„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Rozstrzelany satelita. Jak Rosjanie naśmiecili w kosmosie

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS NASA
Rosjanie zniszczyli swojego satelitę Kosmos 1408, który od lat już nie pracował i krążył na orbicie jako „martwy” obiekt. Powstała z tego chmura groźnych odłamków, przez którą musiała przelecieć Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), narażając własnych kosmonautów. Dlaczego rosyjski test jest tak groźny dla świata?

Rosjanie poirytowali Amerykanów, ale nie tylko, bo także innych przywódców mocarstw, może z wyjątkiem Chińskiej Republiki Ludowej, która pracuje nad podobną bronią. Na pokładzie stacji orbitalnej ISS przebywa w tym momencie siedmiu austronautów: czterech amerykańskich i jeden niemiecki oraz dwóch rosyjskich. I okazało się, że na wysokości nieco ponad 400 km nad ziemią co 93 minuty przelatują przez chmurę odłamków, więc muszą się chować do specjalnych, wzmocnionych schronów na pokładzie, przygotowanych na wypadek znalezienia się wśród meteorytów.

Rosja w kosmosie hasa do woli

Amerykańscy specjaliści nie mogli się nadziwić, że Rosjanie narazili życie nie tylko obcych astronautów, ale i dwóch własnych. Przecież musieli wiedzieć, czym taki test się skończy. Oczywiście, ich postępowanie wywołało ostre protesty USA i wysokich przedstawicieli NATO, ale żadne mocarstwo nie ma specjalnie narzędzi ani możliwości, by im w tym przeszkodzić. Głównie dlatego, że nie istnieje odpowiedni traktat. Układ ABM z maja 1972 r. dotyczący zakazu rozwijania broni przeciwrakietowej o zasięgu pozaatmosferycznym przestał obowiązywać w czerwcu 2002, gdy wypowiedzieli go sami Amerykanie. A zrobili to w obawie przed rakietami strategicznymi Korei Północnej i Iranu, które takie pociski rozwijają (Korea dysponuje też bronią jądrową).

Obowiązują co prawda traktaty o nieumieszczaniu broni jądrowej ani prowadzeniu prób jądrowych w kosmosie, pierwszy od 1967 r., a drugi od 1963, ale nie dotyczą broni konwencjonalnej. Zresztą radziecki, a później rosyjski system przeciwrakietowy A-35 z 1976 r., zastąpiony w 1996 systemem A-135 Amur, używały głowic jądrowych do niszczenia rakiet balistycznych w kosmosie, ale bazowały na ziemi, więc formalnie nie łamały traktatów.

Czytaj też: Kosmos made in China

Kosmiczna furtka dla mocarstw

Warto w tym miejscu wspomnieć o tych systemach, bo mają ścisły związek z ostatnią próbą Rosjan. Otóż traktat ABM o zakazie rozmieszczania broni przeciwrakietowej pozostawiał pewną furtkę – pozwalał na obronę dwóch obiektów na terenie kraju w promieniu nie większym niż 100 km od środka danego obiektu. Założenie było takie: bronimy stolicy i głównej bazy własnych rakiet strategicznych, by przeciwnik miał świadomość nieuchronności odwetu w przypadku ataku atomowego. Cały układ dotyczył wyłącznie ZSRR i USA, bo nikt inny nie miał takiej broni w jakiejś znaczącej ilości. Francja i Wielka Brytania miały po kilkanaście rakiet strategicznych na okrętach podwodnych, do tego Francja przez pewien czas także tuzin na ziemi, tymczasem zarówno Rosjanie, jak i Amerykanie mieli ich tylko na lądzie ponad tysiąc.

Amerykanie zaczęli rozwijać system przeciwrakietowy obrony punktowej w postaci pocisków Spartan i Sprint do niszczenia nadlatujących radzieckich rakiet strategicznych jeszcze w kosmosie (Spartan) lub wyższych partiach atmosfery (Sprint), ale ostatecznie zrezygnowali z jego rozmieszczenia. Uznali, że nowoczesne radary pozahoryzontalne i satelitarne systemy ostrzegania dadzą odpowiednie ostrzeżenie dość szybko po wrogim ataku, a pozostające w ciągłej gotowości rakiety strategiczne Minuteman zostaną odpalone, zanim rakiety wroga dolecą do terytorium USA. Minuteman były pierwszymi na świecie rakietami międzykontynentalnymi na stały materiał pędny, więc nie wymagały tankowania tuż przed startem. Można je było odpalić ot tak, na pstryknięcie palcami. Trzeba było tylko znać właściwe kody.

Rosjanie tymczasem rozwijali swój system i ostatecznie rozmieścili, zgodnie z traktatem, do stu przeciwrakiet broniących rejonu w promieniu do 100 km od centrum Moskwy. System znalazł się tylko wokół stolicy, by zapewniać bezpieczeństwo i nie denerwować niepotrzebnie wysokich dostojników partyjnych i państwowych. Pierwszy system A-35 był dość prymitywny, ale w 1995 r. zastąpił go rozwijany od dwóch dekad A-135 Amur, który broni Moskwy do dziś.

Czytaj też: Wojskowe operacje w przestrzeni kosmicznej

Rosyjskie rakiety do niszczenia satelitów

Od dość dawna, bo co najmniej od 1985 r., pracowano nad jeszcze nowszą i doskonalszą jego wersją znaną jako A-235 Nudol. Ponieważ traktat ABM już nie obowiązuje, nowy system ma zasięg do 1500 km wokół Moskwy i broni znacznych połaci Rosji z wyrzutni umieszczonych pod stolicą. Składa się on z grubsza z nowoczesnej ostrzegawczej stacji radiolokacyjnej Kijew i radaru naprowadzania rakiet na cele Narwa, z wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu A-925 (oznaczenie służby uzbrojenia to 51T6), rakiet średniego zasięgu 58R6 (do 300 km) oraz uzupełniających rakiet małego zasięgu PRS-1M (45T6), które mają być używane w nowym systemie przeciwlotniczym i przeciwrakietowym S-500. To coś w rodzaju amerykańskiego THAAD, czyli systemu do obrony przed taktycznymi rakietami balistycznymi o zasięgu do 2 tys. km. S-500 nie będzie zdolny do zwalczania rakiet strategicznych (międzykontynentalnych). Od tego są dwie pierwsze rakiety systemu A-235 Nudol.

I właśnie rakieta A-925 systemu A-235 Nudol została dostosowana do niszczenia satelitów. W zasadzie nie potrzeba było więcej zmian, bo podróżująca w kosmosie głowica bojowa rakiety strategicznej niewiele się różni od satelity. Satelita jest nawet wolniejszy, a zatem łatwiej go trafić, ale porusza się z reguły wyżej, co zmusza do przeprogramowania sekwencji naprowadzania. W pobliże celu dwustopniową rakietę (pierwszy stopień na stały materiał pędny, a drugi na ciekły, który może być cały czas przechowywany w zbiornikach rakiety, nie wymagając tankowania przed startem) naprowadza radar Narwa. Przy samym zwalczanym obiekcie (czy to satelita, czy głowica) uruchamiany jest pokładowy radar samonaprowadzania modułu niszczącego, powodujący mechaniczne zderzenie, co pozwala rozłupać go niczym młotkiem na tysiące kawałków. I to się zdarzyło 15 listopada.

Czytaj też: Chińska broń hipersoniczna. Ameryka ma się czego bać

Satelity i współczesna wojna

Rakiety A-235 Nudol testowano już od 2014 r., ale większość tych prób dotyczyła zwalczania głowic balistycznych rakiet międzykontynentalnych. Do tej pory testy antysatelitarne prowadzono cztery razy, pierwszy 18 listopada 2015 r. Pozostałe trzy w październiku 2020 r., w maju 2021 i wreszcie 15 listopada 2021. Ten ostatni wzbudził tyle kontrowersji, bo stworzył bezpośrednie zagrożenie dla ludzi przebywających w kosmosie. Oczywiście pozostałe testy, które zakończyły się sukcesem, też nikogo nie bawiły.

Zniszczony satelita Kosmos 1408, który groźnymi odłamkami tak zaśmiecił tę część okołoziemskiej orbity, przez którą lata wiele różnych obiektów kosmicznych i wspomniana załogowa stacja, też był wojskowy. Służył do nasłuchu radiowego i namierzania sygnałów amerykańskich i natowskich systemów radiolokacyjnych, określania ich położenia i typu i przesyłania tych danych na Ziemię. Jakiś czas temu wyczerpały się źródła jego zasilania i przestał pracować. A teraz przestał istnieć.

Zwalczanie satelitów jest niezwykle ważnym elementem współczesnej wojny. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele dziś na polu walki zależy od tych niewidocznych dla nas obiektów. Zresztą nie tylko na polu walki, ale i na co dzień. Któż nie korzysta z nawigacyjnego systemu GPS? W wojsku GPS jest niezbędny jak powietrze: do nawigacji samolotów, okrętów i innych pojazdów. Z systemu korzysta też wiele typów precyzyjnego uzbrojenia. Wojskowe satelity dostarczają też najwięcej informacji o przeciwniku: potencjalnym i prawdziwym. Są nieocenionym źródłem zdjęć terenu wykonanych techniką klasyczną lub w podczerwieni, danych o środkach radiowych i radarowych wroga. Służą do transmisji łączności, bez nich nie oglądalibyśmy wielu programów telewizyjnych, a przecież i wojsko bez takiej łączności obejść się dziś nie może. Prócz tego dostarczają dane o pogodzie, ostrzegają przed atakami rakietowymi, przydają się przy tworzeniu map...

Wojsko bez dostępu do systemów satelitarnych nie jest praktycznie w stanie operować. A zatem podniszczenie satelitów to sposób na znaczne osłabienie wroga, ale też zakłócenie (jeśli nie paraliż) funkcjonowania cywilnej gospodarki.

Amerykanom to się oczywiście nie podoba, bo to oni mają najwięcej wojskowych i cywilnych systemów satelitarnych, na drugim miejscu jest Rosja. Ale i Rosja, i Chiny, które też mają niemało satelitów, rozwijają tę broń i nikt ich nie powstrzyma. Świat staje się coraz groźniejszy.

Czytaj też: Wicher ze wschodu, czyli gry wokół ważnej rakiety

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną