Zbawiciel Trump
Bóg w służbie MAGA. Dlaczego religijna prawica postawiła na Trumpa? To walka o władzę, nie o wiarę
MATEUSZ MAZZINI: – Donald Trump na zamieszczanych przez siebie grafikach występuje w roli Jezusa. J.D. Vance upomina papieża, by nie wymądrzał się w sprawach teologii. Pete Hegseth mówi o „świętej wojnie” z Iranem. Dlaczego?
KATHERINE STEWART: – To nic wyjątkowego. Na amerykańskiej prawicy jest już cała gama postaci, które opisują konflikt z Iranem w kategoriach ostatecznego starcia chrześcijańskiego dobra ze złem. Departament Wojny kierowany przez Hegsetha od roku publikuje w mediach społecznościowych filmiki i grafiki z cytatami z Biblii nałożonymi na myśliwce, helikoptery i okręty. On sam ma ciało wytatuowane sentencjami nawiązującymi do średniowiecznych krucjat. Dla nich wszystkich chrześcijaństwo to religia walki, militaryzmu i dominacji, a nie miłości i współczucia.
Ale po co Trumpowi konflikt z papieżem?
Trump chce podważyć legitymizację moralną Leona do bycia głową Kościoła. Nie rozumie, że kiedy Leon wypowiada się publicznie, mówi nie w imieniu Ameryki, tylko mającej dwa tysiące lat tradycji chrześcijańskiej. W dodatku on jest augustianinem, a św. Augustyn jest twórcą teorii wojny sprawiedliwej. Z tego punktu widzenia wojna z Iranem nie jest sprawiedliwa, a papieżowi przeszkadza, że amerykańska administracja wciąga Boga w dyskurs, który celebruje śmierć.
Krytyka papieża to jedno, ale przyrównywanie się do Jezusa?
Zwolennicy Trumpa widzą w nim postać niemal świętą – nie bez powodu. To efekt starannie budowanego wizerunku, który ewangeliccy liderzy sprzymierzeni z obecnym prezydentem pielęgnowali przez wiele lat, porównując go do biblijnych postaci, jak król Cyrus, czy wręcz twierdząc, że został „wskrzeszony przez Boga”. Trump odpłacił im z nawiązką: dał władzę, polityczne wpływy, a nieraz i dostęp do publicznych pieniędzy.