Zamrażanie Ukrainy
Zamrażanie Ukrainy. Na froncie bez przełomu, ale Moskwa szykuje się do nowych uderzeń
Na froncie bez przełomu. Zamiast tego Rosjanie atakują system energetyczny Ukrainy. Udało im się pozbawić miliony cywili ciepła i światła. O zaprzestanie bombardowań „Kijowa i innych miast” poprosił Władimira Putina w zeszły czwartek Donald Trump.
Moratorium miało potrwać tydzień, a powodem prośby były nadzwyczajne mrozy. Kreml odpowiedział pozytywnie i faktycznie ataki na infrastrukturę na razie ustały. Dla Ukraińców, szczególnie w największych aglomeracjach, oznaczało to chwilę wytchnienia. W styczniu, gdy temperatury spadły dużo poniżej -20 st. C, Kijów, Charków, Chersoń, Dniepr, Odessa, Krzywy Róg, Zaporoże i inne miasta były atakowane dzień po dniu. Niektóre naloty trwały nawet po kilkanaście godzin dziennie. W rezultacie całe dzielnice były odcięte od prądu. W obwodzie charkowskim dotknęło to ponad milion osób. Szczególnie cierpiał Kijów, gdzie nawet 60 proc. gospodarstw domowych było pozbawionych energii, a setki tysięcy mieszkańców opuściło stolicę.
Ukraińcy po czterech latach wojny mają duże doświadczenie w przetrwaniu chłodów. Szpitale, sklepy, apteki, urzędy, firmy czerpią energię z generatorów. W mieszkaniach popularne są przenośne stacje energetyczne (duże powerbanki), które mogą nawet przez kilka godzin dostarczać energię do urządzeń domowych. Ludzie mogą się ogrzać, zjeść ciepły posiłek, skorzystać z internetu, naładować komórki w „punktach niezłomności” – w piwnicach, szkołach, a nawet w wojskowych namiotach między blokami. W tym roku jednak zima jest wyjątkowo ostra, a Rosjanie do ataków używają rakiet i jednocześnie dużej liczby tanich dronów, które forsują obronę przeciwlotniczą.
Przerwę w ostrzałach energetycy wykorzystywali na remonty. System jest jednak już tak zniszczony i przeciążony, że nawet bez ataków zdarzają się potężne awarie.