Świat

Rozświetlanie ciemności

Kongo: pamięć i rozliczenia

Ze ściąganej z Konga kości słoniowej w Europie robiono klawiatury, krucyfiksy, kule bilardowe i sztuczne zęby. Ze ściąganej z Konga kości słoniowej w Europie robiono klawiatury, krucyfiksy, kule bilardowe i sztuczne zęby. East News
Félix Tshisekedi, prezydent Konga, dostał niedawno list z Brukseli. Jego nadawca, król Belgów Filip, wyraża w nim ubolewanie z powodu okrucieństw, jakie Afryce przyniósł kolonializm. Przyznaje, że rany jeszcze się nie zagoiły, i obiecuje debatę „w prawdzie i spokoju”.
Plakat przedstawiający wizytę belgijskiego króla Alberta I w Kongu, 1928 r.AKG/East News Plakat przedstawiający wizytę belgijskiego króla Alberta I w Kongu, 1928 r.

Królewski list z Brukseli był w drodze 60 lat – Kongo uzyskało niezależność od Belgii 30 czerwca 1960 r. Żaden inny monarcha przed Filipem nie odniósł się jednak w tak bezpośredniej formie do kolonialnej przeszłości kraju. A historia związku Belgii z Kongiem liczy prawie 80 lat, przy czym przez pierwsze 30 ten afrykański kraj był prywatną własnością króla Leopolda II.

Dziś zamaskowani audytorzy belgijskiej historii zrzucają jego popiersia z cokołów, malują mu ręce na pomnikach czerwoną farbą i być może dlatego Filip nie wymienił w liście imienia prapradziadka. Ale nie wymieniać nie znaczy schować w muzealnych piwnicach. Inaczej zniknęłaby i sama Belgia, zwłaszcza Bruksela. Obie są dziećmi Leopolda II, a jego ojcostwa nie przekreśli ani ruch protestu, ani wyrywanie stron z kronik historii.

To jeden z powodów, dla których list tak długo był w drodze. Rzadko który monarcha uczynił dla swojego królestwa tyle co on. I rzadko który był tak poniewierany. Głównie przez sąsiadów, bliższych i dalszych. Leopold II drażnił, bo chciał, by Belgia była większa, niż jest na mapie.

Chusteczka do nosa

Już jego ojciec, Leopold I (1831–65), pierwszy król Belgów, narzekał na miniaturową skalę królestwa i marzył o kolonii, co odpowiadało tzw. duchowi epoki. Zresztą sama Belgia była tego ducha ofiarą. Zgodę na jej powstanie wydały ówczesne mocarstwa i to one zdecydowały o jej granicach, o wieczystej neutralności oraz ustroju monarchistycznym.

Leopold I z niemieckiego domu Sachsen-Coburg-Gotha swoje królestwo nazywał „chusteczką do nosa”. Szukał więc dla niego świetności – z inicjatywy króla wybudowano np. pierwszą w kontynentalnej Europie linię kolejową między Brukselą a Mechelen. Po 34 latach panowania Leopold I pozostawił kraj uporządkowany, rozwinięty gospodarczo, zasobny finansowo.

Polityka 35.2020 (3276) z dnia 25.08.2020; Świat; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozświetlanie ciemności"
Reklama