Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Chiny na krótkiej smyczy. Jeszcze więcej jeszcze silniejszego Xi Jinpinga

Jeszcze więcej jeszcze silniejszego Xi Jinpinga, taki jest rezultat zjazdu chińskiej partii komunistycznej. Jeszcze więcej jeszcze silniejszego Xi Jinpinga, taki jest rezultat zjazdu chińskiej partii komunistycznej. Tingshu Wang / Reuters / Forum
Nieograniczony mandat Xi daje mu znaczną swobodę. Ograniczy też rywalizację o schedę w partyjnej elicie, ale taka konstrukcja przywództwa na lata stanie się balastem mogącym chwiać stabilnością partii.

Jeszcze więcej jeszcze silniejszego Xi Jinpinga, taki jest rezultat zjazdu chińskiej partii komunistycznej. W jej kierowniczych gremiach znalazło się więcej lojalnych wobec Xi zwolenników twardej ręki. I odwrotnie, uważani za umiarkowanych wypadli m.in. ze składu komitetu centralnego, co eksperci interpretują jako zapowiedź ustępliwości partyjnej góry. Ta z elastyczną dobrowolnością będzie doginała się do woli sekretarza generalnego, dominującego nad liczącą 96 mln członków partią, która przez dekadę jego dotychczasowych rządów jeszcze staranniej spenetrowała cały chiński systemem polityczny, gospodarczy i społeczny.

Silny Xi, słaby premier?

Stąd wrażenie, jakie zrobiła scena w roli głównej z Hu Jintao, niegdyś potężnym poprzednim sekretarzem generalnym, który na zjeździe siedział po lewej ręce Xi. Hu był najwyraźniej zdezorientowany, gdy ostatniego dnia spotkania dwóch mężczyzn siłą wyprowadzało go z podium zajmowanego przez prezydium. Na miejscu przyglądało się temu ponad 2 tys. delegatów zgromadzonych w Wielkiej Hali Ludowej, oczywiście nie udzielono im żadnych wyjaśnień, choć scena nie pasowała do starannie wyreżyserowanej choreografii zebrania. Nic dziwnego, że niezależnie od jego przyczyn incydent – Hu na odchodnym próbował jeszcze coś Xi powiedzieć – uznano za symboliczny dla nowych czasów.

Tak przygotowane Chiny będą mogły z jeszcze większą werwą przystąpić do realizacji planów nakreślonych przez Xi. Mówił o nich towarzyszom podczas pekińskiego zlotu. Obywatele ChRL powinni więc szykować się na dalsze wzmocnienie aparatu władzy, w tym instrumentów utrzymywania porządku społecznego i bezpieczeństwa wewnętrznego. Chodzi o to, by mieszkańców Państwa Środka nie zatruwały toksyczne idee niezgodne z duchem obecnego etapu socjalizmu i niebezpieczne dla partyjnej pozycji. Ugrupowanie ma zachowywać pełną kontrolę, także nad gospodarką. Dotychczas niejako z urzędu zawiadywał nią partyjny nr 2, w aparacie państwowym zajmujący stanowisko premiera. Jeszcze w sobotę mówiło się, że może nim być Wang Yang, były wicepremier, uważany mniej za kandydata na następcę, a bardziej za bardzo słabą „dwójkę”, oddelegowaną do bieżącego zarządzania. Okazało się, że nowym premierem będzie Li Qiang, sekretarz z Szanghaju, gospodarczej stolicy Chin.

Czytaj także: Wojnę na Ukrainie wygrają Chiny

Chiny na krótkiej smyczy

Nieograniczony mandat Xi daje mu znaczną swobodę. Ograniczy też rywalizację o schedę w partyjnej elicie, ale taka konstrukcja przywództwa na lata stanie się balastem mogącym chwiać stabilnością partii. Sukcesja w reżimach autorytarnych to sprawa kluczowa, na co dzień zaprzątająca część uwagi działaczy, funkcjonariuszy, wojskowych, osób związanych z państwowymi przedsiębiorstwami itd. Ich przyszłość będzie ściśle związana z odpowiedziami na sporą listę pytań, zasiewając niepewność, niepokój i przykładając się do zmniejszania wewnątrzorganizacyjnego zaufania. Do kiedy lider będzie rządził? Kto go zastąpi? Kto odejdzie razem z nim lub zostanie zdegradowany po jego odejściu? Kto awansuje? Czy dojdzie do rozliczeń poprzedniej ekipy i jej ludzi? Wcześniej praktyka kadencyjności partyjnych urzędów ograniczała przynajmniej część z naturalnych w takich okolicznościach namiętności, czyniąc przekazanie władzy operacją dość przewidywalną, bo lata wcześniej było wiadomo, kto zostanie wyznaczony na kierownicze stanowiska.

Xi namówił towarzyszy do pójścia na to ryzyko, bo diagnozuje, że partii i Chinom potrzebna jest krótka smycz ze względu na skalę czekających je kłopotów. Xi ostrzega przed wieloma zagrożeniami, jawnymi i ukrytymi wrogami, a siebie i swoje rządy przedstawia jako najlepsze rozwiązanie na ich pokonanie. A stawką jest najważniejszy cel, czyli chińskie odrodzenie. Skądinąd ma za sobą ciężki rok. Rodacy mają dość jego drastycznych metod walki z covidem. Wojna putinowskiej Rosji w Ukrainie jest dla niego osobistym upokorzeniem. Chwilę przed inwazją dał Putinowi zielone światło, ale nie sądził, że walki zamienią się w pasmo rosyjskich zbrodni, pośrednio obciążających chińskie konto. To także problem praktyczny, bo dla gospodarki sprowadzającej ogromne ilości surowców i żyjącej z eksportu gotowych wyrobów jakiekolwiek kryzysy – tu wywołane reperkusjami wojny – są do niczego niepotrzebne.

Za granicą Chiny Xi będą jeszcze bardziej – jak mawiają analitycy – asertywne. Wojna o Tajwan nie jest wykluczona, pozostanie częścią pewnej jak w banku rywalizacji z Ameryką na każdym możliwym polu, bo Stany Zjednoczone starają się hamować wzrost chińskiego potencjału, teraz zwłaszcza w obszarze najwyższych technologii. Chiny Xi, tak wynika z prób interpretacji jego słów, zdają się zrywać z potulnością minionych dekad, będą działać na kontrze do Zachodu, coraz silniej zaznaczać swoją obecność, domagać się uznania ich interesów, stając się coraz poważniejszym wyzwaniem dla reszty świata.

Czytaj też: Chiny mają problem z wojną w Ukrainie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną