Paradoks podwójnej blokady. Iran ma karty w ręku, Trump pierwszy „zakrztusi się” Ormuzem
Czy można zablokować zablokowaną już cieśninę? Wkrótce się przekonamy, bo wczoraj – tj. 13 kwietnia – taki eksperyment rozpoczęli Amerykanie. Dzień po nieudanych negocjacjach amerykańsko-irańskich w Islamabadzie prezydent Donald Trump oświadczył, że w zasadzie to nie zależy mu na ugodzie z Teheranem. I jednocześnie zalinkował tekst dość niszowego komentatora z alt-prawicy, który zaproponował zablokowanie cieśniny Ormuz, co miałoby ostatecznie rzucić Irańczyków na kolana. Nie był to przypadkowy link, bo już kilka godzin później Trump ogłosił, że amerykańska blokada Ormuzu rozpocznie się za kilkanaście godzin.
„Jeśli którykolwiek z tych statków zbliży się do naszej BLOKADY, zostanie natychmiast ZLIKWIDOWANY, stosując ten sam system eliminacji, którego używamy przeciwko handlarzom narkotyków. (…) Będzie szybko i brutalnie” – napisał Trump, nawiązując do wcześniejszych działań US Navy na Morzu Karaibskim i u wybrzeży Wenezueli.
Blokada cieśniny Ormuz
Blokadę egzekwuje 15 amerykańskich okrętów, w tym lotniskowiec USS Lincoln, kilka niszczycieli i jednostka desantowa. Wszystkie mają operować poza cieśniną, aby uniknąć zagrożeń ze strony Iranu. Mają być gotowe do abordażu nie tylko na irańskie jednostki (lub z irańskim ładunkiem), ale również te, które opłaciły się Irańczykom za przejście Ormuzu.
Chodzi oczywiście o najpopularniejszą dziś cieśninę na świecie, łączącą Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim, a w sensie funkcjonalnym – największe złoża ropy naftowej i gazu ziemnego z odbiorcami na całym świecie, szczególnie w Azji.