Na szkodę Ameryki
Trump gra w scenariuszu Putina. Tracimy przewagę moralną. Były ambsador USA w Moskwie dla „Polityki”
MATEUSZ MAZZINI: – Ile to jeszcze potrwa?
MICHAEL MCFAUL: – Nie wiem. Wojna w Iranie skończy się po prostu wtedy, kiedy Donald Trump zdecyduje się ogłosić triumf Stanów Zjednoczonych. Przy czym militarna ocena tego „triumfu” nie będzie miała większego sensu, bo Trump użyje innych ram pojęciowych. Będzie zapewne powtarzać, że Ameryka zrównała irański reżim z ziemią, unicestwiła jego przywódców, zniszczyła instalacje nuklearne – i że dzięki temu USA będzie teraz bezpieczniejsze, Izrael również – cały świat stanie się bezpieczniejszy.
Obecny bilans wojny nie wygląda tak optymistycznie.
To bez znaczenia. Konflikt kosztuje ogromne pieniądze, ale ciężko jest stwierdzić, czy takie wydatki są uzasadnione, czy nie, bo cele tej operacji według administracji Trumpa nieustannie się zmieniają. Jedyne, co pewne, to fakt, że Ameryka zmierza do rozbrojenia Iranu. Ale nie robimy nic, co zagwarantowałoby, że irański reżim nie zacznie się zbroić po wojnie na nowo. Dlatego uważam, że Stany Zjednoczone idą w kierunku permanentnej wojny, jakiegoś samonapędzającego się konfliktu, który co kilka lat trzeba będzie odgrzewać, bo przecież niebezpieczeństwo ze strony Iranu może wrócić.
A jak długo jeszcze USA będzie w stanie tę wojnę prowadzić?
Mówimy o wciąż najpotężniejszym kraju na świecie. Ale dziś nasza przewaga nad największymi autokracjami świata jest znacznie mniejsza niż nad Związkiem Radzieckim w czasie zimnej wojny. W praktyce oznacza to, że jako Ameryka nie możemy sobie stawiać tak ambitnych celów strategicznych, jak jeszcze na przełomie wieków. Nie mamy już takich zasobów. Zresztą w przypadku Iranu widać to jak na dłoni, co chwila pojawiają się doniesienia o potrzebie przenoszenia zestawów przeciwlotniczych z innych obszarów geograficznych albo o braku amunicji.