Średniacy kontra podpalacz
Wielcy kontra średni. W świecie Trumpa posłuszeństwo cię nie chroni. Europa nie ma dużego wyboru
„Następne pięć do dziesięciu lat prawdopodobnie zadecyduje o tym, jaki będzie porządek świata na kolejne dekady” – przepowiadał na początku 2026 r. prezydent Finlandii Alexander Stubb. „Inne kraje, a zwłaszcza średnie mocarstwa, jak Kanada, nie są bezsilne, mają potencjał, by zbudować nowy porządek, który obejmie również nasze wartości” – wtórował mu oklaskiwany w Davos premier Kanady Mark Carney.
Europejczycy ogłosili w ten sposób światu, że przeszli w końcu żałobę po swojej złotej epoce i przełamali defetyzm. Bogate zachodnie „średnie mocarstwa” zaczęły rysować własne plany urządzenia globalnego porządku przeciwko dyktatowi Donalda Trumpa. A może raczej podejmując z tym dyktatem negocjacje.
Bo jakie reguły chce dyktować światu przywódca USA? – Wielu nazywało go izolacjonistą, ale przecież przeprowadził bezprecedensowe naloty bombowe na Iran – mówi brytyjski analityk i dziennikarz Peter Pomerantsev. Jego zdaniem polityką Trumpa kierują po prostu emocje i zastanawianie się nad jego strategią nie ma sensu. Teraz domaga się od europejskich sojuszników z NATO, aby pomogli mu odblokować cieśninę Ormuz.
Przy okazji ataku na Iran prezydent USA jak prawdziwy imperialista ogłosił, że światem nie rządzą już żadne prawa ani konwencje i on zamierza używać siły, kiedy tylko zapragnie. Chce nas przekonać, że świat jest skazany na rządy rywalizujących ze sobą mocarstw, a pozostali muszą się z tym pogodzić. Iran, Wenezuela, groźby aneksji Grenlandii, negocjowanie zawieszenia broni z Moskwą nad głowami Ukraińców – nikt i nic go nie powstrzyma. Innymi słowy Trump niszczy stary porządek, paradoksalnie oparty na amerykańskiej dominacji. A w zamian oferuje nowy koncert mocarstw.
Czytaj też: