Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

373. dzień wojny. Co kombinują Rosjanie – atakują czy się bronią?

Ukraińscy żołnierze w bojowym wozie piechoty BMP-2 na opustoszałych ulicach frontowego miasta Bachmut, 27 lutego 2023 r. Ukraińscy żołnierze w bojowym wozie piechoty BMP-2 na opustoszałych ulicach frontowego miasta Bachmut, 27 lutego 2023 r. AA/ABACA / Forum
Na pierwszy rzut oka codzienne rosyjskie ataki na ukraińskie linie są kompletnie pozbawione sensu. Ale gdy przyjrzeć się tej taktyce bliżej, widać, że Rosjanie grają na przeciągnięcie konfliktu i zniechęcenie Zachodu.

Najważniejszą dzisiaj informacją jest to, że Ukraińcy przypuszczalnie wycofują się z Bachmutu. Rosyjskie okrążenie miasta jest już tak bliskie, że naprawdę nie ma na co czekać. Wczoraj został może czterokilometrowy pas terenu łączący kontrolowane przez Ukraińców terytorium z Bachmutem, a to oznacza, że jedyna droga wiodąca do miasta była pod stałą rosyjską obserwacją i ostrzałem. Taki pas terenu można nawet przestrzeliwać na wylot i trzeba uważać, by nie porazić swoich po drugiej stronie. To był już naprawdę ostatni moment.

Czytaj także: Po co Rosjanom Bachmut?

Dzisiaj nad ranem Ukraińcy wysadzili w powietrze ostatni most na drodze na wylocie z miasta. Według doniesień już wcześniej wyprowadzono z Bachmutu cały ciężki sprzęt i wszelkie pojazdy, w zasadzie zostało tam już bardzo niewielu żołnierzy, którzy osłaniają odwrót. Oficjalne ogłoszenie, że do Bachmutu kieruje się posiłki, miało zamaskować prawdziwą i w sumie słuszną decyzję o ewakuacji tej pozycji obronnej, bo ta była nie do utrzymania, a w dodatku istniała groźba uwięzienia w Bachmucie ukraińskich obrońców.

W zasadzie można zadać pytanie, dlaczego Ukraińcy tak długo bronili się w tym mieście, ponosząc dość ciężkie straty. Według nieoficjalnych informacji straty te były mniej więcej zbliżone do proporcji jeden zabity ukraiński żołnierz na dwóch Rosjan. To jednak mało: aby wyrównać dysproporcje zasobów obu państw, straty muszą osiągnąć poziom jeden do trzech i większy. Ta obrona nie miała więc na celu wykrwawienia Rosjan, bo sami Ukraińcy tracili zbyt wielu żołnierzy.

A zatem – dlaczego? Z jednej strony na obronie Bachmutu oparto taki „buster moralny”. Istnieje obawa, że z powodu przemęczenia, stresu, strachu czy niepewności morale wojsk ukraińskich zacznie się załamywać. Tu i ówdzie pojawiają się niepokojące sygnały sugerujące „zmęczenie materiału”. Ale tak było też latem, na przykład w okolicach Łymania, który wówczas trzeba było oddać Rosjanom i gdzie ukraińscy żołnierze jednej z brygad powietrzno-szturmowych zaczęli głośno wyrażać swoje niezadowolenie i kwestionować kompetencje przełożonych. Na szczęście wtedy zostało to opanowane, a wrześniowa ofensywa w obwodzie charkowskim była strzałem w dziesiątkę: do wojsk wróciła wiara w zwycięstwo i wyraźny wzrost zaangażowania w walkę.

Obecnie też były pewne, niewielkie oznaki przemęczenia i załamania się wiary w słuszność oporu, na szczęście ograniczone do niektórych tylko jednostek, a nawet do ich części. I na obronie Bachmutu zbudowano pewną legendę bohaterstwa i siły oporu ukraińskich wojsk. Zaczęto o Bachmucie układać piosenki, miasto stało się symbolem. Skuteczna obrona miasta poprawiała sytuację.

Przyszedł jednak czas, że nie można już dłużej ryzykować, a właściwy efekt został osiągnięty. Ale mógł być jeszcze inny powód tak uporczywej obrony miasta: konieczny czas na rozbudowę umocnień obronnych za nim, na kierunku Słowiańska i Kramatorska, bo nie jest wykluczone, że ukraińskie dowództwo zbyt późno się do tego zabrało. Dopiero gdy te umocnienia zostały odpowiednio przygotowane, wydano zgodę na wycofanie pozostałych jednostek.

