Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

808. dzień wojny. Kuriozalne przemówienie Putina. Krótkie, manipulacyjne i groźne

Prezydent Rosji Władimir Putin uczestniczy w paradzie z okazji 79. rocznicy Dnia Zwycięstwa na Placu Czerwonym w Moskwie, 9 maja 2024 r. Prezydent Rosji Władimir Putin uczestniczy w paradzie z okazji 79. rocznicy Dnia Zwycięstwa na Placu Czerwonym w Moskwie, 9 maja 2024 r. AA / ABACA / Abaca Press / Forum
Wszyscy się zastanawiamy, co Rosja zamierza zrobić po zajęciu Ukrainy, ale przede wszystkim – jak myślą kremlowskie władze i jakie są ich motywy. Tymczasem wojska rosyjskie wyprowadziły pierwszy atak w tej ofensywie.

Nad ranem 9 maja, po ostrzale artyleryjskim ukraińskich pozycji, rosyjskie wojska przeszły do natarcia w rejonie pomiędzy Biełgorodem a Charkowem, przekraczając tam granicę państwową. Tak rozpoczął się spodziewany od jakiegoś czasu w tym miejscu atak. Rosyjskim wojskom na pojazdach pancernych, ale i na motocyklach (od kilkunastu dni Rosjanie próbują atakować z użyciem motocykli, trudniejszych do trafienia od pojazdów wielośladowych) poszło gładko. Okazało się jednak, że były to linie pozorne, nieobsadzone przez ukraińskie wojska, to właśnie nad pustymi okopami i kilkoma makietami pastwiła się rosyjska artyleria przez kilkadziesiąt minut. Zaraz za nimi Rosjanie trafili na liczne miny i inne pułapki (np. wilcze doły), na których ponieśli spore straty, jednocześnie zamieszanie wykorzystały fale ukraińskich dronów, atakując tych, którzy się zatrzymali. Niedługo potem otworzyli ogień żołnierze zajmujący właściwe linie obronne, kilka kilometrów od granicy, pastwiąc się nad Rosjanami, którzy z powodu pozostawania na polu minowym mieli dość ograniczone możliwości manewru. Co ciekawe, do wsparcia tego ataku użyto niewiele czołgów, ale i tak Rosjanie zdołali kilka stracić. Niestety, rosyjskie wojska nie wycofały się na swoje tereny, zajęły cztery małe opuszczone wioski oraz większą wieś Pylna, pozostając w głębi ukraińskiego terytorium na odległość ok. 3 km. Z pewnością się tam umocnią i będą okresowo usiłowali pełznąć dalej.

Czytaj także: Gdzie Rosjanie szykują ofensywę i skąd to wiadomo? Jak wygląda wrogie ugrupowanie?

Podobne wydarzenia, choć na mniejszą skalę, rozegrały się w obwodzie sumskim, na północny zachód od Charkowa. Mimo że skala tych ataków była dość niepokojąca, nadal uważamy, że główne natarcie zostanie wyprowadzone w Donbasie, między Dońcem a Donieckiem. To tam będą rozgrywać się najbardziej dramatyczne walki, choć oczywiście na północy celem Rosjan może być dojście na odległość ostrzału artyleryjskiego do Charkowa. Głównym celem tego kierunku natarcia jest rozciągnięcie sił ukraińskich w taki sposób, by nie zdołały one nigdzie uzyskać numerycznej przewagi nad Rosjanami. Na szczęście na pozostałych odcinkach frontu sytuacja była mniej więcej stabilna.

Odnotowano za to ukraińskie ataki rakietowe (lub też i dronowe). Pali się skład paliw pod Woroneżem, został przypuszczanie trafiony przez drony. W Doniecku natomiast doszło do serii wybuchów w jednym z dużych budynków w mieście, gdzie prawdopodobnie urządzono skład amunicji.

Putin a historia

Dzień Zwycięstwa Władimir Putin nazwał „najważniejszym świętem państwowym”. To zrozumiałe, w końcu ocalono istnienie Związku Radzieckiego i zniszczono niemiecki faszyzm. Tylko dlaczego więc nie świętowano tego dnia w latach 1945–65? Otóż dlatego, że według Józefa Stalina i jego ucznia Nikity Chruszczowa żadnego zwycięstwa nie było. Nie było czego świętować. Jak to możliwe?

Plany były zupełnie inne. Stalin liczył na to, że w kolejnej wielkiej wojnie w Europie, gdy wielkie mocarstwa wykrwawią się w walkach między sobą, będzie okazja zająć cały stary kontynent. Takie bandyckie państwo, jakim był Związek Radziecki, musiało zlikwidować „normalne” otoczenie, w przeciwnym razie skazane było na powolne gnicie aż do całkowitego rozpadu. Pozostawała ucieczka do przodu, czyli zniszczenie punktu odniesienia dla porównań przez własnych obywateli. Ale wojna potoczyła się inaczej. Udało się zająć jedynie Europę Środkowo-Wschodnią, a najważniejsze europejskie państwa – trzy czwarte Niemiec, Francja, Włochy, Wielka Brytania, Hiszpania – pozostały niepodległe. Na przeszkodzie do dokończenia dzieła stanęła bomba atomowa, której Sowieci długo się bardzo obawiali. Aż w końcu lat 60., po dwóch poważnych kryzysach (berlińskim i kubańskim) zrozumieli, że ta broń nie zostanie tak łatwo użyta, dlatego podjęli dramatyczny wyścig zbrojeń konwencjonalnych. A wyścig ten z bogatym Zachodem przegrali. Nigdy nie uzyskali wystarczającej przewagi, by się poważyć na atak, a od połowy lat 80. to już była równia pochyła. Dziś Putin, ale nie tylko on, wie, że Rosja jest takim samym krajem jak ZSRR. I że też się rozpadnie, gdy jej władzom przyjdzie do głowy konkurować z Zachodem na polu pokojowego współistnienia.

Dlatego po latach 9 maja 1945 r. trzeba świętować inaczej. Jako zwycięstwo pewnego etapu na wielkiej drodze do triumfu ruskiego miru. Dziś, kiedy Europa nierozważnie się rozbroiła, jest szansa ją pokonać, choć wpierw trzeba ją skłócić i wyrwać po kawałku, nie dopuszczając, by się zintegrowała i zjednoczyła.

Czytaj także: Ruszą na nas szybciej, niż się spodziewamy. Co planują Rosjanie? Scenariusze

W swoim przemówieniu z okazji Dnia Zwycięstwa rosyjski prezydent przeszedł do rzeczy bez zbędnych ceregieli: „Dziś widzimy, jak próbuje się zniekształcić prawdę o II wojnie światowej. Przeciwstawiamy się tym, którzy są przyzwyczajeni do budowania swojej zasadniczo kolonialnej polityki na hipokryzji i kłamstwie. Burzą pomniki prawdziwych bojowników przeciwko nazizmowi, stawiają na piedestale zdrajców i wspólników nazistów, przekreślają pamięć o bohaterstwie i szlachetności żołnierzy wyzwolicieli, o wielkiej ofierze, jaką ponieśli w imię ich życia”.

Tych „żołnierzy wyzwolicieli” można porównać do strażaka, który wprawdzie ugasił wasz dom i ocalił przed zniszczeniem, ale jednocześnie zamieszkał w nim z wami i o wszystkim decyduje. Z jednej strony wyzwoliciele, z drugiej – sprawcy zniewolenia przez ZSRR. No i to właśnie Rosja usiłuje dziś prowadzić politykę kolonialną opartą na hipokryzji i kłamstwie. Odwracanie kota ogonem na Kremlu mają opanowane do perfekcji.

Od historii do teraźniejszości

Dalej Władimir Putin mówi, że jest ktoś, kto „ma na celu wzniecanie coraz większych konfliktów regionalnych, nienawiści między grupami etnicznymi i religijnymi, aby opanować suwerenne, niezależne ośrodki rozwoju świata”. Kto ma taki cel? Kto dąży do rozbijania wspólnot, do podziałów, do wywoływania nienawiści jednych do drugich? W życiu byście nie zgadli: chodzi o „zachodnie elity”.

Groźnie zabrzmiało zdanie: „Rosja zrobi wszystko, aby nie dopuścić do globalnego starcia, ale jednocześnie nie pozwolimy, aby ktokolwiek nam groził. Nasze siły strategiczne są zawsze w pogotowiu”. Tymczasem to Rosja robi wszystko, by rozpętać globalne starcie. I warto też zauważyć, że nikt jej nie groził do momentu, gdy sama zaczęła napadać na innych. Rosja zachowuje się jak przestępca, który ostrzega, że żadna policja nie będzie mu grozić. A przecież tak naprawdę nikt od Rosji niczego nie chce, poza tym, by innym dała święty spokój.

I znów II wojna światowa

Kolejne słowa Władimira Putina mogą wprawiać w lekkie zdziwienie: „W pierwszych trzech długich, trudnych latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Związek Radziecki i wszystkie republiki byłego Związku Radzieckiego walczyły z nazistami niemal jeden na jednego, podczas gdy prawie cała Europa pracowała na rzecz potęgi militarnej Wehrmachtu”. Jak to pięknie brzmi, ale sprecyzujmy: przemysł i zasoby całej okupowanej przez Niemców części Europy były przez nich bezlitośnie eksploatowane i wykorzystywane do pracy na rzecz III Rzeszy, ale jednocześnie ludność tej Europy stawiała bierny lub czynny opór przeciwko okupantom. Wśród nielicznych państw, które Niemcom oporu nie stawiały, a nawet były ich sojusznikami, były akurat Słowacja i Węgry, obecnie całkiem z Putinem zaprzyjaźnione.

A zatem, jak się możemy dowiedzieć, także Polska „pracowała na rzecz potęgi militarnej Wehrmachtu”. O tym, że wystawialiśmy do walki Niemcami całkiem spore siły, jakoś rosyjski prezydent zapomniał. Zresztą nie tylko my, choćby i Czesi też.

Czytaj także: Ten ma rację, kto ma narrację. Tak Kreml mąci przed wyborami w Europie i USA

Ale warto posłuchać Władimira Putina dalej: „Jednocześnie podkreślam: Rosja nigdy nie umniejszała znaczenia drugiego frontu i pomocy sojuszników”. A jednak! Czyżby prezydent Rosji zdecydował się nazwać owych sojuszników, którzy dostarczyli mu masę uzbrojenia w ramach Lend Lease, a następnie walczyli przeciwko Niemcom w Afryce Północnej, na Froncie Włoskim i w Europie Zachodniej? No to posłuchajmy: „Oddajemy hołd odwadze wszystkich żołnierzy koalicji antyhitlerowskiej, członków ruchu oporu, bojowników podziemia, partyzantów oraz odwadze narodu chińskiego, który walczył o swoją niepodległość przeciwko agresji militarystycznej Japonii. I zawsze będziemy pamiętać, nigdy, nigdy nie zapomnimy naszej wspólnej walki i inspirujących tradycji sojuszu”. Spośród wszystkich sojuszników z koalicji antyhitlerowskiej wymienione zostało jedno, jedyne państwo: Chiny. Najwyraźniej to Chiny otworzyły ten drugi front. I to nie w Europie, lecz na Pacyfiku. To właśnie tam Chińczycy walczyli z agresją militarystycznej Japonii, by ostatecznie ją pokonać w dobrze znanych dramatycznych bitwach. Na przykład pod Midway, gdzie chińskie lotniskowce i samoloty zadały cios japońskiej marynarce wojennej, a później na Iwo Jimie i Okinawie, gdzie chińska piechota morska pokonała japońskich piechurów.

Jak się jednak można dowiedzieć, dziś przed Rosją stoją nowe wyzwania: „Obchodzimy Dzień Zwycięstwa w kontekście specjalnej operacji wojskowej. Wszyscy jej uczestnicy – ci, którzy są na pierwszej linii frontu, na linii kontaktu – są naszymi bohaterami. Chylimy czoła przed waszą odpornością i poświęceniem. Cała Rosja jest z wami”.

Nic dodać nic ująć. Pięknie powiedziane. Wczoraj weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a dziś specjalnej operacji wojskowej, jedni i drudzy walczą za ojczyznę i są bohaterami.

Czytaj także: Wkurzeni bohaterowie. Rosyjscy bandyci wracają z wojny. I lepiej im nie wchodzić w drogę

Ale jeśli już jesteśmy przy II wojnie światowej, to można odnieść wrażenie, że Związek Radziecki w niej udziału nie brał. Na całym świecie toczyła się II wojna światowa, a ZSRR w tym czasie toczył Wielką Wojnę Ojczyźnianą. Trwała ona od 22 czerwca 1941 r. i przypadkowo skończyła się niemal dokładnie wtedy, kiedy II wojna światowa. A dokładnie to II wojna światowa w Europie skończyła się 8 maja 1945 r., a Wielka Wojna Ojczyźniana dnia następnego – 9 maja 1945 r.

Gdyby przyjąć nieco inną optykę, gdyby jednak założyć, że Związek Radziecki wziął udział w II wojnie światowej, to daty by się nieco zmieniły. ZSRR włączył się do II wojny światowej po stronie Niemiec 17 września 1939 r., napadając na wschodnią Polskę. Ale kto by się tam przejmował takimi szczegółami…

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Duda nie wypełnia obowiązku. Ktoś się łudził?

PiS i Andrzej Duda dostarczyli przekonującego dowodu, że powoływani przez nich ambasadorowie byli, ogólnie rzecz biorąc, marnej jakości. Konflikt prezydenta z rządem Tuska na tym tle właśnie się pogłębił.

Marek Ostrowski
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną