Kto umie w Unię?
Kto umie w Unię? Naga siła militarna nie wystarczy. Trzeba przejść z Europy państw do Europy sieci
MATEUSZ MAZZINI: – Czy Europa stała się bardziej asertywna wobec Donalda Trumpa?
JAN ZIELONKA: – Oczywiście. Widać to na przykładzie Włoch, gdzie rządzi Giorgia Meloni, dotychczas pupilka amerykańskiego prezydenta, która teraz go rozdrażniła, bo nie pozwoliła lądować w bazach na Sycylii amerykańskim samolotom lecącym na Bliski Wschód. Inni, jak premier Hiszpanii Pedro Sánchez, krytykują Stany Zjednoczone z pozycji bardziej pryncypialnych. Ale miarka przebrała się u wszystkich. Nawet u Brytyjczyków, którzy najdłużej próbowali udawać, że z Trumpem da się jeszcze jakoś rozmawiać. Do tego dochodzi kanclerz Friedrich Merz, który sam się chyba nie spodziewał, że słowa wypowiedziane na spotkaniu z licealistami wywołają międzynarodową awanturę (powiedział m.in., że „cały naród amerykański został upokorzony przez irańskich przywódców” – przyp. red.).
Kiedy nastąpił przełom?
Europejska retoryka zmieniła się po wybuchu wojny w Iranie. Oczywiście Europa nadal jest od USA zależna pod wieloma względami. I nie jest wcale łatwo powiedzieć Trumpowi, co myślimy o jego polityce. Jednak zmiana jest widoczna, bo w ubiegłym roku większość europejskich przywódców próbowała grać na czas. Moim zdaniem to był błąd, bo oni raczej ten czas tracili, niż go zyskiwali. Alternatywy dla amerykańskiego parasola nuklearnego nie stworzy się w ciągu kilku tygodni, na to potrzeba lat. Nie ma już wątpliwości, że Trump nie dba o Europę, tylko w otwarty sposób działa przeciwko jej interesom.
Dlaczego zajęło nam to tak dużo czasu? Przecież intencje tej administracji były jasne od początku.
To pytanie raczej z zakresu psychologii, bo zahacza o nasze trudności z porzuceniem pewnego wyobrażenia świata i przyjęciem, że wcale nie jest taki, jak nam się wydawało.