniem właścicieli jest jakoś pogodzić ogień z wodą.

Czytaj też: Młodzi roznieśli wirusa? Konflikt pokoleń we Włoszech

Żółwie odetchnęły z ulgą

Na Akropolu turystów wciąż daje się zliczyć na palcach jednej ręki. Rekordy z minionych sezonów ze względu na limity raczej się nie powtórzą. Być w Grecji i nie odwiedzić słynnego wzgórza?

Z kolei na plażach rzadziej się ustawia parasole – co cztery metry. Plażowanie à la sardynki w puszce odchodzi do lamusa. Na szczęście miejsca jest sporo, można wybrać wedle gustu. Tylko trzeba zmienić nawyki, zdobyć się na wysiłek i rozłożyć ręcznik gdzieś dalej, gdzie uda się cieszyć brakiem sąsiedztwa. Hotelowe plaże zapewne będą reglamentować przestrzeń na piasku, może wprowadzą zapisy. Tak się już dzieje choćby w Portugalii.

W Grecji, jak w wielu innych wakacyjnych miejscach, jest moda na spędzanie czasu przy hotelowym basenie, z łatwym dostępem do baru. Może być kłopot w sezonie, jeśli chętnych będzie więcej niż miejsc. No i wciąż nie wiadomo, jak utrzymać wymagany dystans w wodzie. Za lekceważenie zasad właścicielom grozi mandat lub zamknięcie hotelu. Może, paradoksalnie, wróci zwyczaj odpoczywania na tradycyjnej plaży i pływania w morzu?

Na razie hotele nie mają nadmiaru zgłoszeń ani rezerwacji, tak przynajmniej wyglądają grafiki do końca czerwca. Żółwie w Laganas na wyspie Zakynthos oddychają z ulgą, nietratowane przez tłumy, z którymi toczą nierówną walkę o miejsce.

A jeśli turyści przywloką wirusa?

Oficjalnie sezon rusza 15 czerwca – wraz z otwarciem europejskich granic. Grecki premier zapewnił, że kraj czeka na turystów z otwartymi ramionami: rodzimych, z Unii i spoza. Będą ulgi na transport, autobusy, rejsy, przeloty. Na wyspy zostaną skierowani lekarze i pielęgniarki na wypadek – odpukać – pojawienia się wirusa. Będą obowiązywać protokoły bezpieczeństwa dla linii lotniczych i procedury ochrony zdrowia w podróży. Rząd obiecuje zwrot kosztów tym, którzy zakażą się wirusem. Marne pocieszenie, ale zawsze coś.

15 czerwca Grecja otwiera się na kraje, w których epidemia jest w odwrocie, takich jak Słowenia, Nowa Zelandia, Słowacja, Bułgaria, Albania, Północna Macedonia, Serbia, Czarnogóra; w sumie 29 państw, Polska też (z początku ją pominięto). Ich obywatele będą zwolnieni z obowiązkowej siedmiodniowej kwarantanny i testów, które przed tą datą każdy musi zaliczyć. Grecy chcieli wprowadzić paszporty sanitarne, czyli zaświadczenie o stanie zdrowia. Wycofali się w obawie, że odstraszą turystów.

Jeszcze kilka dni temu w Atenach (na razie tylko to lotnisko obsługuje loty międzynarodowe) wylądował samolot z Kataru. Na pokładzie – dzięki testom – udało się wykryć sporą grupę zakażonych pasażerów. Grecy nieco się boją, że goście nawiozą im wirusy i ruszy druga fala epidemii. Ale dominuje przekonanie, że bez turystów gospodarka sobie nie poradzi.

Czytaj też: „No cóż, biurokracja”. Tak się odmrażają Włochy

Tymczasowa izolacja na wyspie

Lotniska, z którymi utrzymywana jest komunikacja, ze względu na poziom zagrożenia podzielono na dwie grupy: zielone i czerwone. Turyści z miejsc zielonych będą poddawani wyrywkowym testom przesiewowym, a ci z czerwonych muszą przejść kontrolę i nawet jeśli nie będą zakażeni, będą musieli odbyć siedmiodniową kwarantannę. Takim czerwonym regionem są np. Katowice.

Przylatujący na wyspy muszą wypełnić kwestionariusz kontaktowy. Jeśli zachorują i przebywają w hotelu na dużej wyspie, obowiązuje ich 14 dni kwarantanny. Na małej wyspie wystarczy izolacja. Rodzina, jeśli zechce, może wrócić do kraju, ale chory musi zostać. Tak będzie do końca czerwca.

Czytaj też: Jak wygląda szwedzki model walki z wirusem

Po 1 lipca zagraniczne samoloty będą mogły lądować już na wszystkich greckich lotniskach regionalnych, a obowiązująca dziś kwarantanna zostanie zniesiona – ponoć także dla Katowic. Pozostaną jednak testy, wykonywane losowo. Otworzą się granice morskie, wróci komunikacja promowa: Grecja czeka na zorganizowane grupy obsługiwane przez biura podróży, ale i na indywidualnych turystów z Niemiec, Belgii, Francji czy Włoch. Bez promów się nie obejdzie: z Wenecji czy Ancony do Igumenicy, Patras, Korfu.

W tym sezonie będzie mniej miejsc, do sprzedaży trafi tylko 65 proc. biletów. Podróż promem wybierają głównie właściciele kamperów, samochodów campingowych i ci, którzy lubią spędzać urlop poza kurortami, powłóczyć się z namiotami, którzy nie pędzą samolotem na wakacje all inclusive. Ale i ci, którzy chcą uniknąć długiej drogi przez Bałkany.

Zwykle też podróżują promami pracujący za granicą Grecy. I kierowcy TIR-ów z różnych części Europy. Towarzystwo jest luzackie, międzynarodowe, atmosfera radosna. Trudno siedzieć prawie dwie doby w kabinie, unikać kontaktów w barach, restauracjach, na pokładzie. Teraz pasażerowie samochodów campingowych będą musieli wyposażyć się w maski, rękawiczki, podobnie pasażerowie kabin, jeśli zechcą wyjść na pokład. Wszystkie miejsca będą dezynfekowane, ale pasażerowie też muszą wykazać rozsądek i umiarkowanie. W restauracjach zostaną rozsunięte stoliki i z powodu mniejszej liczby miejsc serwis będzie się odbywał na dwie zmiany.

Testy będą wykonywane wyrywkowo przy zejściu. Co się stanie, jeśli ktoś zachoruje podczas podróży, czy prom otrzyma zgodę zawinięcia do portu i czy nie powtórzą się niedawne dramaty pasażerów wielkich wycieczkowców? Warto pewnie to przemyśleć, zanim kupi się bilet.

Czy statki podniosą kotwice?

Tymczasem w Sivin na półwyspie Kasandra już otwarto wszystkie sklepy, restauracje i bary, można powiedzieć: Kasandra wyczekuje turystów. W kultowym Vourvourou w weekend pracowały dwie pizzerie, a lubiana restauracja Gorgona z tradycyjną kuchnią otworzyła taras. Wszędzie jednak dystans, koniec wspólnego biesiadowania przy połączonych stolikach, jak to było w zwyczaju. Szef mówi, że goście muszą znów poczuć się bezpiecznie, nauczyć się wychodzić z domu bez obaw przed zakażeniem.

Paris, popularna restauracja i bar przy plaży, szykuje otwarcie 18 czerwca, kiedy – po podniesieniu szlabanu – nadciągną pierwsi turyści z Bałkanów. Wielki taras daje poczucie przestrzeni i swobody. W upalne dni będzie można jak zwykle podziwiać zachody słońca nad zatoką i przyglądać się powracającym do mariny jachtom.

Ormos Panagias żyje wyłącznie z turystów, bo stąd wyruszają statki wycieczkowe w kierunku góry Athos i słynnych klasztorów, które można podziwiać z pokładu. Dziesiątki autokarów przywożą każdego rana hotelowych turystów z całej północnej Grecji. Bez turystów statki nie podniosą kotwicy, więc trwa oczekiwanie. Pewnie będzie trzeba ograniczyć liczbę pasażerów. Wszystko zależy od decyzji Niemców, Serbów, Bułgarów: zostaną w domu czy wyruszą do Grecji?

U siebie, ale na wakacjach

Sezonowe hotele jeszcze są zamknięte. Ceny apartamentów takie jak przed rokiem: 60–70 euro za noc. Maria, właścicielka apartamentów Dionyssos, mówi, że kilka rezerwacji na lipiec i sierpień już się pojawiło, ale wciąż ma wolne miejsca. Liczy, że stali goście z Sofii i Belgradu nie zawiodą: w tym sezonie apartamenty cieszą się większym zainteresowaniem niż duże hotele, można skutecznie uniknąć innych ludzi, być trochę jak u siebie, a jednak na wakacjach.

Na plaży da się już spotkać trochę osób, na razie głównie Greków. Leżaków jeszcze nie wystawiono. Powoli otwierają się wypożyczalnie łodzi i windsurfingu. Ale nikt nie może dać gwarancji, że obowiązujące dzisiaj zarządzenia są ostateczne. Dopiero z początkiem lipca się okaże, czy przepisy nie utrudniają zbytnio wczasowania.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną