Obywatel pod kluczem
Chiny wprowadzają cyfrowe dowody tożsamości. Nie tak dawno to było nie do pomyślenia
Najdonośniejsze wydarzenie tego roku w internecie przeszło niemal niezauważone. 15 lipca w Chinach wprowadzono – na razie dobrowolny – cyfrowy dowód osobisty. Z pozoru to żadna rewolucja. Osobiste identyfikatory ułatwiające kontakt z administracją i korzystanie z opieki zdrowotnej funkcjonują od lat m.in. w Wielkiej Brytanii, Estonii czy Polsce (u nas w formie podpisu elektronicznego). Komisja Europejska zamierza wdrożyć technologię weryfikacji wieku, która ograniczy nieletnim dostęp do pornografii i mediów społecznościowych. A działający w Indiach system Aadhaar sprawił, że państwo „dostrzegło” miliony obywateli izolowanych przez ustrój kastowy.
Jednak chiński system jest inny. Według władz w Pekinie ma zapobiegać wyłudzeniom i wyciekom danych osobowych. Połączony z ogólnokrajowymi metodami śledzenia obywateli – osławionym systemem tzw. zaufania społecznego (m.in. punkty za dobre zachowanie) oraz policyjną chmurą danych – zacieśni kontrolę nad obywatelami. A co najważniejsze: z danych osobowych o 1,4 mld Chińczyków ma uczynić finansowy i rynkowy zasób dla państwa.
Czytaj też: Big techy, Bóg techy
Dane pod kontrolą
Od minionego wtorku każdy Chińczyk i Chinka mogą przystąpić do programu Cyberspace ID. W zamian za udostępnienie skanu twarzy i podstawowych danych otrzymają identyfikator, za pomocą którego zalogują się do większości stron internetowych. Zamiast każdorazowo udostępniać dane Google czy eBay i wymyślać kolejne hasła, oddadzą je raz – swojej władzy.
Wejście państwa w rolę pośrednika między dostawcami usług i użytkownikami sieci budzi kontrowersje.