Andrij Jermak, były szef Biura Prezydenta Ukrainy, uważany do niedawna za drugą osobę w państwie, trafił na krótko za kraty, podejrzany o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Uchodził za polityka wszechmocnego. Decydował o sprawach kadrowych, przepływach finansowych, odpowiadał też za relacje z najważniejszymi partnerami zagranicznymi. Teraz musiał pojawić się na ławie oskarżonych przed Najwyższym Sądem Antykorupcyjnym, a ten orzekł areszt na dwa miesiące. Po weekendzie polityk wyszedł na wolność dzięki temu, że jego znajomym udało się zebrać gigantyczną kaucję (140 mln hrywien, czyli ok. 2,7 mln euro).
Wysocy rangą urzędnicy z Jermakiem na czele mieli inwestować pieniądze z łapówek w budowę luksusowego willowego osiedla Dynastia pod Kijowem. W sumie to blisko 9 mln euro – na tyle udało się zebrać dowody, ale uszczerbki dla budżetu wskutek korupcji władzy mogą sięgać setek milionów. Operacja Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) trwała wiele miesięcy i nosiła kryptonim „Midas”.
Pierwsze zatrzymania i przeszukania w domach urzędników odbyły się jeszcze w listopadzie 2025 r. NABU ujawniło wówczas, że ma nagrania tysięcy godzin połączeń między dygnitarzami z otoczenia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, omawiającymi przestępcze działania. Grupa działała m.in. przy państwowym gigancie energetycznym Energoatom. Kto chciał współpracować z Energoatomem, dawał łapówkę w wysokości 10–15 proc. wartości kontraktu. Szacowano, że skorumpowani urzędnicy mogli zarobić na tym ok. 100 mln euro.
W gangu byli zaufani Zełenskiego, m.in. jego przyjaciel biznesmen Timur Mindycz, minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko, a także były wicepremier Ołeksij Czernyszow. Niektórzy zostali zatrzymani, niektórzy – ostrzeżeni – uciekli za granicę.