Czytaj także: Czas gra na naszą niekorzyść. Co może pójść źle z ukraińską ofensywą?

Z Bachmutu ewakuował się też słynny „Madziar”, ukraiński rezerwista, który ze swoim zespołem zajmuje się obsługą i kierowaniem grupy dobrych, choć komercyjnych dronów rozpoznawczych, nazywanych „ptakami Madziara”. Przezwisko Madziara wiąże się z jego pochodzeniem z zamieszkałego częściowo przez węgierską mniejszość Podkarpacia. Ptaki Madziara stały się słynne dzięki popularności publikowanych na Twitterze filmów nakręconych przez jego drony. Na profilu Birds of Magyar można znaleźć oczywiście tylko te filmiki, które można już przekazać do wiadomości publicznej. Dzisiaj Madziar poinformował ze smutkiem, że wywiózł już swoje ptaki z Bachmutu i szykuje się do dalszej walki.

Miejmy nadzieję, że umocnienia na kolejnych wzgórzach i skarpach między Bachmutem a Słowiańskiem i Kramatorskiem pozwolą na powstrzymanie dalszych postępów Rosjan do czasu rozpoczęcia ukraińskiej kontrofensywy. Wzgórza pod Kodemą i Zajcewem na podejściach do Bachmutu dały dość długotrwałe oparcie, ale kiedy Rosjanie je zdobyli, Ukraińcy musieli się cofnąć do samego miasta.

Dziwny incydent pod Briańskiem

A tymczasem wczoraj pod Briańskiem miało miejsce coś dziwnego. Trudno to nawet zinterpretować. Początkowe doniesienia były fantastyczne i mówiły o rozruchach w Briańsku. Okazało się, że nie w samym Briańsku, ale między Briańskiem a ukraińską granicą doszło do strzelaniny między rosyjskimi służbami porządkowymi a grupą umundurowanych awanturników. Szybko Rosjanie oświadczyli, że było to ukraińskie wtargnięcie na ich terytorium i atak terrorystyczny na ludność cywilną. Później udało się ustalić (dzięki zdjęciom, które udało się umiejscowić metodą geolokalizacji), że awanturnikiem był przypuszczalnie Denis Kapustin, który latem organizował Ochotniczy Legion Rosyjski walczący w Ukrainie przeciwko Rosjanom. Ponieważ sam Kapustin jest zdeklarowanym neonazistą z organizacji Rosyjski Korpus Ochotniczy (RDK), z Ukrainy został zapewne delikatnie wyproszony, więc teraz rozrabia w samej Rosji. Ciekawe jest to, że RDK odwołuje się do symboliki generała Andrieja Własowa, który w czasie II wojny światowej organizował Rosyjską Armię Ochotniczą (ROA) u boku Wehrmachtu, po tym gdy dostał się do niemieckiej niewoli. Rosjanie chyba jednak sami nie wierzą we własną propagandę, bo Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, stanowczo zaprzeczył, by był to powód do zmiany statusu „operacji specjalnej” w „wojnę”. Dobrze wiedzą w Rosji, że problem z ultranacjonalistami, turbopatriotami i jedynymi „prawdziwymi Rosjanami” czy Słowianami jest, i to bardzo nabrzmiały. Nasza sławna bitwa pod empikiem 11 listopada 2020 r. (pamiętamy!) to mały pikuś w porównaniu z ich ekscesami.

W ogóle z międzynarodowymi ochotnikami Ukraina ma pewien problem, bo o ile początkowo przyjmowano każdą pomoc, to z czasem okazało się, że choć część z ochotników działa ze szlachetnych pobudek, to pozostali to różni awanturnicy, którzy chcieliby się nieco „nakręcić” prawdziwą walką. Obecnie więc zarówno ukraińskie media, jak i władze przyglądają się owym rekrutom, by starać się w delikatny sposób problem rozwiązać. Ogólnie na tym tle pozytywnie pokazują się Legion Gruziński, o działaniach którego się często mówi w kategorii osiągnięć na polu walki, a przypuszczalnie też i Legion Białoruski.

Na pozostałych frontach

A poza Bachmutem na pozostałych frontach zmian nie ma. Oczywiście Rosjanie tradycyjnie już atakowali na wszystkich odcinkach frontu północnego, wschodniego i na wschodnim odcinku frontu południowego. Szczególnie silny nacisk Rosjan odnotowano pod Kreminną, gdzie przez lasy na zachód od miasta usiłowała się przedzierać 98. Swirska Dywizja Powietrzno-Desantowa Gwardii, a także w rejonie Awdijiwki pod Donieckiem, gdzie sytuacja zaczyna przypominać Bachmut sprzed kilku tygodni. Tutaj też rosyjskie wojska i separatyści donieccy usiłują miasto oskrzydlić, by je następnie okrążyć i odciąć, bo same walki miejskie są niezwykle trudne i dla Rosjan zbyt kosztowne.

Najbardziej szokujące jest jednak ponawianie ataków w rejonie Wuhłedaru, gdzie Rosjanie raz po raz wpadają na pola minowe (w nocy uzupełniane przez ukraińskich saperów) albo w ustawione na nich zasadzki środków przeciwpancernych. Straty w sprzęcie są całkiem spore, ale najwyraźniej nikt się tym nie przejmuje.

Z dobrych wiadomości jest taka, że w rejonie Gorłowki, ale po stronie okupowanej przez agresora, zestrzelono kolejny samolot Su-34. Jest więc wielce prawdopodobne że było to omyłkowe zestrzelenie przez własne systemy przeciwlotnicze. I oby tak dalej, bo Su-34 to najnowszy samolot bombowy w rosyjskim arsenale, kosztowny i wyprodukowany w liczbie nieco ponad 100 egz., z czego ponad 15 już stracono.

Co kombinują Rosjanie?

Niektórzy śmieją się z rosyjskich ataków, w których nieustannie giną rosyjscy żołnierze, ale niestety – giną w nich również żołnierze ukraińscy. Na większości odcinków frontu przewaga strat po stronie rosyjskiej przekracza dwa do jednego, ale to wciąż mało, za sukces można by sobie poczytać wskaźnik ponad trzy do jednego. Tylko wówczas rosyjskie zasoby ludzkie będą się wyczerpywać w szybszym tempie niż ukraińskie i armia rosyjska jako pierwsza stanęłaby przed widmem braku żołnierzy.

Czytaj także: Co rosyjski Sztab Generalny wie o własnych wojskach?

Na pierwszy rzut oka taka rosyjska aktywność wygląda jak nieudolna próba natarcia. Ale to nie jest żadne natarcie, to systematyczne nękanie i dezorganizowanie, w ogóle nieobliczone na uzyskanie określonych zysków terenowych. Nie jest to klasyczna operacja przełamania, w której po starannym przygotowaniu artyleryjskim do ataku rusza fala za falą, wgryzając się w obronę z pancernym wsparciem, kiedy artyleria przenosi swój ogień w głąb, na kolejne linie, a cała okolica aż dudni od nieustannego huku. Na tyłach czeka już zmechanizowana rezerwa, by po przełamaniu obrony natychmiast wjechać i popędzić przez niebronione tereny tyłów, miażdżąc magazyny uzbrojenia i paliw, stanowiska dowodzenia, łączność i posterunki radiolokacyjne, by w końcu uchwycić ważne węzły komunikacyjne i poodcinać wrogowi drogi odwrotu.

Rosjanie niczego takiego nie robią. Po niezbyt silnym ostrzale artyleryjskim lub nawet bez niego w kierunku ukraińskich linii ruszają pojedyncze drużyny i plutony, starając się wzajemnie osłonić w czasie posuwania się naprzód. Mają minimalne wsparcie: kilka czołgów, które z tyłu ostrzeliwują dostrzeżonego wroga, no i moździerze, które kładą na wrogie okopy ogień obezwładniający. Taki atak jest oczywiście odpierany ze sporymi stratami dla atakujących, choć giną też obrońcy.

Czytaj także: Natarcie Rosjan już się zaczęło? Bez finezji i z pięciu możliwych kierunków

Przyglądaliśmy się temu i analizowali, aż w końcu nas olśniło: to nie jest żadne natarcie. Rosjanie przeszli do strategicznej obrony na całym froncie.

Strategiczna obrona na całym froncie

Rosjanie, nawet jeśli taktycznie wykorzystują pewne okazje do poszerzania własnego terytorium, tak jak np. pod Bachmutem, prowadzą przede wszystkim aktywną obronę, starając się utrzymać to, co mają. W niektórych miejscach na tyłach toczą się prace inżynieryjne, rozbudowywana jest obrona – głównie w pasie lądowego połączenia Krymu z Rosją, ewidentnie widać, że na tym terenie zależy im najbardziej.

Co ciekawe, budują też umocnienia w obwodzie biełgorodzkim, czyli na własnym terytorium. Czyżby myśleli, że Ukraińcy pójdą na Moskwę? Ciekawe, czy pod Moskwą też powstają transzeje… Póki co w Kołomnie pod Moskwą, bardzo uprzemysłowionym mieście, gdzie mieści się też KB Maszynostrojenia, w którym projektuje się i produkuje lekką broń przeciwpancerną, w tym kierowane pociski rakietowe i moździerze, wczoraj wieczorem coś zdrowo łupnęło. Zaczął się potężny pożar, ale bliższych szczegółów na razie brak.

Pozostaje pytanie: co chcą osiągnąć Rosjanie, przechodząc do strategicznej obrony, choć prowadzonej aktywnie, z ponawianymi wciąż atakami? Naszym zdaniem czekają na zmęczenie i znużenie Ukrainy, ale przede wszystkim Zachodu. Chodzi o to, by zaczęto nawoływać do rozmów pokojowych, a wtedy Rosjanie może zdołają zatrzymać to, co już uchwycili. Mając określone zdobycze, będą mogli odbudować wojsko, zgromadzić nowe zapasy amunicji i ponownie uderzyć, by tym razem opanować całą Ukrainę. By móc w przyszłości dalej odtwarzać dawną potęgę Rosji kosztem kolejno atakowanych państw europejskich. W naszej mentalności to kompletnie niedorzeczne, ale Rosjanie myślą inaczej. Cieszą ich porażki innych, uwielbiają poniżać ludzi, upadlać, traktować z góry; coś, co u nas jest raczej uważane za zwyrodnienie, w Rosji jest powszechne. Ostatnio pokazano, jak bawią się chłopcy z Grupy Wagnera na filmiku, który sami nakręcili i opublikowali w sieci. Korpus jednego z poległych towarzyszy broni, pozbawiony nóg, rąk i głowy, wrzucili do skrzynki amunicyjnej i zostawili, a następnie mieli bekę, jak ktoś to otworzył i odskoczył zaskoczony stadem much i rozkładającym się fragmentem ludzkiego ciała. Takie zabawy naprawdę wiele o nich mówią, zwłaszcza że autorzy filmiku uznali to za bardzo zabawne.

Czytaj także: Pierwsza faza ofensywy zatrzymana. A Putin powiedział „dość”

A oznaki pewnego znużenia już widać. W mediach społecznościowych ktoś skomentował zachodnią pomoc wojskową dla Ukrainy, że to „worek bez dna”. Oczywiście, nic głupszego nie czytałem, bo w Ukrainie broni się Europa przed ruskim mirem, stąd ta hojność w szerokim wsparciu dla tego państwa, politycy nie pakują tak ciężkich pieniędzy z wrodzonej dobroci serca, wiedzą, że to inwestycja we własne bezpieczeństwo. Żeby nie żyć pod butem ludzi, którzy dla zabawy wrzucają korpus poległego kolegi do skrzynki po amunicji. Ale Rosjanie w to właśnie grają – aż ludzie w pewnym momencie zażądają zaprzestania tej pomocy, a Ukraina padnie. Szczególnie że mają czas, nigdzie im się nie spieszy.

Taka jest obecna strategia Rosji – na przeczekanie, na przemęczenie. A jak już dojdzie do negocjacji, to podpiszą wszystko, papier wszystko przyjmie. I w ogóle nie będą się przejmować tym, co podpisali, tylko robić swoje.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Fotoreportaże

Richard Serra: mistrz wielkiego formatu. Przegląd kultowych rzeźb

Richard Serra zmarł 26 marca. Świat stracił jednego z najważniejszych twórców rzeźby. Imponujące realizacje w przestrzeni publicznej jednak pozostaną.

Aleksander Świeszewski
13.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną