Świat

Przełomowy dzień na Białorusi? Protest się rozszerza

Piątkowe protesty w Mińsku Piątkowe protesty w Mińsku Vasily Fedosenko / Reuters / Forum
Opozycja przejęła ulice, kolejne grupy zawodowe lawinowo dołączają do protestów. Milicja i OMON się schowały. Ludzie wychodzą z aresztu i pokazują ślady po torturach.

Na ulicach Mińska w tej chwili są wszyscy – gdzie nie pójść, widać marsz lub szeregi młodych ustawiających się wzdłuż ulicy. Najstarsi nie wychodzą na zewnątrz przez koronawirusa, ale też z tej grupy wiekowej rekrutują się ostatni zwolennicy władzy – z powodu nostalgii, potrzeby stabilności i regularnie wypłacanych emerytur. W pozostałych grupach Aleksandr Łukaszenka jest skreślony i dziś wszyscy otwarcie dają temu wyraz. Protesty i marsze są nawet w zakazanych i najniebezpieczniejszych pod tym względem częściach miasta, także na starówce.

Czytaj też: Co dalej z Białorusią? Co zrobi Polska, co reszta świata?

Białoruś. Trzecia faza protestu

Mamy do czynienia z trzecią fazą protestu na Białorusi. Pierwsza to były nocne demonstracje po ogłoszeniu zwycięstwa Łukaszenki, brutalnie tłumione. Druga to prewencyjna przemoc milicji, bicie kierowców i masowe aresztowania. Zastraszenie nie udało się dzięki kobietom, które wtedy przejęły protest. To był najtrudniejszy moment. Gdyby nie wyszły na ulice – a tylko one się odważyły! – byłoby po sprawie. Nawet powstało już takie wrażenie.

Kobiety ośmieliły lekarzy i robotników. Zaczęły się strajki największych fabryk, kluczowych dla gospodarki, zatrudniających po kilka-, kilkanaście tysięcy robotników. Z kobietami, lekarzami i robotnikami OMON nie wie, co ma robić. Nawet nie próbuje. Tym bardziej że zaczęły się coraz liczniejsze odejścia funkcjonariuszy. Media społecznościowe są pełne filmów, jak wyrzucają mundury do śmieci i zrywają pagony, które lądują w muszlach klozetowych. Władza zaczęła śpiewać innym głosem.

Białorusini protestują dziś pokojowo nawet przed budynkiem rządu. Funkcjonariusze OMON, obecni nielicznie, symbolicznie opuścili tarcze.

Czytaj też: Takiej mobilizacji na Białorusi jeszcze nie było

Nieswój Łukaszenka

Wczoraj późnym wieczorem przemówił szef MSW Jurij Karajew. Przeprosił „osoby postronne” za przemoc, która je spotkała ze strony władz, a także ostrzegł dziennikarzy, by się nie pchali w ręce milicji. Panie ministrze, obiecujemy, że nie będziemy!

Dzisiaj orędzie wygłosił sam Łukaszenka i był wyraźnie nieswój. Powiedział, że się „naradza z kolektywem pracowniczym”, i stwierdził, że martwi się o stan gospodarki z powodu strajków. Dziś o 12:30 zaczął się też ostrzegawczy strajk metra w Mińsku. Tysiąc pracowników wyszło na ulice, wielu skupia się też w małe grupki – pokazują sobie gest wiktorii, nie widać strachu. A trzeba pamiętać, że jeśli metro staje, ludzie nie mają czym dojechać do pracy, powoduje to paraliż stolicy, w której mieszka więcej niż jedna piąta Białorusinów.

Można odnieść wrażenie, że teraz boją się ci, którzy mają odmienne przekonania niż wolnościowe, to oni wolą się nie wychylać. Tak jakby ich w ogóle nie było.

Czytaj też: Białoruś na krawędzi. Nie ma optymizmu, jest nadzieja

Wszystkich ośmielają kobiety

Jeszcze raz podkreślić trzeba, że wszystkich ośmielają kobiety, dziewczyny i dziewczynki, ubrane na biało, noszące kwiaty i trzymające ręce w górze – ze znakiem wiktorii. Są absolutnie wszędzie. A tam, gdzie one, tam klaksony samochodów. Mieszkam w czwartym już mieszkaniu i słyszę to bez przerwy. I tak jak nie znoszę klaksonów, tak teraz mogę ich słuchać bez przerwy. Hymn protestów „Pieremien” (zmiana) leci nawet przy patrolach milicji.

Dołączyli dziś też technicy, pracownicy laboratoriów, uniwersytetów, którzy stanęli przed nimi. Stworzył się cały łańcuch grup zawodowych.

Czytaj też: Łukaszenka zauważył wirusa, ale restrykcji nie wprowadza

Co zrobi dyktator?

Trudno powiedzieć, jak sobie z tym poradzi aparat władzy, bo opozycja zyskała wyraźne przełożenie na państwo, na gospodarkę, na ulice, na atmosferę i stan opinii w społeczeństwie. Można powiedzieć, że otwarty konsensus – „to, co myślą wszyscy” – jest po stronie demonstrujących i strajkujących, to oni są panami opinii. Dlaczego mowa o przełomie? Społeczeństwo nie dało się zastraszyć i odzyskało skuteczność polityczną.

Tak samo jak niedawno w Hongkongu – trudno sobie władzy z tą sytuacją poradzić, bo nie ma już liderów, których można by aresztować czy torturami lub zakładnikami w rodzinie zmusić do posłuszeństwa, jak Cichanouską. Łukaszenka nie był dotąd w takiej sytuacji. Nie wie, kogo zamknąć ani kogo musiałby zabić, 80 proc. społeczeństwa nie wymorduje. Więzienia już dawno są przepełnione. Nawet kat Białorusi, szef OMON Dzmitryj Pauliczenka, osobiście wykonujący wyroki strzałem w głowę (jak zrobił to przed 20 laty z opozycjonistami m.in z Wiktorem Hanczarem i Anatolem Krasnouskim), może sobie nie poradzić.

Łukaszenka jest gotów zrobić wszystko, żeby utrzymać władzę, ale nigdy nie miał przeciw sobie powstania 80 proc. społeczeństwa, które przetrwało wszystkie wypróbowane przez niego formy przemocy.

Czytaj też: Baćka traci poparcie

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Chłopcy 30+, czyli faceci jak dzieci

Psychologowie alarmują: to już epidemia. Pokolenie 20-, 30-, a nawet 40-latków nie chce dorosnąć.

Agnieszka Sowa
12.07.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną