Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Papież za związkami partnerskimi osób homoseksualnych. A Kościół?

Taka jest linia Bergoglia: duszpasterskiej troski, ostrożnej, niewykluczającej oceny i tolerancji związków partnerskich, lecz odrzucenia legalizacji małżeństw homoseksualnych. Taka jest linia Bergoglia: duszpasterskiej troski, ostrożnej, niewykluczającej oceny i tolerancji związków partnerskich, lecz odrzucenia legalizacji małżeństw homoseksualnych. Evandro Inetti / Zuma Press / Forum
Najnowsze doniesienia w mediach, że papież jest za legalizacją tzw. związków partnerskich nie są fake newsem, ale nie oznaczają zmiany stanowiska ani samego papieża, ani nauczania Kościoła rzymskokatolickiego na temat homoseksualizmu.

Media światowe ta „półwiadomość” obiegła akurat w momencie watykańskiej premiery filmu dokumentalnego „Francesco” w reżyserii Jewgienija Afinijewskiego (Evgeny Afineevsky), z pochodzenia Rosjanina, mieszkającego obecnie w USA, nagradzanego za bardzo różnorodną tematycznie twórczość. Można się w tym zbiegu dat dopatrzyć zręcznego i skutecznego zabiegu autopromocyjnego. Film jest pełnym ciepła portretem Bergoglia jako osoby i jako duszpasterza. Opowiadają o nim ludzie, którzy się z nim spotkali w różnych sytuacjach. Jedną z tych osób jest Włoch homoseksualista Andrea Rubera, który uczestniczył w jednej z mszy świętych odprawianych codziennie przez papieża Franciszka w Domu św. Marty, gdzie mieszka.

Papież Franciszek a związki partnerskie

Według relacji amerykańskiego tygodnika katolickiego „National Catholic Reporter” Rubera wręczył Franciszkowi list, w którym opisał, jak wraz ze swym partnerem zastanawia się, czy mogą zabrać na mszę swoje dzieci, nie narażając ich na jakieś przykre komentarze. Dalszy ciąg jest taki, że Franciszek dzwoni do Rubery i zachęca go do przyjścia z dziećmi do kościoła. I do szczerej rozmowy z jego duszpasterzem.

Sam papież mówi w filmie do kamery, że „homoseksualiści mają prawo być częścią rodziny, są dziećmi Bożymi i mają prawo do rodziny, nikt nie może być wyrzucany lub upokarzany z tego powodu” (cytat za amerykańską Catholic News Agency). I dodaje: „Powinniśmy stworzyć ustawę o związkach partnerskich (civil unions). Aby były ujęte w formie prawa (legally covered). Byłem za tym”. Dopowiedzmy: był za tym jako biskup Buenos Aires, gdy w 2010 r. w Argentynie trwała dyskusja o legalizacji małżeństw homoseksualnych. Ale nie jest jasne, czy Bergoglio był za związkami, ale nie za małżeństwami, czy też za jednym i drugim. Wspomniany włoski gej mówi, że nie wyczuł u Franciszka poparcia dla małżeństw homoseksualnych.

Czytaj także: Kościół chce „nawracać” ludzi LGBT. Jako etyk wciąż tego nie pojmuję

Wieści o radykalnej zmianie poglądów przesadzone

I raczej taka jest linia Bergoglia: duszpasterskiej troski, ostrożnej, niewykluczającej oceny i tolerancji związków partnerskich, lecz odrzucenia legalizacji małżeństw homoseksualnych. Mówił o tym niejeden raz. Na przykład w rozmowie z francuskim pisarzem Dominkiem Woltonem w 2017 r., w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” w 2014 r., w książce „W niebie i na ziemi” w 2013 r.

Jednak jednocześnie podkreślał, że rzymskokatolickie rozumienie małżeństwa obejmuje związek mężczyzny i kobiety i że dziecko potrzebuje matki i ojca, a adopcja dzieci przez pary homoseksualne byłaby naturalną konsekwencją legalizacji małżeństw osób tej samej płci, a tego nie da się pogodzić z katolicką wizją małżeństwa. Można przypuszczać – ale Franciszek nigdy tak tego publicznie nie ujął – że jego poparcie związków partnerskich podczas sporu w Argentynie było dla Bergoglia jakimś taktycznym kompromisem. Póki sam papież jednoznacznie w tej sprawie się nie wypowie ex cathedra, a nie tylko do kamery, nic się w Kościele w tej kwestii nie zmieniło. Wieści o radykalnej zmianie stanowiska papieża Franciszka są przesadzone.

Czytaj także: Proboszcz z Pcimia patrzy na koguta i widzi LGBT

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną