Kod perski
Kod perski. Reżim ajatollahów nigdy nie był tak słaby. Iran stoi w obliczu tragicznej pułapki
Każdy szanujący się budżetowy turysta z Europy (również niżej podpisany) poznawanie Iranu zaczyna w mieście Tebriz na zachodzie kraju. Najtaniej tam dotrzeć, choćby autokarem z Turcji. Tylko od razu coś nie gra – wątpliwości wzbudza już nazwa prowincji, której Tebriz jest stolicą: Azerbejdżan Wschodni. Przy czym swoje wątpliwości trzeba wyrażać z wyczuciem, bo Irańczycy (zwłaszcza ci z Teheranu) są wyjątkowo uczuleni na punkcie jednolitości swojego kraju. Nie da się jednak ukryć, że co czwarty obywatel Iranu jest Azerem, a w Tebrizie Azerowie stanowią większość.
Współczesny Iran jest polityczną skamieliną również z tego względu, że nigdy nie był państwem narodowym, lecz raczej „cywilizacją”. Już w starotestamentowej Księdze Estery imperium Aswerusa (czyli Kserksesa I) rozciąga się „od Indii aż do Etiopii” i obejmuje 127 państw wielce różniących się od siebie. I w sensie idei przez ostatnie 2,5 tys. lat niewiele się tu zmieniło. Sąsiednie wielonarodowe imperia, jak choćby osmańskie, kurczyły się w XIX w., a potem upadały w XX w. pod naciskiem nowoczesności, pozostawiając po sobie państwa narodowe, jak współczesna Turcja. A Iran pozostał imperialnym artefaktem. Pytanie: jak długo jeszcze?
Czytaj też: Cienie nad Iranem. Donald Trump gromadzi „zabójczą armadę” do bitwy. Ale Teheran to nie Caracas
Wielka armada Donalda Trumpa
Reżim ajatollahów jest dziś najsłabszy od swojego zarania podczas rewolucji islamskiej w 1979 r. Najnowszy kryzys rozpoczął się po ataku Hamasu na Izrael w 2023 r., co sprowokowało serię izraelskich kontrataków na sojuszników Iranu w Libanie i Jemenie.