Świat

Wielka Brytania się zamyka. „Najgorsze przed nami”

Wielka Brytania wprowadza nowe restrykcje w związku z szerzącą się mutacją koronawirusa. Wielka Brytania wprowadza nowe restrykcje w związku z szerzącą się mutacją koronawirusa. Henry Nicholls / Forum
Boris Johnson nałożył całkowitą kwarantannę na mieszkańców Anglii. Ograniczenia mają obowiązywać do połowy lutego, a niewykluczone, że zostaną przedłużone.

Jeden dzień trwała noworoczna przygoda angielskich dzieci z edukacją stacjonarną. Po przerwie świątecznej wróciły do szkół, spotkały się z kolegami i koleżankami, a wieczorem dowiedziały się, że był to ostatni ich kontakt na co najmniej sześć tygodni. Szef rządu zapowiedział drastyczne zaostrzenie reżimu sanitarnego w całej Anglii. Zamknięte będą nie tylko szkoły pierwszego i drugiego stopnia, ale też siłownie, baseny i inne obiekty sportowe, również te na świeżym powietrzu. Mieszkańcy mogą wyjść z domu tylko po zakupy, na zabiegi, indywidualne ćwiczenia lub do pracy, jeśli nie wykonują jej zdalnie.

Czytaj też: Brytyjski wariant SARS-CoV-2. Co o nim wiemy?

Mutacja wirusa szerzy się szybko

Decyzję Johnsona wywołał kolejny duży wzrost zakażeń, związany z szybkim szerzeniem się nowego wariantu wirusa. W dalszym ciągu nie wiadomo o nim wszystkiego, choć eksperci z Narodowej Rady Naukowej przy premierze uważają, że dostępne na rynku szczepionki powinny sobie z nim poradzić. Na razie Wielka Brytania nie jest jednak w stanie opanować uderzenia pandemii, które nadeszło po świętach Bożego Narodzenia.

Od 29 grudnia dzienna liczba przypadków nie spada poniżej 50 tys. Od początku 2021 r. kraj przeżywa swoje najczarniejsze dni pod tym względem, a 4 stycznia krzywa zachorowań osiągnęła rekordowy poziom 58 784. Dla balansującej na granicy przeciążenia służby zdrowia to wiadomość katastrofalna – osób hospitalizowanych z powodu koronawirusa jest niemal tyle samo co w szczycie pierwszej fali na przełomie marca i kwietnia. Jak podaje telewizja BBC, tylko w Anglii liczba przyjętych do szpitala z powodu covid-19 podwoiła się od 25 grudnia, zajmują blisko jedną trzecią wszystkich łóżek.

Według statystyk ministerstwa zdrowia podłączonych do respiratorów jest 1847 pacjentów w całej Wielkiej Brytanii. Teoretycznie nie tak dużo – w kwietniu niejednokrotnie było ich więcej niż 3 tys. – ale to niewielki powód do optymizmu. Chorych wymagających hospitalizacji i wsparcia oddychania przybywa bardzo szybko, a jak podkreślają dyrektorzy szpitali, rośnie też liczba pacjentów, którzy covid-19 przeszli, ale zgłaszają się z powikłaniami. Medycy na Wyspach mówią, że z wyzwaniem pandemicznym na taką skalę jeszcze się nie spotkali.

Czytaj też: SARS-CoV-2 zaatakował wcześniej, niż sądziliśmy

Restrykcje w całym Zjednoczonym Królestwie

Johnson dał w poniedziałek do zrozumienia, że ostry reżim sanitarny może potrwać dłużej niż wspomniane sześć tygodni. Brytyjczykom kazał przygotować się na „najgorsze tygodnie” od wybuchu zarazy. Oficjalnie restrykcje wejdą w życie w środę, kiedy przyjmie je Izba Gmin, jednak szef rządu zaapelował do rodaków, by już ich przestrzegali. Również dzieci odczują je szybciej, bo w domach pozostaną od wtorku. Odwołano im też zawczasu egzaminy na koniec roku. Studenci nie mogą wrócić na kampusy, a ci, którzy już to zrobili, nie powinni ich opuszczać. Czynne będą za to żłobki.

Czytaj też: Absurdy kwarantanny w brytyjskich akademikach

Nowe restrykcje wprowadziły też władze pozostałych narodów w Zjednoczonym Królestwie. Minister Szkocji i szefowa Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon ogłosiła je nawet wcześniej niż Downing Street. Szkoci w domach pozostaną, przynajmniej na razie, do początku lutego. Również tam zamknięte będą prawie wszystkie szkoły i uniwersytety. Zasady dopuszczają spotkania tylko z jedną osobą spoza gospodarstwa domowego. Sturgeon zamknęła poza tym świątynie i miejsca kultu, siłownie i otwarte obiekty sportowe. Stwierdziła nawet, że „tak przejęta sytuacją nie była od marca ubiegłego roku”.

Walia, która przymusową kwarantannę wprowadziła 20 grudnia, do stacjonarnej nauki podchodzi nieco elastyczniej. Tamtejsze uniwersytety porozumiewają się w kwestii przesunięcia startu semestru, szkoły również są zamknięte, choć krócej niż w innych częściach Królestwa. Na razie walijskie dzieci pozostaną w domach do 18, a w niektórych miejscach nawet do 11 stycznia, choć oczywiście może się to zmienić.

Cała nadzieja w szczepionkach?

Nowe restrykcje na Wyspach zabiły resztki optymizmu, który przyniosła rozpoczęta w grudniu kampania szczepionkowa. Choć na razie zaszczepiono ponad 944 tys. Brytyjczyków, a pierwszemu pacjentowi podano też już szczepionkę przygotowaną przez Uniwersytet Oksfordzki i firmę AstraZeneca, to wirus znów zdaje się pokonywać polityków i lekarzy. Z pojawieniem się nowej szczepionki wiązane są jednak ogromne nadzieje, głównie ze względu na niższy koszt produkcji (względem Pfizera, Moderny czy wciąż testowanego preparatu Sanofi/GSK), prostszy sposób transportu i przechowywania. Nie wymaga ona bowiem temperatury bliskiej –80 st. C czy specjalistycznych chłodni – wystarczy zwykła lodówka medyczna, w którą wyposażone są wszystkie szpitale, ambulatoria i kliniki.

Na razie druga szczepionka podawana jest w trybie pilotażowym, pod koniec pierwszego tygodnia stycznia trafi w większej liczbie do placówek medycznych. Po podaniu pierwszej dawki ma efektywność na poziomie 70 proc., która rośnie do 90 proc. po przyjęciu drugiego zastrzyku. Pacjent ma na to 12 tygodni, co jest kluczowe w kontekście planowania strategii przy użyciu preparatu Oxfordu/AstraZeneca. Dopuszczenie go do masowego użytku pozwoliłoby na relatywnie szybkie osiągnięcie zbiorowej odporności. Nie stanie się to jednak szybciej niż latem, być może nawet wczesną jesienią.

Czytaj też: Szczepionki powstały szybko. Czy są bezpieczne?

Brytyjczycy zamknięci do wiosny

Na razie szczepienia w Wielkiej Brytanii budzą głównie kontrowersje. Spór rozpoczął sam rząd, wysuwając pomysł odroczenia podania pierwszej dawki najszerszej puli pacjentów, jednocześnie przesuwając datę drugiego zastrzyku. Sprzeciwia się temu głośno Brytyjskie Stowarzyszenie Lekarskie, jedna z największych organizacji branżowych w kraju – alarmuje, że odroczenie podania drugiej dawki przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych. Dyskusja więc trwa, krzywa zachorowań idzie ostro w górę, a Brytyjczycy przygotowują się na kolejny lockdown. Nastawiając się na to, że do wiosny raczej z niego nie wyjdą.

Czytaj też: Obalamy fake newsy nt. szczepionki na koronawirusa

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

Ostatni niemiecki jeniec

W czasie drugiej wojny w obozach jenieckich w USA znalazły się setki tysięcy niemieckich żołnierzy. Wielu z nich podjęło próby ucieczki. Ostatni ze zbiegów, urodzony w Świdnicy Georg Gaertner, ujawnił się po 40 latach.

Andrzej Fedorowicz
12.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną