Izrael znów się inspirował „Grą o tron”? Jak długo potrwa i do czego doprowadzi operacja w Iranie
Pierwsza noc była koszmarna. 27 razy musieliśmy zbiegać z szóstego piętra do schronu. W ciągu dnia jest trochę spokojniej – relacjonuje 80-letni znajomy z Herceliji. To kłopot zwłaszcza dla starszych osób, bo w czasie alarmu bombowego nie wolno korzystać z wind – w razie uderzenia mogą się okazać śmiertelną pułapką.
Czuć tę wojnę
Izraelczycy wiedzą, że nawet schrony (miklaty) czy wzmocnione pokoje (mamady) mogą im nie zapewnić bezpieczeństwa. W niedzielę irańska rakieta spadła na publiczny schron przy synagodze w Beit Szemesz i kilka okolicznych budynków, zginęło dziewięć osób, jest ok. 60 rannych, w tym dzieci i ciężarna kobieta.
Nagrania stąd mocno działają na wyobraźnię – wyrzucone w powietrze samochody leżą kołami do góry, tu i ówdzie szaleje ogień. „Tam w milkacie są ludzie!” – wzywa ktoś. „Potrzebny medyk!” – na miejscu widać służby ratunkowe, które próbują rozeznać się w sytuacji. Mężczyzna w czarnej kipie na głowie i białej koszuli, spod której wystają tradycyjne cicit (frędzle), wynosi ostrożnie ze zgliszczy owinięty w kawałek czarnego materiału zwój Tory i kładzie go na murku obok. Na Izraelczykach to robi wrażanie. W Beit Szemesz, mieście wymienionym w Biblii, mieszka ok. 180 tys. osób, głównie ultraortodoksów. „Cud” ocalenia świętych zwojów ma tu specyficzny wydźwięk.
Większość, jeśli nie wszystkie ofiary z Beit Szemesz w chwili uderzenia były w schronie, ale służby porządkowe podtrzymują, że i tak należy z nich korzystać. Nic nie zapewni bezpieczeństwa w 100 proc. Wojna z Iranem w czerwcu 2025 r.