Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Kim pokazał swoją córkę. To sygnał dla świata czy dla obywateli?

Kim Dzong Un z córką, 19 listopada 2022 r. Kim Dzong Un z córką, 19 listopada 2022 r. Kim Jae-Hwan / Zuma Press / Forum
Dziewczynka w białej kurtce, w nieznanym dokładnie wieku, prawdopodobnie o imieniu Dzu Ae, maszerująca za rękę z ojcem tuż obok broni masowej zagłady, przykuła uwagę większą niż sam potężny międzykontynentalny pocisk balistyczny.

Północnokoreański satrapa Kim Dzong Un pochwalił się córką. Zabrał ją na test rakiety przystosowanej do przenoszenia głowic jądrowych o zasięgu ponoć wystarczającym do uderzenia w cele położone w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych, uważnych przez Koreę Północną za arcywroga. Zresztą to dziewczynka w białej kurtce, z włosami spiętymi w kucyk, w nieznanym dokładnie wieku i prawdopodobnie o imieniu Dzu Ae, maszerująca za rękę z ojcem tuż obok broni masowej zagłady, przykuła uwagę większą niż sam potężny międzykontynentalny pocisk balistyczny. Stąd próby odpowiedzi na pytanie, co ta z rozmysłem zaplanowana i starannie wyreżyserowana prezentacja miałaby oznaczać. Oraz jakie sygnały i komu wysyła Kim.

Rodzinny koreański satrapa

Ilu ekspertów, tyle podkreślonych akcentów, bo główny trop interpretacyjny sprowadza się do wniosku, że Kimowi zależało na zrobieniu wrażenia na poddanych. Chodziło więc o pokazanie, że dba o nich jak o najbliższych. Że jego rodzina ma się świetnie, że przywódca spędza czas z dziećmi, godzi obowiązki państwowe i rodzinne. Ponadto zna troski zwykłych ludzi, też zmaga się z wyzwaniami nieobcymi wielu młodym rodzicom, bo zdarza mu się brać pracę do domu i dzieci do pracy. Okoliczności były sprzyjające. Wspólna inspekcja najpierw pocisku czekającego na odpalenie oraz pogawędka z obecnymi na miejscu wojskowymi, a później obserwacja z oddali udanego startu to dobry kontekst, by dumny ze swojego arsenału naród poznał wcześniej niepokazywaną publicznie ważną członkinię rodu panującego. Być może nawet kandydatkę na sukcesorkę.

Czy to aby nie za wcześnie? Kim Dzong Un nie dobiegł jeszcze czterdziestki. Nie jest może okazem zdrowia, zmaga się ze sporą nadwagą i pali jak parowóz, ale taki tryb życia szybko nie wykańcza mężczyzn w jego wieku. Na rezultaty diety i nałogów jeszcze przyjdzie czas, aczkolwiek wielodniowe ukrywanie się Kima i ślady zabiegów medycznych, których dopatrzył się m.in. wywiad południowokoreański, mają wskazywać, że z jego kondycją bywa co najmniej różnie. Jednak Dzu Ae jest zbyt młoda, by już brać się za rządzenie, ma góra 12–13 lat. Tak by wynikało m.in. z relacji amerykańskiego koszykarza Dennisa Rodmana, który swego czasu kręcił się na dworze Kima, skądinąd fana koszykówki.

Czytaj też: Ivanka z Pjongczangu, siostra Kim Dzong Una

Kim szuka sukcesorki

W każdym razie gdyby ojcu coś się przytrafiło albo zmagał się z poważną przypadłością, a ród Kimów dalej miałby trwać na szczycie w czwartym pokoleniu, to konieczne byłoby chwilowe zastępstwo, ktoś w rodzaju regenta lub regentki. Tu do dyspozycji mogłaby pozostawać Kim Jo Dzong, młodsza siostra Dzong Una (ma ok. 35 lat). Brat kierował ją na istotne stanowiska państwowe, w lutym 2018 r. reprezentowała go podczas ceremonii otwarcia igrzysk zimowej olimpiady w Pjongczangu. Siedziała wtedy na trybunie w towarzystwie prezydenta wrogiej Korei Południowej oraz wiceprezydenta USA, czyli cieszy się zaufaniem głowy rodziny.

Jeśli Kim faktycznie przymierza się do wychowania sobie następczyni, to czas rozpoczęcia terminowania u boku ojca chyba jest odpowiedni. Nie powinien zwlekać, bo sukcesji w satrapiach podobnych do Korei Północnej nie przeprowadza się na łapu-capu i na ostatnią chwilę. To operacja wybitnie ryzykowna dla każdego reżimu. W tamtejszych warunkach panująca dynastia może się spodziewać wszystkiego najgorszego. Dziś ma pełnię władzy i niepodważalną pozycję, ale nie wiadomo, jaka będzie przyszłość.

Kim Dzong Il gładko przejął pałeczkę po ojcu Kim Ir Senie, także Kim Dzong Un nie miał większych problemów, choć później czyścił pole, zgładził m.in. przyrodniego brata, mimo że ten do rywalizacji o władzę kompletnie się nie nadawał. Niemniej trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał świat, kraj, oczekiwania społeczne i czego będą chciały m.in. Chiny, gdy Kim Dzong Unowi zabraknie sił lub umrze.

Czytaj też: Wielka zapaść Korei Północnej

Kobieta Koreą jeszcze nie rządziła

W scenariuszu najbardziej pomyślnym któreś z jego dzieci – analitycy podejrzewają, że ma trójkę, w tym syna, na razie się nimi nie chwalił – płynnie go zastąpi. Przy czym na tę płynność rodzina musi zapracować. Korea Północna to jednak nie monarchia, gdzie system formalnie i praktycznie jest przygotowany na rodzinną sztafetę, tu za każdym razem dochodzi w pewnej mierze do precedensu, nie ma np. oficjalnej, uznanej przez większość elity linii do tronu.

Przeszkodą największą, wręcz fundamentalną, wydaje się płeć Dzu Ae. Korea jest wybitnie zmaskulinizowana. Południem też przeważnie rządzili mężczyźni, z wyjątkiem jednej prezydentki, córki byłego dyktatora, co nie skończyło się dobrze, bo Park Geun-hye odeszła w atmosferze skandali i przesiedziała kilka lat w więzieniu.

Być może Kim chce mieć czas, by przepisać rodzinną mitologię na bardziej feministyczną, przełamać patriarchalny model na Północy i nagiąć nastroje tak, by doszło do akceptacji kobiety u władzy. Eksperci zwracają uwagę, że może być tu bardziej postępowy niż generacja jego ojca lub dziadka, choć z takimi domniemaniami lepiej uważać. Gdy przejmował władzę, oczekiwano jakiejś liberalizacji, liczono na doświadczenia Kima wyniesione ze szkoły średniej w Szwajcarii – nic takiego nie nastąpiło.

Czytaj też: Zniknął przywódca Korei Północnej. Mnożą się teorie

Jak wychować dziecko na dyktatora

Dla Kimów są jeszcze gorsze scenariusze. Bez kręgu zaufanych sprzymierzeńców nic z przejmowania władzy nawet po najpotężniejszym satrapie nie wyjdzie, zwłaszcza w przypadku jego śmierci, bo nieboszczyk nie ma żadnej potęgi i słuchać jego instrukcji nie trzeba. Chyba że elita dostrzeże w spełnieniu życzenia zmarłego swój interes – przygotowanie sukcesji często sprowadza się do wiązania właśnie interesów klas najwyższych z panującym klanem. Są jeszcze przeciwnicy, którzy mogą chcieć walczyć, a to już pachnie porządkami mafijnymi albo jak ze starć średniowiecznych rodzin królewskich, gdy na wszelki wpadek mordowano wszystkich pretendentów.

Wychowanie następcy bądź, co rzadsze, następczyni bywa problematyczne. Ostatnio nie udawało się to w byłych republikach sowieckich, gdzie prezydenci próbowali instalować swoje latorośle. Nie zawsze zdążyli, a czasem – to przypadek Nursułtana Nazarbajewa z Kazachstanu – nie mogli na dzieciach polegać. Z powodzeniem raz dali radę Alijewowie w Azerbejdżanie, ale tam kwestia dalszego spadkobrania pozostaje nierozstrzygnięta. W tym roku syn zastąpił ojca w operetkowym i prawie totalitarnym Turkmenistanie. Raczej nie udaje się Alaksandrowi Łukaszence – jego syn Kola, dziś już młody mężczyzna, był maskotą ojca, branym na igrzyska, mundiale, na wizyty w Watykanie i Moskwie, ale nie sprawia jakiegoś poważnego wrażenia, nie widać też okazywanego mu wsparcia białoruskich elit i przede wszystkim zielonego światła z Rosji dla takiej przyszłości. Kola, któremu świat przyglądał się od pacholęctwa, jest przykładem, że autokraci potrafią z marnym skutkiem na siłę uszczęśliwiać swoimi pomysłami poddanych, ale także własne dzieci.

Jakimś sposobem na ugruntowanie wizerunku Kimówny miałoby powiązanie jej przyszłej kariery albo z sukcesami czy przynajmniej usprawnieniami gospodarczymi (propaganda na pewno coś wymyśli), albo z militarnym filarem reżimu. No i atomowy kontekst publicznego debiutu dziewczynki wskazuje zagranicy, że Kim Dzong Un rakiety i bomby odda, ale tylko następcy bądź następczyni.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną