Protesty w Iranie zaczęły się na bazarze. Reżim uspokoi ulicę? A może włączy się Trump?
Protesty w Iranie zaczęły się na bazarze. Reżim uspokoi ulicę? Równanie z dwiema niewiadomymi
„Jeśli irański reżim zaatakuje demonstrantów i będzie ich zabijał, co ma w zwyczaju, Stany Zjednoczone przyjdą im z pomocą” – napisał prezydent USA Donald Trump. I tym samym dorzucił do ognia pod protestami, które już od ponad tygodnia rozprzestrzeniają się na kolejne irańskie miasta. Ich źródła są przede wszystkim ekonomiczne – od czerwcowego izraelsko-amerykańskiego ataku na irańskie instalacje jądrowe kraj osuwa się w kolejny gospodarczy kryzys. Obłożony sankcjami nie jest w stanie opanować rosnącej inflacji – Iran importuje wiele podstawowych dóbr, a ich import jest coraz droższy. W efekcie irański rial tylko od czerwca stracił na wartości już ponad 40 proc. w stosunku do dolara. W takich warunkach nie da się prowadzić biznesu.
Protesty w Iranie
I właśnie dlatego obecne protesty rozpoczęły się na bazarze – dosłownie i w przenośni. Ponad tydzień temu wielu drobnych sklepikarzy i handlarzy, szczególnie z branży małej elektroniki (smartfony), postanowiło zamknąć swe kramy na znak protestu. W ślad za nimi poszły inne biznesy. Dopiero później przyłączyli się studenci. W Iranie bazar zawsze odgrywał ważną rolę – nie tylko jako miejsce wymiany towarów, ale też jako przestrzeń względnej niezależności od władzy i przez to siła polityczna, z którą musiały się liczyć kolejne perskie/irańskie reżimy.
Czy tym razem będzie podobnie? Najnowsza historia Iranu sugeruje ostrożność. Gdy władze sfałszowały zwycięstwo wyborcze Mahmuda Ahmadineżada w 2009 r.