Świat

Włosi zaostrzają restrykcje. Unikną czarnego scenariusza?

Jak dotąd na Półwyspie Apenińskim wykryto prawie 360 tys. przypadków SARS-CoV-2. Jak dotąd na Półwyspie Apenińskim wykryto prawie 360 tys. przypadków SARS-CoV-2. Guglielmo Mangiapane / Forum
Nowy dekret premiera Contego pozwala uniknąć lockdownu i kontynuować działalność gospodarczą, choć w maseczkach na twarzy. We Włoszech to dziś absolutnie konieczne.

We Włoszech od dwóch miesięcy grupa osób z koronawirusem rośnie systematycznie i teraz oscyluje, w zależności od liczby wykonanych testów (85–105 tys. dziennie) wokół 5 tys. zakażonych. Jak dotąd na Półwyspie Apenińskim wykryto prawie 360 tys. przypadków SARS-CoV-2. Ofiar śmiertelnych jest 36 205, czyli nieco ponad 10 proc. Często występujący w roli eksperta prof. Giuseppe Remuzzi, wybitny nefrolog z Mediolanu, twierdzi, że jak tak dalej pójdzie, za miesiąc we Włoszech będzie 20 tys. zakażonych koronawirusem dziennie. Podobne obliczenia zrobiła Angela Merkel. Wobec tego, że ostatnio w Niemczech co miesiąc podwaja się liczba zakażonych, kanclerz szacuje, że za trzy miesiące Niemcy będą miały 20 tys. przypadków na dobę.

Włoskie życie poranne i nocne

Aby uciąć dyskusję o zbliżaniu się lub nie „drugiej fali pandemii”, premier Włoch Giuseppe Conte, wykorzystując prerogatywy, jakie daje mu obowiązujący wciąż stan zagrożenia epidemicznego, dziś w nocy podpisał kolejny antywirusowy dekret na najbliższy miesiąc, znów ograniczający niektóre swobody obywatelskie. Chciałby w ten sposób uniknąć drugiego lockdownu, co zrujnowałoby całkowicie już i tak ledwie dychającą gospodarkę.

Włoscy lekarze są zgodni, że rosnąca fala zachorowań jest efektem przenoszenia wirusa przez młodych ludzi, niemających żadnych objawów choroby, którzy spotykają się wieczorami bez maseczek i nie przestrzegając dystansu społecznego, a potem przynoszą zakażenie do domu i przekazują zarazki rodzicom i dziadkom, o wiele mniej odpornym na SARS-CoV-2. Premier postanowił wobec tego ograniczyć przede wszystkim tzw. nocne życie. Bary i restauracje mają wprawdzie zamykać się dopiero o godz. 24, ale już od 21 zakazana jest sprzedaż „na wynos”, a konsumpcja możliwa jest tylko przy stolikach. W ten sposób dekret kończy bardzo popularny we Włoszech zwyczaj gromadzenia się przed lokalami, nieraz trwający przez sporą część nocy. Zamknięte będą dalej lokale taneczne i dyskoteki. Odwołano też wszystkie szkolne wycieczki i wyjazdy na międzyszkolną wymianę.

Wszystkie szkoły mają jednak pozostać otwarte. Conte po wrześniowych burzliwych dyskusjach związanych z powrotem stacjonarnej nauki na razie nie decyduje się na to, aby przynajmniej uczniowie ostatnich klas licealnych, zamiast uczęszczać na lekcje, uczyli się zdalnie. Niektóre regiony, jak choćby Liguria, proponują takie rozwiązanie, aby przynajmniej częściowo rozwiązać problem przeładowanych, przede wszystkim w godzinach rannych, środków lokalnego transportu.

Czytaj też: Widmo drugiego lockdownu. Europa wraca do restrykcji

Zdalnie, na dystans, z donosami

Zgodnie z zasadami, które obecnie obowiązują, zaleca się, by środki transportu zabierały 80 proc. dopuszczalnej liczby pasażerów. Zasada ta pozostaje jednak tylko na papierze, zwłaszcza w godzinach rannych, kiedy w drogę do biura i szkoły udaje się większość Włochów. Między godz. 7 a 9 stłoczeni pasażerowie autobusów i metra często karnie nie zajmują miejsc siedzących, odpowiednio oznaczonych, ale ma to niewielki wpływ na zachowanie bezpiecznej odległości, bo nad pustym fotelem ścisk zwykle jest jeszcze większy, niż gdyby był on zajęty.

Aby mimo wszystko zrobić coś również w kwestii transportu, Conte zadekretował, że 60–70 proc. pracy biurowej w administracji należy wykonywać w formie zdalnej. Obecnie tylko niespełna połowa urzędników pracuje w ten sposób. Ale i tak praktycznie powoduje to paraliż np. skarbówki. Urzędy bowiem, zamiast przyjmować codziennie przez sześć godzin interesantów, przyjmują ich tylko w wybrane dni tygodnia. Jeśli więc chce się cokolwiek załatwić, najlepiej spróbować przed 6 rano ustawić się w kolejce tak, by o 8 dostać numerek dający nadzieję (ale nie pewność), że uda się dotrzeć do okienka.

Rząd zalecił także ograniczyć wszystkie towarzyskie spotkania. W przypadku większych imprez, jak chrzciny czy wesela, liczba gości nie może przekraczać 30. Powinni oni przy tym ściśle przestrzegać zaleceń dotyczących maseczek i dystansu. W domu przy stole powinno się natomiast spotykać nie więcej niż sześć osób, a jeśli są to osoby spoza rodziny i kręgu współmieszkańców, to najlepiej, by wszyscy występowali w maseczkach. W tym przypadku dekret Contego dopuszcza możliwość donosów jednych sąsiadów na drugich, ale taka delacja ma być dokonywana w imię wyższego interesu społecznego.

Notabene warto przypomnieć, że Włosi mają zupełnie inny stosunek do donosicielstwa niż choćby Polacy. Parę lat temu w ramach zwalczania przestępstw skarbowych władze utworzyły nawet specjalną centralę telefoniczną, gdzie anonimowo można było zadzwonić i podać dane osoby, która nie wydała nam za usługę fiskalnego pokwitowania. Policja skarbowa robiła wtedy „nalot” na siedzibę takiego delikwenta i tak długo prowadziła kontrolę, aż znalazła dość obciążające dowody naruszenia prawa.

Czytaj też: Polska plaga sąsiedzkich donosów

Sport bez kibiców, teatry bez widzów

Na mocy nowego dekretu we Włoszech zakazano także towarzyskich gier zespołowych, w tym również w piłkę (siatkówka, koszykówka, piłka nożna). Piłkarska zawodowa Serie A ma kontynuować rozgrywki, chociaż przy prawie pustych stadionach, na których może być obecnych nie więcej niż tysiąc kibiców. Rozegrany parę dni temu mecz reprezentacji Włoch z Polakami w Gdańsku wzbudził wśród mieszkańców Italii szereg komentarzy i wielkie zdumienie nie tyle z powodu remisu, ile właśnie z racji licznych obecnych na trybunach widzów.

Włosi ograniczenia stadionowe uzasadniają choćby na przykładzie regionu Wenecji Euganejskiej, gdzie w ubiegły weekend rozegrano 600 amatorskich spotkań. W każdym z nich na boisku pojawiło się co najmniej 22 graczy, co daje obraz ryzyka, jakie pociągają za sobą tzw. sporty kontaktowe.

Bardziej jeszcze rygorystyczne obostrzenia obowiązują i będą obowiązywały w przypadku spektakli. Dozwolonych jest, jak było do tej pory, dwustu widzów podczas imprezy w sali zamkniętej i tysiąc na otwartym powietrzu. Zawieszone są też wszystkie imprezy, podczas których nie da się zachować dystansu społecznego.

Czytaj też: Relacja z pewnej wyprawy do fryzjera we Włoszech

Maseczki zawsze i wszędzie, krótsza kwarantanna

Najistotniejszą kwestią są maseczki. Teraz trzeba je nosić zawsze i wszędzie, w sklepie i na ulicy, nawet na spacerze. Tylko osoby uprawiające czynnie sport, np. jogging, mają prawo zdjąć maseczkę, którą powinny jednak założyć natychmiast, kiedy postanowią odpocząć. Maseczek mogą nie nosić dzieci do szóstego roku życia i osoby, którym nie pozwala na to stan zdrowia, oczywiście zaopatrzone w stosowne zaświadczenie lekarskie. Włosi dawno już doszli do wniosku, że maseczka to nie to samo co przyłbica i wobec tego tę ostatnią nosić można, ale nie jest to uznawane za dostateczną ochronę.

Niejako „na pociechę” rząd Contego poluzował zasady kwarantanny. Osoby, u których testy dały wynik pozytywny, ale przy tym nie mają objawów, mogą wyjść z izolacji już po dziesięciu dniach, o ile wynik badania wykonanego na zakończenie tego okresu będzie negatywny. Okazało się, że w wielu regionach służba zdrowia nie radzi sobie z masowym, dwukrotnym testowaniem ludności. W Rzymie do kliniki Agostino Gemellego kolejki tworzą się już wieczorem i trzeba całą noc przesiedzieć w aucie, żeby rano dostać się na badanie. Ponieważ organizacja systemu ochrony zdrowia leży w kompetencjach władz lokalnych, niektóre regiony wprowadziły atestowane „szybkie testy” dające wynik już po kilkunastu minutach albo np. przeprowadzają tzw. baby test uczniów niższych klas tak, aby nie trzeba było wysyłać na kwarantannę całej klasy, a nawet szkoły.

Nadal 14-dniową kwarantannę muszą odbywać osoby, które miały „bliski kontakt” z chorymi na covid-19 i które, by odzyskać „wolność” po dziesięciu dniach, powinny poddać się najbardziej wiarygodnym testom molekularnym.

Osoby, które nie mają już objawów zakażenia, ale u których wynik testu nadal jest pozytywny, mogą powrócić do normalnego życia po 21 dniach izolacji – pod warunkiem niewystępowania objawów choroby.

Czytaj też: Skąd w Polsce taka niechęć do noszenia maseczek?

Włosi działają, żeby nie zbankrutować

Najnowszy dekret Contego ma na celu przede wszystkim ochronę gospodarki, z nadzieją, że mimo wszystko opustoszałe dziś bary i restauracje w historycznych centrach miast zdołają przetrwać trudny okres bez turystów i urzędników wyskakujących na przerwę obiadową. Dekret pozwala, przynajmniej przez 30 dni obowiązywania, uniknąć lockdownu i umożliwia kontynuowanie działalności przez zamaskowanych robotników w fabrykach i zakładach przemysłowych. Jest to dziś absolutnie konieczne również zważywszy na wpływy do budżetu z podatków. Inaczej Włochy czeka po prostu bankructwo i może to nastąpić znacznie wcześniej, niż UE zabierze się za rozdysponowywanie jakichkolwiek pieniędzy z Funduszu Odbudowy.

Na taki chroniący gospodarkę dekret pozwala zresztą sytuacja w służbie zdrowia, daleko lepsza od tej sprzed kilku miesięcy. W Mediolanie, w Bergamo, a nawet na południu Włoch (które ocalił tak naprawdę surowy lockdown w kwietniu i maju) na oddziałach OIOM sporo jest wolnych łóżek i respiratorów. Wszędzie jednak brakuje łóżek dla lżej przechodzących koronawirusa pacjentów, którzy powinni być leczeni na zapalenie płuc, ale nie wymagają intensywnej terapii. I tutaj, na zdrowy rozum, bardzo przydałyby się pieniądze na ochronę zdrowia z europejskiego funduszu stabilności (EFS).

Wybory w cieniu pandemii

Rząd Contego z powodów politycznych uparcie jednak odmawia wykorzystania obiecanych 36 mld euro, uzasadniając to możliwością zbyt daleko ingerujących w wewnętrzną politykę gospodarczą uwarunkowań europejskich. Zapowiada przy tym, że Fundusz Odbudowy w zupełności Włochom wystarczy. Ta oficjalna argumentacja pomija zupełnie fakt, że warunki przyznania środków z Recovery Fund wcale nie są łagodniejsze, a na dodatek to kwestia przyszłości, podczas gdy fundusze na system opieki zdrowotnej EFS dostępne są niemalże od zaraz.

Akurat we Włoszech kwestia powiązania europejskiego wsparcia z przestrzeganiem praworządności nie stanowi problemu, ale włoska polityka używa brukselskich pieniędzy do wewnętrznych rozgrywek: za rok będą wybory burmistrzów Rzymu, Mediolanu i kilku innych miast, potem zmiana na stanowisku prezydenta, a w końcu w 2023 r. (o ile nie wcześniej) – nowe wybory parlamentarne.

Czytaj też: „No cóż, biurokracja”. Tak się odmrażają Włochy

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną