Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wybory regionalne we Francji. Le Pen się umacnia, złe wieści dla Macrona

Marine Le Pen Marine Le Pen Vincent Isore / Zuma Press / Forum
Zwrot Marine Le Pen w stronę „cywilizowanej” prawicy, rozczarowanie establishmentem po lockdownie i wyczerpanie się „tabu” głosowania na nacjonalistów mogą zadziałać na korzyść liderki Frontu Narodowego w wyborach prezydenckich.

20 czerwca we Francji odbyła się pierwsza tura wyborów do rad departamentów i regionów (szczebel samorządów z grubsza odpowiadający naszym radom powiatu i sejmikom wojewódzkim). Żartując, można powiedzieć, że „efekt Tuska” dał się odczuć nawet nad Sekwaną – centroprawica, dziś pod nazwą Les Républicains, zdobyła w skali kraju ok. 29 proc. głosów. Drugim zaskoczeniem jest absolutna porażka partii prezydenta Macrona – kandydaci LREM zdobyli ledwie 10 proc. poparcia, sytuując się na piątym miejscu.

I choć wynik Rassemblement Nationale, partii nacjonalistki Marine Le Pen, musiał ją mocno rozczarować – na początku czerwca sondaże wróżyły jej formacji wręcz wygraną pierwszej tury, tymczasem przegrała nawet sama ze sobą z 2015 r. – to paradoksalnie tendencje, które pokazały te wybory, mogą zdecydowanie zadziałać na jej korzyść w wyborach prezydenckich w 2022 r. Tradycyjnie bowiem wybory do rad regionów są jednym z czynników uwzględnianych przy wyłanianiu kandydata na głowę państwa. A tu centroprawica pokazała, że wciąż nie wydostała się z kryzysu przywództwa, w którym jest w zasadzie od dekady.

Wybory we Francji. Fatalna frekwencja

Trzy osobowości – Laurent Wauquiez na południowym wschodzie, Xavier Bertrand na północy i Valerie Pécresse w otaczającym Paryż Ile-de-France – uzyskały niezłe wyniki na poziomie regionu, co pewnie przełoży się na skład walczący o nominację w prawicowych prawyborach. Kłopot w tym, że choć są to nazwiska już dobrze znane – Wauqiuez był m.in. rzecznikiem rządu za Nicolasa Sarkozy’ego, a Bertrand i Pecresse ministrami w tej samej kadencji – żadne z nich nie gwarantuje pociągnięcia wyborców w całej Francji.

Zwrot Marine Le Pen w stronę „cywilizowanej” prawicy, rozczarowanie establishmentem po szczególnie dotkliwym lockdownie i zwykłe wyczerpanie się „tabu” głosowania na nacjonalistów w połączeniu z rozpoznawalnym, ale nie charyzmatycznym kontrkandydatem prawicy, w drugiej turze mogą dać Le Pen większe szanse, niż miałaby z konkurentem z bardziej spolaryzowanej opcji.

Z kolei na niekorzyść Le Pen zagrała w tych wyborach rekordowo niska frekwencja – według „Ouest-France” wyniosła ledwie 29,78 proc., co oznacza spadek o 15 proc. w stosunku do poprzedniego niechlubnego rekordu. Może to wynikać ze specyfiki systemu elektoralnego, który gwarantuje możliwość głosowania tym, którzy zarejestrowali się jako wyborcy – a poziom rejestracji także był w tym roku bardzo niski. Francuzi, zmęczeni po lockdownie, mają dosyć państwa i nie chcą mieć z nim zbyt wiele do czynienia; wypełnienie nawet prostego druczku wywołuje zniechęcenie, zwłaszcza w antysystemowym elektoracie Le Pen. Szanse polityczki w wyborach prezydenckich będą więc uzależnione od jej zdolności mobilizacyjnych; niska frekwencja będzie zaś raczej z korzyścią dla partii głównego nurtu, szczególnie centroprawicy.

Koniec ery Emmanuela Macrona?

Przy szerszym spojrzeniu podobny problem obserwujemy w całej Europie. Wybory w krajach związkowych w Niemczech również pokazały trudności frekwencyjne, na czym skorzystały partie tradycyjne, a straciły partia kanclerska (CDU/CSU) i nacjonalistyczni antysystemowcy, tacy jak Alternative fur Deutschland (AfD).

We Francji porażka formacji prezydenta w wyborach regionalnych w zasadzie oznacza koniec LREM i samego Macrona. To zarazem kres amerykanizacji europejskiej polityki – prób zaszczepienia na kontynencie i w łonie Unii Europejskiej znanego ze Wschodniego Wybrzeża progresywnego liberalizmu, którego francuski prezydent był zdecydowanym rzecznikiem na poziomie Brukseli.

Być może z powrotem otworzy to drzwi na salony tradycyjnej lewicy – formacji, która będzie przygotowana walczyć o usługi publiczne i stabilizację dla świata pracy z bardziej drapieżnymi (na pewno można tak powiedzieć o tych we Francji) liberałami z centroprawicy. Ci z kolei poczują się jak ryba w wodzie w pocovidowym „kapitalizmie katastrofy”, rozgrywając poczucie zagrożenia i atmosferę narastającej ksenofobii. Tyle że to samo – choć z pewnymi gwarancjami socjalnymi – już od dawna proponuje Le Pen. Francja na naszych oczach staje więc na podobnym politycznym progu co Polska w 2015 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
01.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną