Korpomafia
Primeiro Comando da Capital. Panie i panowie, oto największy koncern przestępczy świata
Nie lubią rozgłosu, inaczej niż ich meksykańscy koledzy z branży, którzy wieszają zwłoki wroga na wiadukcie albo wysypują worek poodcinanych głów, żeby zasiać przerażenie. Są jak Gus Fring z serialu „Breaking Bad” – niemal niewidoczni, wtopieni w krajobraz, nie lubią się afiszować. Wyciągnęli wnioski z doświadczeń innych: rozgłos przyciąga policję i prokuraturę, czyli szkodzi biznesowi. A im zależy na bogactwie, nie na sławie.
Szacuje się, że organizacja liczy ok. 40 tys. członków – na wolności i w więzieniach. Prawdopodobnie to największa grupa przestępcza na świecie, na pewno – w obu Amerykach. Działa w blisko 30 krajach na kilku kontynentach. Panie i panowie, oto Primeiro Comando da Capital (PCC) – Pierwsze Dowództwo Stolicy.
Czytaj też: Operacja „Poskromienie”. Rzeź w fawelach to wstęp do kampanii przed wyborami w Brazylii
Narodziny
W 1992 r. służby więzienne zabiły 111 zbuntowanych osadzonych w ciężkim zakładzie karnym Carandiru w stanie São Paulo. Masakra była wielkim skandalem, doczekała się mnóstwa analiz, protestów organizacji praw człowieka, a nawet głośnego filmu fabularnego Hectora Babenco („Carandiru”) i odniesień w popularnym serialu „Skazany na śmierć”. Część ocalałych przeniesiono do aresztu w Taubaté, nazywanym „Piranhão” (wielka pirania), o zaostrzonym rygorze, gdzie przetrzymywano przestępców uznawanych za najbardziej niebezpiecznych. Tam właśnie zaczęła się historia PCC.
„To było mroczne miejsce – wspomina Drauzio Varella, lekarz i badacz więziennictwa, w Polsce znany z książki „Ostatni krąg.