Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Cywilizacja nuklearna. Dlaczego Putin straszy bombą?

Rosyjski szef sztabu gen. Walery Gierasimow i minister obrony Siergiej Szojgu na spotkaniu z Władimirem Putinem Rosyjski szef sztabu gen. Walery Gierasimow i minister obrony Siergiej Szojgu na spotkaniu z Władimirem Putinem Sputnik / Reuters / Polityka
Rosja szybko, za szybko wręcz przeszła do gróźb nuklearnych wobec świata, Ukrainy i… swoich obywateli. Broń atomowa używana jest jako broń masowego wykruszania zachodniej jedności i oporu Ukraińców.

Rozpoczynając wojnę, Władimir Putin zagroził „niewyobrażalnymi konsekwencjami” państwom, które zdecydowałyby się ingerować w jego rozprawę z Ukraińcami. Wygłosił przemówienie, w którym na przemian używając tonów lirycznych pod adresem chwalebnej przeszłości Rosji oraz arsenału złości i obelg pod adresem Ukraińców, twierdził, że Ukraina chciałaby sama Rosję zaatakować. W następnych dniach wtórował mu naczelny dyplomata Kremla Siergiej Ławrow, który żalił się, że Wołodymyr Zełenski chciałby uzyskać broń atomową. Od początku wojny nie ma dnia, by któryś z rosyjskich polityków nie sugerował Zachodowi, że Rosja może przekroczyć próg konfliktu nuklearnego.

Czytaj też: Ameryka nie lekceważy atomowych pogróżek Putina

Putin nakazuje, Biały Dom odpowiada

Kulminacją było teatralnie sfilmowane wystąpienie Putina, który za swoim długim stołem nakazuje ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu i szefowi sztabu gen. Waleremu Gierasimowowi podniesienie stanu gotowości bojowej rosyjskich sił strategicznych. Obaj zdawkowo odpowiadają „tak jest” i kiwają głowami. W środę, siódmego dnia wojny, Ławrow jeszcze raz przypomniał światu, że grozi nam wszystkim nuklearne zniszczenie.

Odpowiedź Białego Domu była krótka: „przyjmujemy do wiadomości, sami nie podnosimy poziomu gotowości DEFCON własnych sił nuklearnych, bo to są bezprzedmiotowe groźby Putina, a NATO nie zagraża jego wojskom. Prawdziwa wojna toczy się w Ukrainie, na którą napadła Rosja”. Francja ustami ministra spraw zagranicznych Jacques′a Le Driana przypomniała jeszcze Putinowi, że NATO jest paktem atomowym. I na tym koniec.

Kilka gazet przypomniało, co to jest DEFCON, czym była zimna wojna i dlaczego nigdy nie zamieniła się w wojnę nuklearną. Proste: wojna nuklearna zniszczy państwo ostrzeliwane bronią atomową, ale zniszczy też ostrzeliwującego. Wzajemnie gwarantowane zniszczenie (po angielsku MAD – szaleństwo) to doktryna mówiąca, że każde wystrzelenie rakiet z głowicami zostanie zauważone przez satelity i zanim dolecą do celu, państwo zaatakowane zdąży wystrzelić swoje. USA mają ich ok. 5,5 tys., Rosja – 6 tys., więc zawsze zachowa się rezerwa, by oddać atomowy cios. Atak byłby szaleństwem.

Czytaj też: Myśliwce dla Ukrainy? To nie takie proste

Poziomy nuklearnej gotowości

Ale o tym, dlaczego Putin straszy, można pospekulować. To nie są przecież groźby, które można zbyć zdawkową konferencją prasową rzeczniczki Białego Domu.

Najpierw warto wyjaśnić, czym są stopnie gotowości bojowej. W doktrynie USA są dość jasne. DEFCON 4 to stała gotowość bojowa, na tym poziomie prawdopodobnie są teraz siły nuklearne USA. Nie wiemy jednak dokładnie, bo poziom DEFCON jest tajemnicą, utrzymującą przeciwnika w niepewności. Później jest poziom 3, czyli gotowości do mobilizacji sił powietrznych w 15 minut. Później poziom 2, kiedy siły nuklearne są zmobilizowane i mogą uderzyć w ciągu sześciu godzin. Podobno Amerykanie osiągnęli „dwójkę” w czasie kryzysu kubańskiego w 1962 r. Na końcu DEFCON 1 – gotowość do uderzenia: siły powietrzne, morskie wyprowadzone na pozycje do strzału, a silosy podziemne otwierają włazy.

O poziomach rosyjskich niewiele wiemy, analityk Dymitri Alperovitch zajmujący się rosyjskimi siłami zbrojnymi podaje, że mogą być cztery, dość podobne do amerykańskich. Rosjanie po rozkazie Putina osiągnęli poziom „podniesionej gotowości”, czyli o stopień wyżej niż normalna. Co to może oznaczać? Że odwołano urlopy w siłach nuklearnych, załogi zapasowe przebywają w pobliżu lotnisk i baz nuklearnych, że może być więcej patroli bombowców strategicznych (choć nie wiadomo, czy i jak uzbrojonych). Nie ma powodów do obaw, silosy wciąż są zamknięte. Ale to już nie jest normalny tryb czujności.

Czytaj też: Rząd marionetkowy w Kijowie? Sowiecka strategia Putina

„Eskalacja do deeskalacji”?

Dlaczego więc Rosja to robi? Bo zmieniła się interpretacja doktryn militarnych i uderzenia jądrowe od pewnego czasu w przeświadczeniu przywódców państw wcale nie muszą prowadzić do wielkiej wojny. Mogą wręcz służyć zakończeniu już trwającego konfliktu konwencjonalnego. W języku analityków nazywa się to „eskalacją do deeskalacji”.

Można to myślenie, zwłaszcza Rosjan, zrekonstruować tak: jeśli np. NATO napadnie kolumnami pancernymi na słabszą jednak wojskowo Rosję, to Rosja może zdetonować mały ładunek nuklearny, powiedzmy do 5 kiloton (na Hiroszimę spadła bomba 16 kt), na terytorium pomiędzy siłami. Gdzieś w bezludnym terenie. Wówczas nacierające na Rosję wrogie siły natowskie i ich przywódcy przestraszą się wielkiej wojny i zrezygnują z natarcia, nie odpowiadając nuklearnie, bo wtedy wybuchłaby naprawdę wielka wojna typu MAD. Czy to brzmi racjonalnie, czy szalenie?

Czytaj też: Niemoc dyktatora. Czy to początek końca Putina?

Straszy Europę, upewnia Rosjan

Wracając do spekulacji o zamysłach Putina. Może więc straszy teraz Ukrainę? Gdyby obecna kampania mu się nie powiodła, a zaciekłość i bohaterstwo Ukraińców w połączeniu z głupotą i zmęczeniem rosyjskich żołnierzy przechylały szale na ich stronę, Putin mógłby postraszyć Zełenskiego i uzyskać polityczne koncesje. Zrzucenie niewielkiej bomby gdzieś na stepie ukraińskim nie byłoby powodem wielkiej wojny, prawda? Ale złamałoby ducha obrońców i przeraziło świat.

A może Putin chce wystraszyć Europejczyków? Po napaści na Ukrainę Europa i Ameryka zjednoczyły się przeciwko Putinowi tak, jak niegdyś świat zjednoczył się przeciwko Hitlerowi.

Przesuwanie wojsk natowskich, dostarczanie sprzętu bojowego Ukrainie, dewastujące Rosję w długiej perspektywie sankcje ekonomiczne, izolacja, praktyczne wyrzucenie jej poza nawias cywilizowanych kontaktów w obliczu zbrodni wojennych dokonywanych codziennie przez rosyjskich żołnierzy. Jak by to złamać i może spróbować wrócić do gazowych biznesów na zgliszczach państwa ukraińskiego? Oczywiście wzbudzając lęk wśród części mieszkańców, zwłaszcza w Europie Środkowej, gdzie pamięć wojny szybko się odtworzyła i ludzie pytają: „uciekać już?”, „będzie wojna nuklearna?”. A rosyjskie trolle w internecie uprzejmie podpowiedzą, że Polska i inne państwa pomiędzy Europą a Rosją na amerykański parasol atomowy liczyć nie mogą, no bo „przecież Polska zawsze była zdradzana i nie możemy liczyć na Zachód”.

Trochę też Putin może postraszył Rosjan, pokazując im, że ich wątpliwości co do kierunku, w jakim od paru dni zmierza Rosja, są niewłaściwe. Że Putin broni ich ramię w ramię z generałami – stąd zdjęcia razem z Szojgu i Gierasimowem. I że nie jest szaleńcem, jak coraz częściej przedstawia go zachodnia prasa, nie rozumiejąc, dlaczego rozpoczął wojnę w środku Europy. Putin pokazuje Rosjanom, że walczy ostro i przytomnie, potrząsając rakietami atomowymi przed oczami Zachodu.

Czytaj też: Putin rozrabia na balkonie

Mur na nuklearnych groźbach

Ale w tej serii ostrzeżeń i gróźb, aż nadto czytelnych, może też być jakiś zasadniczy zamysł Putina, nawet nie strategiczny, ale wręcz cywilizacyjny. Można by go spróbować zrekonstruować tak: „wiem, że właśnie zamknąłem drogę Rosji do cywilizowanego świata, nie będzie już powrotu do biznesu, nie będzie dyplomatycznych uścisków i twardego negocjowania na szczytach z Bidenem”. Nikt ze zbrodniarzem wojennym paktował nie będzie przez następnych dziesięć lat. Czyli tyle, ile przed prawie 70-letnim Putinem zostało czasu przytomnego rządzenia, zanim przekroczy wiek stetryczałego Breżniewa.

I może Putin myśli o Rosjanach: „Zabieram was ze sobą! Nie będziecie, niestety, już jeździć na wakacje do Nicei i na koncerty do Londynu, będziecie jeździć na nasz piękny Krym. Zrywamy relacje cywilizacyjne z Zachodem, z których do tej pory nic dobrego dla Rosji nie wynikło”. A gdyby lud chciał się burzyć, a oligarchowie chcieli zmienić Putina, to i tak na Zachód po swoje właśnie zlicytowane przez rząd Wielkiej Brytanii wille już nie wrócą.

I w takim podejściu grożenie bronią atomową mogłoby być idealnym środkiem do polaryzacji cywilizacyjnej. Eskalacją do… eskalacji. Zachód przeciwko Rosji, Rosja przeciwko Zachodowi. Zachód będzie się dusił w swoich miazmatach, których Putin nienawidzi, w liberalnej demokracji, w politycznej poprawności, w utracie ducha. A Rosja? Rosja sprzeda gaz Chińczykom. A na Bugu stanie mur, wybudowany na nuklearnych groźbach.

Czytaj też: Ławrow. Wszystkie twarze człowieka Putina

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną