Torreador drażni byka
Torreador drażni byka. Hiszpania stawia się Ameryce i Trumpowi. Dlaczego tak się zachowuje?
„Pedro Sánchez: ikona europejskiej lewicy” – taki tytuł nosił tekst o hiszpańskim premierze w brytyjskim magazynie „The New Statesman”. Kilkadziesiąt zamiast zwyczajowych kilkunastu – tyle zdjęć Sáncheza rozdystrybuowały z kolei agencje fotograficzne po ostatnim szczycie przywódców UE poświęconym wojnie w Iranie. Jego stanowcze „No a la guerra!”, nie dla wojny i wykorzystania przez USA hiszpańskich baz NATO do ataków na Iran, z dnia na dzień zapewniły mu międzynarodowy rozgłos.
Jeśli dodać do tego wsparcie dla wolnej Palestyny, które wybrzmiało z ust aktora Javiera Bardema w czasie ceremonii rozdania Oscarów, można odnieść wrażenie, że polityczny nonkonformizm – „brak włosów na języku” – jak określa się w Hiszpanii dar mówienia prawdy bez ogródek – staje się hiszpańskim towarem eksportowym, nową odmianą soft power.
Opór wobec Donalda Trumpa i dokonanej przez niego agresji to jednak tylko zwieńczenie budowanej już od pewnego czasu alternatywnej opowieści i przestrzeni, którą zajmuje dziś Hiszpania na europejskiej mapie. „Hiszpania jest inna” – brzmiał mocno wyświechtany już slogan ukuty w latach 60. przez technokratów generała Franco, którzy pragnęli ściągnąć do kraju turystów. Współczesna Hiszpania nasyca go zupełnie inną treścią.
Czytaj też: Dlaczego Sanchez idzie na kolejne zderzenie z Trumpem?
Pod prąd
„Inność” Hiszpanii sprowadza się do prostego w gruncie rzeczy wytłumaczenia: zamiast kopiować pomysły i retorykę pozostającej w natarciu skrajnej prawicy, tamtejszy rząd próbuje jej przeciwstawiać realnie lewicową i prosocjalną agendę.