Prosimy nie regulować odbiorników
Prosimy nie regulować odbiorników! Magyar bierze się za media
„Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy, że robiliśmy to przez tyle lat”. Taki komunikat 7 lipca wyświetlał się przez prawie cztery godziny widzom M1, głównego kanału węgierskiej telewizji. Czarna plansza z białym napisem oraz muzyka klasyczna płynąca na częstotliwościach Kossuth Rádió były pierwszymi sygnałami, że urzędujący od początku maja rząd Pétera Magyara przystąpił do reformowania holdingu medialnego MTVA i anten należących do państwa, przez 16 lat podporządkowanych propagandowej obsłudze byłego premiera Viktora Orbána. Napis cieszył się na tyle wysoką oglądalnością, że nadaną bezpośrednio po przerwie komedię „Świadek” z 1969 r., klasyczne dzieło miejscowej kinematografii i wieloletniego „pułkownika”, obejrzała widownia trzy razy większa niż poprzedniego dnia.
Równolegle zawieszono wydawanie serwisów informacyjnych. Od 11 lipca zaczęto przywracać je w stacjach radiowych, a w M1 z początku tylko na pasku u dołu ekranu. W kolejnym etapie (dat nie podano) mają wrócić dzienniki telewizyjne, programy publicystyczne i nadawanie na żywo. Magyar, uzbrojony w większość konstytucyjną, obiecywał w kampanii, że stworzy „obiektywną służbę informacyjną” i pójdzie medialną drogą wytyczoną w Polsce przez Donalda Tuska. Kierunek powinien być podobny, ale ingerencje głębsze. Obejmą przebudowę organu nadzorującego, w deklaracjach miałyby zapewnić też przejrzystość finansowania i niezależność redakcji. Na razie zmianom na wizji i w eterze towarzyszyła wymiana części redaktorów i menedżerów.
Poważnym wyzwaniem będzie odbudowa wiarygodności publicznych nadawców. W czasach Orbána prowadzonym przez organizację Reporterzy bez Granic w rankingu wolności prasy Węgry spadły z 23. miejsca na 74.