Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

214. dzień wojny. Broń jądrowa Rosji – czy to tylko straszak? Warianty ataku atomowego

Kadr z odtajnionego rosyjskiego nagrania największego wybuchu lotniczej bomby wodorowej. Car-bombę, bombę wszech czasów, zdetonowano 30 października 1961 r. o godzinie 11:32 czasu moskiewskiego w archipelagu Nowej Ziemi na Oceanie Arktycznym. Kadr z odtajnionego rosyjskiego nagrania największego wybuchu lotniczej bomby wodorowej. Car-bombę, bombę wszech czasów, zdetonowano 30 października 1961 r. o godzinie 11:32 czasu moskiewskiego w archipelagu Nowej Ziemi na Oceanie Arktycznym. Cover Images / The Ministry of Medium Machine Building of the USSR / Forum
Kolejne groźby Władimira Putina użycia broni jądrowej w Ukrainie tym razem zostały potraktowane nieco poważniej, choć prawdopodobieństwo ataku atomowego wciąż jest małe. Małe, ale nie zerowe – i to jest niepokojące.

Co dałoby Rosji użycie broni jądrowej w wojnie z Ukrainą, a co może przez to stracić? Rozważmy różne opcje. A także charakter ataku. Najpierw jednak – jak sobie radzą strony konfliktu.

Czytaj także: Cywilizacja nuklearna. Dlaczego Putin straszy bombą?

Na frontach nic dobrego dla Rosjan

Nad rzeką Oskił Ukraińcy kontynuują bardzo ostrożne natarcie na wschód. Pod Dworiczną, jakieś 30 km na północ od Kupiańska, gdzie ukraińskie wojska przeszły na wschodnią stronę Dońca, zajęły wsie Hrjanykiwkę i Horobiwkę, czyli posunęły się do 4 km na wschód od rzeki. Wczoraj odparto też rosyjski kontratak w Petropawliwce, ok. 7 km na wschód od Kupiańska, co potwierdzają geolokalizowane zdjęcia. Na północ od Łymania ukraińskie wojska też nieznacznie przesunęły się na południowy wschód, zajmując wieś Nowe. Powolutku Ukraińcy zbliżają się do Łymania od północy, nie jest wykluczone, że w ciągu 7–10 dni zajmą miasto.

Pod Chersoniem nadal trwały walki pozycyjne, choć Rosjanie usiłowali rotować swoje oddziały w tym rejonie, zastępując wyczerpane jednostki nieco świeższymi, choć też niekompletnymi. Robili to w proporcjach jeden do jeden, nie osiągając żadnego wzmocnienia, lecz dając szansę odpoczynku wyczerpanym jednostkom.

Trwa nadal kampania ukraińskich uderzeń na cele w rejonie Nowej Kachowki i Kachowki, ale też dalej na południe, w tym pod Heniczewskiem, niedaleko przesmyku Perekop na Krym.

Z kolei pod Bachmutem rosyjskie wojska atakowały na dotychczasowych kierunkach, pod Zajcewem czy Sołedarem, ale też nacierały od południa, przez Odradiwkę. Wszędzie jednak zostały odparte. Od kilkunastu tygodni Rosjanie – mimo zaangażowania Grupy Wagnera – nie są w stanie przełamać obrony pod Bachmutem.

Taktyczny czy strategiczny atak jądrowy?

Jakie są różne opcje użycia broni jądrowej przez Rosję i jaki charakter może mieć ewentualny atak? W przypadku tego konfliktu mówi się głównie o taktycznym wykorzystaniu broni jądrowej, ale naszym zdaniem strategiczny atak na Ukrainę (strategiczny w skali Ukrainy) też jest możliwy, a nawet mógłby być sensowny. O tym za chwilę.

Atak strategiczny to atak prowadzący bezpośrednio do zakończenia działań wojennych, cios, po którym przeciwnik nie jest się w stanie podnieść. To atak na żywotne centra kierowania państwem i dowodzenia wojskami albo na takie elementy infrastruktury krytycznej, których całkowite zniszczenie pozbawi państwo jakichkolwiek możliwości prowadzenia działań wojennych, a być może nawet podstawowego funkcjonowania.

Z kolei atak taktyczny z użyciem broni jądrowej to atak na wojska lub inne ważne obiekty, który w zdecydowany sposób poprawi sytuację na polu walki na korzyść atakującego, ale bezpośrednio nie prowadzi do zakończenia wojny, lecz stwarza warunki do bardziej skutecznego działania własnych wojsk.

Czytaj także: Narodziny strachu przed atomową apokalipsą

Taktyczna broń jądrowa – gdzie ją użyć w Ukrainie?

Podstawowym ładunkiem, jaki może zostać użyty w Ukrainie, jest ładunek bojowy: głowica jądrowa zamontowana na rakiecie 9M720B kompleksu 9K720 Iskander, która ma moc regulowaną w zakresie od 5 do 50 kT. 5 kT to cztery razy mniej niż w Hiroszimie, zaś 50 kT to dwa i pół razy więcej niż w Hiroszimie. Użycie takiej głowicy może zniszczyć wszystko w promieniu 1–2 km od miejsca wybuchu, podpalić wszystko w promieniu 2–4 km i oddziaływać śmiertelnym promieniowaniem radioaktywnym na odległość 3–6 km. Oczywiście pojawi się też impuls elektromagnetyczny oraz opad promieniotwórczy – chmura zassanych wybuchem i napromieniowanych drobin piasku, pyłu, liści itp. Chmura ta może przemieszczać się z wiatrem na dziesiątki kilometrów, a tam, gdzie przeleci, skazi teren i wywoła chorobę popromienną, choć nie zawsze śmiertelną. W okolicach wybuchu wystąpi także promieniowanie wtórne, znacznie słabsze jednak i zanikające z czasem. Na szczęście dla wszystkich wybuch bomby jądrowej pod względem promieniowania będzie o wiele mniej groźny od katastrofy w Czarnobylu. Tam pracujący i otwarty reaktor systematycznie ział promieniowaniem pierwotnym przez kilkanaście dni, dopóki nie został pokryty słynnym sarkofagiem, zaś przy wybuchu jądrowym promieniowanie pierwotne trwa w chwili wybuchu moment. Później napromieniowane przedmioty oddają je jako promieniowanie wtórne, znacznie słabsze i rozpadające się z upływem czasu. W Hiroszimie mieszka obecnie ok. 1,5 mln mieszkańców (wraz z przylegającym do Hiroszimy miastem Kure) i przypadki choroby popromiennej praktycznie już dziś nie istnieją, choć występowały w latach powojennych.

Należy więc uznać, że w zależności od ustawionej na rakiecie mocy głowicy – 5 do 50 kT – strefa zabijania, czyli rejon, w którym zginie natychmiast przytłaczająca większość przebywających tam osób, wyniesie od 2 do 4 km. Ludzie będą ginąć także dalej, nawet do 5–8 km od miejsca wybuchu, choć oczywiście im dalej od epicentrum, tym więcej ich przeżyje.

Popatrzmy na mapę. Co i jakim kosztem Rosja mogłaby uzyskać w Ukrainie, gdy wziąć pod uwagę taktyczne uderzenia jądrowe?

Atomowe przełamanie pod Bachmutem

Zacznijmy od rejonów, w których wojska rosyjskie mają możliwość rozwinięcia natarcia. Do niedawna powolne, ale systematyczne sukcesy odnoszono w południowo-wschodniej części Donbasu, w rejonie Popasnej, Sołedaru i Bachmutu. A gdyby tak zniszczyć tu ukraińskie wojska i przełamać ich obronę za pomocą taktycznego ładunku jądrowego? Proszę bardzo, uderzamy w rejon ciut na wschód od Bachmutu, na sam skraj miasta, niszcząc ukraińską obronę w rejonie Zajcewe, Kłynowe i Pokrowśke. We froncie obrony powstanie dziura szeroka na jakieś 5 km. Godzinę po wybuchu możemy tu wprowadzić własne wojska. Przechodzą one po północno-wschodnim skraju Bachmutu i południowo-zachodnim skraju Sołedaru, i nacierają dalej. Idą 7 km w stronę Słowiańska i nadziewają się na ukraińską obronę w rejonie wsi Mińkiwka i Priwillja. Czy znajdujące się tu i ściągnięte w pośpiechu oddziały ukraińskie zdołają powstrzymać dalsze natarcie? Mogą sobie nie poradzić, wszak wojska spod Bachmutu nie wycofały się tu, bo zginęły. Załóżmy więc, że te pozycje zostaną szybko przełamane. I co dalej? I dalej przed Rosjanami stoi Słowiańsk i Kramatorsk, a te dają solidne oparcie obronne. Siły do ich obrony też się znajdą. I Rosjanie znów stają na długie tygodnie, tym razem 20 km od miejsca przełamania wykonanego z użyciem broni jądrowej.

W pierwszym ataku zginie blisko połowa ludzi mieszkających w okolicy – jakieś 100–110 tys., w Bachmucie (71 tys.), Sołedarze (12 tys.), a także we wsiach Pokrowśke (1,5 tys.), Kłynowe, Zajcewe, Weseła Dołyna, Iwanhradzie i Opytne. Żołnierzy ukraińskich mogłoby zginąć nie więcej niż 5 tys., bo tylu maksymalnie obsadza tu pięciokilometrowy odcinek obrony i jego bezpośrednie zaplecze. Bardziej prawdopodobna jest jednak liczba 3 tys. żołnierzy. Tak czy owak armia ukraińska poniesie uszczerbek w granicach jednej trzydziestej czy jednej czterdziestej stanu swoich wojsk lądowych. Czy to strata katastrofalna? W żadnym razie. A ilu zginie cywili, mieszkańców okolic? 60–70 tys. osób. W jednym szokującym ataku, który cały świat nazwie ludobójstwem, bo wszelkie znamiona ludobójstwa taki akt będzie nosił. Dla włamania się zaledwie na 20 km. Rosjanie musieliby wówczas i tak albo stanąć na kolejne miesiące, albo dokonać następnego ataku jądrowego, a właściwie dwóch – na miasta z liczbą 111 tys. mieszkańców (Słowiańsk) i 157 tys. (Kramatorsk). Wraz z okolicznymi wsiami Rosjanie zabiliby 150–200 tys. ludzi, a co by zyskali? Kolejne 5–7 tys. zabitych ukraińskich żołnierzy, ale co dalej? Gdzie nacierać? Izium już w rękach ukraińskich…

Uderzenia na ukraińskie wojska pod Gorłówką czy Donieckiem odpadają – za blisko własnych dużych miast. Donieck to milion mieszkańców, a położona obok Makiejewka – kolejne 350 tys. Gorłówka ma ćwierć miliona mieszkańców, a wszystkie wymienione miasta leżą na okupowanych terenach – w tzw. Donieckiej RL.

Jan Hartman: Czy Rosjanie zrzucą atom?

Atomowe przełamanie pod Chersoniem

Inne uderzenie mogłoby być przeprowadzone na Posad-Pokrowske, między Chersoniem a Mikołajewem. Kosztem zabicia może 30 tys. cywili mieszkających w okolicznych wsiach dałoby nadzieję na zabicie 3–5 tys. żołnierzy ukraińskich i podjęcie natarcia na Mikołajów.

W sumie kusząca perspektywa. Ale jak tu rozwinąć natarcie na Mikołajów, kiedy zaopatrzenie przez Dniepr ledwo zapewnia dostawy potrzebne w obronie? Rosyjskie wojska nie są w stanie przerzucić przez Dniepr odpowiedniej ilości amunicji, paliwa oraz uzupełnień dla nacierających wojsk.

I dokąd to natarcie miałoby dojść? Do Mikołajowa? I co dalej? Mikołajów to duże miasto, w którym można się uporczywie bronić jak w Mariupolu. Wiele tygodni, może miesięcy. Czy w takiej sytuacji Rosjanie mieliby zrzucić atomówkę na Mikołajów? Prawie półmilionowe miasto? Zresztą atakowanie bronią jądrową dużych miast ma wadę – powstałe morze gruzów jest kompletnie nieprzejezdne, staje się wielką naturalną zaporą. Obwodnica Mikołajowa idzie przez jego przedmieścia, zaś innej drogi wokół miasta nie ma. Mikołajów leży nad rzeką Boh (czyli nad takim ukraińskim Bugiem). Mosty są w Mikołajowie. A kolejne dwa na płynącej z północy na południe rzece są dopiero w Wozniesieńsku, jakieś 50 km na północ od Mikołajowa. Jak niby Rosjanie mieliby zaopatrywać wojska wchodzące tak głęboko i szeroko wzdłuż ukraińskiego wybrzeża? Aby zabezpieczyć skrzydło takiego zgrupowania potrzeba sporo sił, a one muszą dostać zaopatrzenie. Potrzebna jest cała kompletna armia. I co, wozić dla niej zaopatrzenie improwizowanymi promami i motorówkami saperskimi? Przez Dniepr, niemal tak wielki jak Ren?

213. dzień wojny: Co musi NATO? Zatrzymać Rosję tam, gdzie jest, bo będzie źle

Taktyczne uderzenia jądrowe nie są rozwiązaniem

A zatem gdzie można jeszcze uderzyć, by przełamać ukraińską obronę i uzyskać jakiś znaczący sukces? Spod Hulajpołego czy spod Wołnowachy nie ma dokąd iść. Można nacierać na Pawłohrad, Zaporoże czy Dnipro, ale na tym koniec. Ukraińska obrona w tych miastach byłaby zbyt silna, by można ją było łatwo przełamać. Dokonywać więc kolejnych ataków atomowych? Co 20 km przez kolejne 300 km natarcia do Charkowa od południa?

Taktyczne ataki jądrowe wywołają tylko szalone straty w ludności cywilnej, od 50 tys. do 100 tys. i więcej w jednym ataku. Same wojska Ukrainy stracą stosunkowo niewiele swojej siły. Między innymi dlatego, że nie tworzą wielkich, naładowanych żołnierzami i uzbrojeniem koncentracji, atakują niewielkimi siłami, używają precyzyjnych uderzeń do izolacji pola walki czy odcinania wroga od zaopatrzenia. Wykorzystują okazje w postaci rosyjskich błędów.

Ukraińskie wojska walczą tak, jakby już były na atomowym polu walki. Nie tworzą celów godnych uderzenia. Co innego Rosjanie, przecież cała niemal śp. 1. Armia Pancerna Gwardii, walcząc pod Iziumem, stanowiła idealny cel do ataku. Była stłoczona na bardzo wąskim odcinku. Takie zgrupowania Rosjanie tworzyli wielokrotnie, choćby pod Buczą i Irpieniem albo pod Browarami. Ale ukraińskie wojska walczą w rozproszeniu lub koncentrują się na bardzo krótki czas, by następnie rozpłynąć się w szpicach kolejnych uderzeń – jak pod Kupiańskiem i Iziumem.

Czytaj także: Historia największej bomby na świecie

Terroryzm, ludobójstwo, ostracyzm

W opisywanych scenariuszach nie zajmowaliśmy się użyciem broni jądrowej w skali strategicznej, a i tu są przynajmniej trzy możliwe scenariusze. O tym jutro. Już dziś warto jednak zauważyć, że taktyczne uderzenia jądrowe w zaistniałych warunkach nie przyniosą Rosji szybkiego rozstrzygnięcia, chyba że będzie to cała seria uderzeń prowadzonych wzdłuż osi rosyjskiego natarcia. Jednak nawet w tym wariancie Rosjanie natkną się na barierę dużych miast, które będą musieli jakoś zdobyć.

Należy też podkreślić, że użycie broni jądrowej przez Rosjan skończyłoby się ich kompletnym ostracyzmem na arenie międzynarodowej. Mogliby zostać wyrzuceni z ONZ, a co za tym idzie – Rosja straciłaby członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i prawo veta. Zostałaby wyrzucona z każdej organizacji międzynarodowej, w jakiej jeszcze zajmuje miejsce. Nie jest też wykluczone, że od Rosji odcięliby się także ci nieliczni sojusznicy, których jeszcze ma, bo nikt nie chce być kojarzony ze wspieraniem terroryzmu państwowego i co gorsza – z ludobójstwem. Rosję czekałby powolny upadek, a wykluczenie na arenie międzynarodowej ciągnęłoby się latami, stałaby się odciętą od cywilizacji wersją Korei Północnej.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną