Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Polityczna burza po rewizji w rezydencji Trumpa. Fani się zagotowali

Donald Trump opuszcza Trump Tower w Nowym Jorku, 10 sierpnia 2022 r. Donald Trump opuszcza Trump Tower w Nowym Jorku, 10 sierpnia 2022 r. Niyi Fote / Zuma Press / Forum
Donald Trump z pomocą prawników przystąpił do kontrofensywy po przeszukaniu jego rezydencji w Mar-a-Lago na Florydzie. Tymczasem sondaże pokazują, że afera nie osłabiła jego popularności.

Agenci FBI wynieśli z rezydencji kilkadziesiąt pudeł z tajnymi dokumentami, które były prezydent po odejściu z urzędu bezprawnie przechowywał u siebie w domu, zamiast je oddać do Archiwów Państwowych. W poniedziałek Donald Trump pozwał do sądu departament sprawiedliwości, który zarządził rewizję. Domaga się wyznaczenia tzw. Special Master, prawnika, który przejrzy wszystkie zarekwirowane materiały i spróbuje zmusić departament do dokładnego wytłumaczenia, dlaczego przeszukanie było konieczne.

Czytaj też: Ameryka ogląda, jak Trump podżegał do puczu

Trump się nie spieszył

Jak wyjaśniają eksperci, wniosek o powołanie Special Master jest całkowicie uprawniony – chodzi o niezależną od rządu kontrolę jego działań. Trump jednak zarzucił FBI, że jej motywy są polityczne, oskarżył agentów o zabranie części dokumentów bezzasadnie, np. jego paszportu (wkrótce został zwrócony). Special Master będzie usiłował znaleźć wśród zarekwirowanych materiałów takie, które według prawników Trumpa miały być rzekomo chronione tzw. przywilejem władzy wykonawczej. Znaczyłoby to, że organa ścigania nie mają do nich wglądu. Adwokaci przekonują też, że przeszukanie nie było konieczne, gdyż Trump współpracował z władzami i po ich wezwaniach oddał materiały. Niektórzy obrońcy dodają, że jako były prezydent miał prawo odtajnić dokumenty z klauzulą.

Większość prawników komentujących w amerykańskich mediach sprawę rewizji zdecydowanie odrzuca te argumenty. Departament sprawiedliwości chciał uniknąć przeszukania i skłonić Trumpa do dobrowolnego oddania rzeczonych materiałów. Pierwszych 15 pudeł z dokumentami, w tym tajnymi materiałami z CIA i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, zwrócił w styczniu – rok od zakończenia prezydenckiej kadencji. W maju dostał wezwanie do oddania następnej partii. Na początku czerwca w Mar-a-Lago zjawili się urzędnicy departamentu sprawiedliwości, rozmawiali z Trumpem i przekonali go do oddania kolejnej części. Według tzw. Presidential Records Act, ustawy Kongresu, wszystkie oficjalne materiały są własnością rządu USA i muszą być przekazane do archiwów z chwilą ustąpienia ze stanowiska.

Czytaj też: Trump trzyma się mocno. Ma szansę wrócić do władzy?

28 pudeł i 300 supertajnych dokumentów

Po rozmowach z otoczeniem Trumpa prokuratorzy z departamentu sprawiedliwości zorientowali się, że wciąż nie oddał wszystkiego. W przekonaniu, że były prezydent zwodzi władze, zdecydowano się więc na krok bezprecedensowy – przeszukanie w prywatnej rezydencji, co nastąpiło 8 sierpnia. Agenci FBI zabrali stamtąd 28 pudeł z dokumentami, w tym materiały oznaczone klauzulą najwyższej tajności. W sumie, jak podał wtorkowy „New York Times”, od stycznia odzyskano ponad 300 dokumentów zaklasyfikowanych jako supertajne. Nie wiadomo, jakie dokładnie dane zawierają. Według niepotwierdzonych na razie informacji z ubiegłego tygodnia są wśród nich dokumenty dotyczące broni nuklearnej. Eksperci zauważają, że gdyby chodziło o broń z arsenału USA, stanowiłoby to ogromne zagrożenie dla kraju, zwłaszcza że w czasie swoich rządów Trump nieraz nonszalancko obchodził się z tajemnicami państwowymi, publikując na Twitterze informacje przydatne dla wrogów Ameryki. A jego syn Don Trump Jr. powiedział niedawno, że kody atomowe są bezpieczniejsze w posiadaniu jego ojca niż obecnego prezydenta.

Trump i jego zausznicy wzywają rząd do pełnego ujawnienia treści dokumentów stanowiących podstawę przeszukania. Opinii publicznej udostępniono nakaz rewizji w Mar-a-Lago, ale jest lakoniczny i stwierdza jedynie, że zarządzono ją, ponieważ istniało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Czego dokładnie szukano, można by się dowiedzieć z tzw. affidavit, czyli szczegółowego, na kilkadziesiąt stron, sądowego uzasadnienia nakazu. Normalnie nie ujawnia się tego rodzaju dokumentów, jeśli w grę wchodzi klauzula tajności, ale departament sprawiedliwości oświadczył, że jest gotowy je opublikować, chociaż z wyłączeniem pewnych fragmentów dotyczących tajemnic państwowych. Sędzia sądu federalnego na Florydzie, który formalnie wydaje nakaz takiej publikacji, powiedział, że jeśli dokument będzie zanadto ocenzurowany, jego ujawnienie może nie mieć sensu.

Czytaj też: Rośnie teczka Trumpa. Co mu grozi?

Wyborcy GOP już się mobilizują

Przeszukanie na Florydzie wywołało polityczną burzę. Analitycy zastanawiają się, czy przyniesie konsekwencje dla dalszych losów Trumpa i tegorocznych wyborów do Kongresu. W obronie byłego prezydenta stanęli jego wierni zwolennicy, ale i republikańscy politycy z mainstreamu partii, którzy starają się od niego dystansować. Ci pierwsi, radykalni prawicowi członkowie Kongresu, jak Marjorie Taylor Greene, Matt Gaetz, i klakierzy Trumpa w telewizji Fox News, jak Sean Hannity, ogłosili, że ich idol jest obiektem politycznych prześladowań. Ci drudzy wzywają administrację Bidena do ujawnienia podstaw przeszukania. Co także sugeruje, iż były prezydent jest ofiarą szykan.

Po przeszukaniu Trump zadzwonił do jednego z wyższych urzędników departamentu sprawiedliwości z prośbą, by przekazał prokuratorowi generalnemu i zarazem szefowi resortu Merrickowi Garlandowi ostrzeżenie, że „nalot” na rezydencję w Mar-a-Lago wywołał „gniew” w całym kraju. Telefon tego rodzaju – zauważają eksperci – może stanowić podstawę oskarżenia o kolejne przestępstwo: próbę zastraszania władz prowadzących śledztwo w jego sprawie. Gniew fanów Trumpa, podsycany przez niego i jego ludzi, jest jednak faktem. W blogosferze zaroiło się od pogróżek i wyzwisk pod adresem FBI i agentów porównywanych do KGB i gestapo.

Jedno jest pewne – jeżeli komuś z liberalno-demokratycznego obozu wydaje się, że afera z tajnymi dokumentami zabranymi przez Trumpa drastycznie zmniejszy jego szanse powrotu do Białego Domu, to zdecydowanie się myli. Sprawa przeszukania dodatkowo mobilizuje elektorat przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Sondaże wskazują, że afera nie osłabiła popularności Trumpa w Partii Republikańskiej i teraz nawet więcej jej wyborców popiera go jako kandydata do nominacji prezydenckiej w wyborach w 2024 r. niż gubernatora Florydy Rona DeSantisa, lansowanego przez establishment GOP. Zdaniem komentatorów przeszukanie zwiększyło prawdopodobieństwo, że Trump będzie ponownie ubiegał się o Biały Dom.

No dobrze, wtrąci tu ktoś, przecież były prezydent może zostać formalnie oskarżony o poważne przestępstwa! Sean Hannity powiedział w swym programie radiowym, że konstytucja nie zabrania Trumpowi ubiegać się o prezydenturę, nawet gdyby został uznany winnym i osadzony w więzieniu. Nie wspomniał jednak, że karalność uniemożliwia sprawowanie najwyższego urzędu.

Czytaj też: Fani Trumpa zapowiadają, że to dopiero początek

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Gdzie jest gotówka? W Polsce ubywa banknotów, z ulic znikają bankomaty

Jest kłopot z papierowymi pieniędzmi. Ubywa bankomatów, kurczy się też sieć oddziałów banków. W sklepach coraz trudniej zapłacić pieniędzmi. Większe transakcje w banknotach stają się podejrzane.

Cezary Kowanda
29.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną