Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Izrael znów się inspirował „Grą o tron”? Jak długo potrwa i do czego doprowadzi operacja w Iranie

Miejsce upadku irańskiej rakiety. Beit Szemesz, Izrael, 1 marca 2026 r. Miejsce upadku irańskiej rakiety. Beit Szemesz, Izrael, 1 marca 2026 r. Ilan Rosenberg / Reuters / Forum
W Izraelu są pierwsze ofiary śmiertelne. Wciąż nie wiadomo, jak ta wojna się skończy, ale wszyscy coraz bardziej odczuwają jej skutki na własnej skórze.

Pierwsza noc była koszmarna. 27 razy musieliśmy zbiegać z szóstego piętra do schronu. W ciągu dnia jest trochę spokojniej – relacjonuje 80-letni znajomy z Herceliji. To kłopot zwłaszcza dla starszych osób, bo w czasie alarmu bombowego nie wolno korzystać z wind – w razie uderzenia mogą się okazać śmiertelną pułapką.

Czuć tę wojnę

Izraelczycy wiedzą, że nawet schrony (miklaty) czy wzmocnione pokoje (mamady) mogą im nie zapewnić bezpieczeństwa. W niedzielę irańska rakieta spadła na publiczny schron przy synagodze w Beit Szemesz i kilka okolicznych budynków, zginęło dziewięć osób, jest ok. 60 rannych, w tym dzieci i ciężarna kobieta.

Nagrania stąd mocno działają na wyobraźnię – wyrzucone w powietrze samochody leżą kołami do góry, tu i ówdzie szaleje ogień. „Tam w milkacie są ludzie!” – wzywa ktoś. „Potrzebny medyk!” – na miejscu widać służby ratunkowe, które próbują rozeznać się w sytuacji. Mężczyzna w czarnej kipie na głowie i białej koszuli, spod której wystają tradycyjne cicit (frędzle), wynosi ostrożnie ze zgliszczy owinięty w kawałek czarnego materiału zwój Tory i kładzie go na murku obok. Na Izraelczykach to robi wrażanie. W Beit Szemesz, mieście wymienionym w Biblii, mieszka ok. 180 tys. osób, głównie ultraortodoksów. „Cud” ocalenia świętych zwojów ma tu specyficzny wydźwięk.

Większość, jeśli nie wszystkie ofiary z Beit Szemesz w chwili uderzenia były w schronie, ale służby porządkowe podtrzymują, że i tak należy z nich korzystać. Nic nie zapewni bezpieczeństwa w 100 proc. Wojna z Iranem w czerwcu 2025 r.

Reklama