Gdy w połowie lat 90. mały Mychajło przyjechał z rodzicami na weekend do Zaporoża w południowo-wschodniej Ukrainie, nie chciał wracać. Pierwszy raz zobaczył duże miasto, restauracje, nieradzieckie samochody. Wtedy – jak wspomina – podjął decyzję, że musi się wyrwać z rodzinnej Wasyliwki. Po powrocie do domu, 40 km na południe od Zaporoża, wdrożył swój plan: zaczął zarabiać, pomagał lokalnym rolnikom przy zbiorach arbuzów, uprawiał i sprzedawał cebulę. Wszystko w jednym celu – aby się stamtąd wyrwać.
Trzy dekady później nie może wrócić do rodzinnej wioski, którą okupują Rosjanie, a trasa do Zaporoża jest dziś linią frontu. 35-letni Mychajło Fedorow, który został właśnie ministrem obrony Ukrainy, zamierza to zmienić. Jako nowy szef najważniejszego resortu w czasie wojny ma zadbać m.in. o większy komfort – w tym finansowy – żołnierzy walczących na pierwszej linii frontu. Ma to związek z innym zadaniem nowego ministra, czyli powstrzymaniem coraz liczniejszych dezercji. Przede wszystkim ma jednak nie przegrać wojny, o czym przesądzi prawdopodobnie jego „konik”, czyli drony.
Czytaj też: W Rosji jednoczył Żydów. Teraz produkuje drony, które zrzucają bomby na Rosjan
Dziecko epoki
Lata 90. w Ukrainie były czasem chaosu. Związek Radziecki się rozpadł, a nowe państwo nie było pewne swojej roli. Dzieci dorastające w tym okresie mogły już oglądać w telewizji hollywoodzkie filmy, ale ich codzienność wyznaczały poradzieckie mieszkania z obdartą tapetą i rozpadającą się infrastrukturą.
Dla wielu z nich przełomem był komputer w domu, rodzina Fedorowów kupiła swój pierwszy wysiłkiem zbiorowym.