Świat

Andrzej Poczobut już czwarte urodziny spędza w łagrze. Krzyczeć, że dzieje się zbrodnia, to za mało

Andrzej Poczobut, zdjęcie z 2015 r. Andrzej Poczobut, zdjęcie z 2015 r. Rafał Malko / Agencja Wyborcza.pl
Kiedy niedawno zmarł niespodziewanie więziony na dalekiej rosyjskiej północy Aleksiej Nawalny, trudno było nie pomyśleć o losie Andrzeja. Też jest dręczony. Reżim Łukaszenki w niczym nie różni się od reżimu Putina.

Od trzech lat w więzieniu, 16 kwietnia obchodzi swoje 51. urodziny, już czwarte w celi. Siedzi w łagrze o zaostrzonym rygorze, bez możliwości kontaktu z najbliższymi. Andrzej Poczobut, opozycyjny wobec reżimu dziennikarz i działacz polonijny, został aresztowany 25 marca 2021 r. Oskarżony o wzniecanie nienawiści rasowej i religijnej, gloryfikowanie faszyzmu. Żeby zrobić większe wrażenie na obywatelach Białorusi, dołożono jeszcze terroryzm.

Poczobut nie spuszcza głowy

Przez zarzuty wymyślone przez reżim i jego prokuratorów, klepnięte przez neosądy, gdzie próżno szukać sprawiedliwości, został skazany na osiem lat. Bo Łukaszenka traktuje Poczobuta jak osobistego wroga i zakładnika równocześnie. Jako dziennikarz nie raz stawiał czoła restrykcjom i prześladowaniom, miał do czynienia z reżimowym wymiarem sprawiedliwości. Jego kolejne aresztowanie i skazanie to tylko przykład, jak władza próbuje uciszyć krytykę i kontrolować przekaz medialny. Mimo wyroków i represji Poczobut nie uległ, pozostał głosem opozycji, bohaterem walki o wolność słowa.

Ten wyrok zapadł przed rokiem. Widok Poczobuta na sali sądowej, zamkniętego w metalowej klatce niczym najgroźniejszy przestępca, wychudzonego pobytem w więzieniu, wybiedniałego, ale z podniesioną głową i jak zawsze łagodnym spojrzeniem, to był obraz dramatyczny. Wszystko dlatego, że bronił normalnej demokratycznej wartości: swobody mówienia i pisania. Że pisał prawdę.

Poczobut został przewieziony do kolonii karnej w Nowopołocku, jednego z najgorszych miejsc, do jakich można posłać skazanego. Warunki są wyjątkowo ciężkie, a zewnętrzne też nie sprzyjają. Więzienie sąsiaduje z największym białoruskim zakładem petrochemicznym; wszystko, co najbardziej trujące, unosi się w powietrzu. Śmierć więźnia nie jest tam nadzwyczajnym wydarzeniem.

Czytaj też: Poczobut odsiadkę traktował jak delegację

Poczobut dręczony jak Nawalny

Poczobut właściwie nieustannie jest przetrzymywany w karcerze lub celi specjalnej, pozbawiany paczek żywnościowych, leków nasercowych. Rodzina nie ma wiadomości, co się z nim dzieje, niemal od miesiąca. Jest maltretowany fizycznie i psychicznie: on także nie wie, co dzieje się z jego rodziną. Zostali w Grodnie, muszą sobie radzić bez niego. Teraz, gdy w Białorusi nikt nie jest bezpieczny, on też nie otrzymuje listów z domu, ma zakaz nawet najkrótszych kontaktów telefonicznych. Trudno nie odnieść wrażenia, że gnębienie sprawia przyjemność jego prześladowcom. Krzyczeć, że dzieje się zbrodnia, to i tak za mało. Poczobut nie chciał prosić o łaskę ani skłonić głowy przed dyktatorem. To też rozjusza reżim.

Andrzej jest człowiekiem niezłomnym, który za wolność dziennikarską płaci jak nikt z jego rówieśników i kolegów. Dlatego musimy o nim pisać i pamiętać. Czuwać, chciałoby się powiedzieć.

Kiedy zaledwie kilka tygodni dni temu zmarł niespodziewanie więziony na dalekiej rosyjskiej północy opozycjonista Aleksiej Nawalny, trudno było nie pomyśleć o losie Andrzeja. Też jest dręczony. Reżim Łukaszenki w niczym nie różni się od reżimu Putina, w Mińsku też wiedzą, jak zabijać opozycjonistów, nawet bez użycia nowiczoka. Strach o życie Andrzeja musi się pojawić w każdym z nas i trwać, nieustająco.

Czytaj też: Białoruś. Ostatni europejski kraj z karą śmierci

Niech ich Łukaszenka sobie weźmie

Jest też okruszek nadziei. Jeśli to prawda, że można było negocjować wymianę Nawalnego na kogoś, kto odsiadywał karę „po naszej stronie świata” i kogo chciał odzyskać Putin, to może jest jakaś szansa na uwolnienie Poczobuta. Jest chyba w europejskich więzieniach paru białoruskich szpiegów, Łukaszence zapewne zależy na ich powrocie. Niechby ich wziął, nawet wszystkich, cholera jasna...

Mam nadzieję, że polska dyplomacja potrafi wspiąć się na wyżyny. Jeśli działano w tym kierunku, to żadne kroki nie przynoszą rezultatów. Nie chcę myśleć, że poprzedni szefowie resortu spraw zagranicznych myśleli wyłącznie, jak się wzbogacić na wydawaniu wiz za łapówki. Może w wolnych chwilach zajęli się jednak sprawą Poczobuta, nie poprzestając na zapewnieniach o nieustających staraniach o jego uwolnienie.

Nasza ambasada w Mińsku ma utrudnione zadanie: Poczobut jest Polakiem, ale jest obywatelem Białorusi. „Moim Polakiem”, jak zwykł mawiać Łukaszenka. Jest nawet kłopot z otoczeniem go opieką konsularną. Marcin Wojciechowski, charge d’affaires ambasady RP w Mińsku i kolega Poczobuta z „Gazety Wyborczej”, starał się uczestniczyć w procesie, jeśli go wpuszczano na salę.

Z pewnością wiadomo tylko, że w reakcji na skazanie dziennikarza Polska zamknęła przejście graniczne w Bobrownikach. Wspaniale. To zabolało ludzi w Mińsku. Warszawa gotowa jest cofnąć decyzję w zamian za zwolnienie Poczobuta.

Kiedy widzę kolejny wypasiony samochód na białoruskiej rejestracji, szlag mnie trafia, bo chyba opozycja, która uciekła do Polski przed represjami, nie jeździ bentleyami. Więc kto to jest i jak się u nas znalazł? Zawsze wtedy myślę o Poczobucie i chętnie bym zapytała, czy oni wiedzą, kim jest i co się z nim dzieje. Czy wiedzą o 1414 osobach więzionych za poglądy polityczne w ich kraju? Na kogo głosowali w wyborach?

Czytaj też: Łukaszenka skazał noblistę. Wolna Białoruś zapamięta

Przyglądanie się to dziś za mało

W kolejną rocznicę i 1095. dzień za kratami polski Senat jednogłośnie podjął uchwałę w sprawie uwolnienia Poczobuta. Zwraca się do Parlamentu Europejskiego, do rządów państw demokratycznego świata z apelem o podjęcie działań na rzecz uwolnienia jego i wszystkich więźniów sumienia w Białorusi. Jak czytamy, „warunki odbywania kary mają charakter tortur, które mogą doprowadzić do wykonania na Andrzeju Poczobucie wyroku śmierci bez jego orzekania”.

Senat „z całą mocą potępia ten haniebny akt pogwałcenia praw człowieka oraz elementarnych praw mniejszości narodowych”. Żąda „niezwłocznego uwolnienia”, „wyraża najwyższe uznanie dla niezłomnej walki Andrzeja Poczobuta o prawo do polskości i wolności na Białorusi. Wyrażamy pełną solidarność z jego rodziną i wszystkimi, którzy walczą o jego uwolnienie”. Senat zwraca się także do rządu polskiego o „wzmocnienie działań na rzecz uwolnienia Andrzeja Poczobuta” i apeluje o wzmocnienie sankcji personalnych (ze strony Polski i UE) „wobec funkcjonariuszy reżimu Łukaszenki biorących udział w prześladowaniach”. Marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska oświadczyła, że uchwała zostanie przesłana do senatów w całej Europie.

Czy inicjatywa odniesie skutek? Wprawdzie świat obserwuje ze zgrozą, jak autorytarne reżimy nie wahają się sięgać po najbrutalniejsze środki, aby uciszyć swoich przeciwników, ale jest dość bezradny. Przyglądanie się to dziś za mało. Więzienie, realne zagrożenie życia Poczobuta powinno poruszyć serca, a społeczność międzynarodowa musi wywierać nacisk.

Wolność Poczobuta nie jest tylko sprawą jednego człowieka, ale i symbolem walki o demokrację i prawa człowieka na Białorusi. Teraz, z powodu wojny Rosji przeciwko Ukrainie, może nawet świat dowiedział się, gdzie rzeczona Białoruś leży.

Marzę, żeby – i to jak najszybciej, nawet dziś – zacząć kolejny tekst słowami: Andrzej Poczobut właśnie został zwolniony z więzienia. Jest zdrowy, cały i wrócił do rodziny w Grodnie. Dziękuje wszystkim za to, że o nim nie zapomnieli.

*

Artykuł ukazał się pod oryginalnym tytułem „Andrzej Poczobut od trzech lat siedzi w łagrze. Krzyczeć, że dzieje się zbrodnia, to za mało” 25 marca 2023 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Nauka

Czy istnieją miasta idealne? Nowa Huta warunki spełnia. Warto przyjrzeć się jej bliżej

75-lecie Nowej Huty to okazja do rachunku sumienia dla urbanistów, decydentów i deweloperów. A dla nas – do refleksji, gdzie naprawdę chcielibyśmy mieszkać.

Marcin Skrzypek
09.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną