Nazi jak swoi
Nazi jak swoi. AfD sprytnie umacnia się w Niemczech, łamie tabu. Umie grać na różnych instrumentach
Bundestag, 28 stycznia. W niemieckim parlamencie, jak zawsze od 30 lat, odbywa się tzw. godzina pamięci – w hołdzie dla ofiar nazizmu. Dzień po rocznicy wyzwolenia Auschwitz na mównicy staje cudem ocalała 87-letnia Tova Friedman. Opowiada o dramatycznych przeżyciach z dzieciństwa i ostrzega przed rosnącym znów antysemityzmem. Gdy kończy, posłowie i posłanki nagradzają ją sążnistymi brawami. Do owacji na stojąco przyłącza się nawet Alternatywa dla Niemiec (AfD) – nie tylko przez przeciwników politycznych porównywana z hitlerowską NSDAP. Lista zarzutów jest długa: od języka nienawiści, poprzez historyczny rewizjonizm, aż po kontakty ze środowiskami skrajnej prawicy.
– Kto dziś głosuje na AfD, partię faszystowską, wie, co robi – rzuca dr Ilko-Sascha Kowalczuk, znany berliński historyk i publicysta. – Oni chcą zniszczyć podstawowy porządek i wolność. – AfD nie jest demokratyczną partią konserwatywną, lecz sprzeciwia się podstawowym wartościom zapisanym w konstytucji – wtóruje mu prof. Markus Linden, politolog z uniwersytetu w Trewirze, autor naukowych opracowań o prawicowym ekstremizmie.
Mówimy o partii, która jest dziś drugą siłą polityczną w Bundestagu, ustępując tylko chadekom kanclerza Friedricha Merza. Najnowsze sondaże dają AfD ponad 20 proc. poparcia. Na terenie byłej NRD jest ono dużo wyższe. W Saksonii-Anhalcie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim, gdzie we wrześniu odbędą się regionalne wybory, zbliża się do 40 proc. Gdyby w którymś z tych landów partia zdołała jesienią utworzyć rząd, zyskałaby tam wpływ m.in. na edukację, bo w Niemczech oświata jest sprawą landów.
Gdy dwa lata temu AfD nieźle wypadła w wyborach do Parlamentu Europejskiego, szef Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Lars Klingbeil niepokoił się w telewizyjnej debacie, że umocnili się naziści.