Wołodymyr Zełenski chciał wykorzystać niezłą dla siebie polityczną koniunkturę, dokonać przetasowania na szczycie i sprawić wrażenie „nowego otwarcia”. Zdymisjonował szefową rządu Julię Swyrydenko, a wraz z nią cały gabinet, który przetrwał niespełna rok. W nowym rządzie posady utrzymało kilku starych ministrów. Jednak nie znalazło się miejsca dla Mychajły Fedorowa. Ten ledwie 35-letni urzędnik, który cieszył się wśród współobywateli sporą popularnością, jest w polityce od 2019 r. Mimo młodego wieku zdążył być wicepremierem i ministrem cyfryzacji – wprowadzał skutecznie państwową aplikację Dija (odpowiednik naszego mObywatela), którą posługuje się ponad 20 mln Ukraińców.
Ministrem obrony był ledwie od stycznia 2026 r. i było to udane pół roku. Fedorow znacznie przyspieszył robotyzację armii. Uruchomił duże, regularne dostawy dronów lotniczych i naziemnych dla oddziałów frontowych. Za jego kadencji trwały prace nad ulepszeniem rodzimych pocisków balistycznych i szerszym wykorzystaniem na potrzeby wojny. Szerokim echem odbiła się korespondencja z Elonem Muskiem – Fedorow zwrócił uwagę miliardera, że Rosjanie bezprawnie wykorzystują na froncie łączność Starlink. Interwencja była skuteczna.
Minister starał się wprowadzić jasne zasady w zamówieniach dla armii, walczyć z korupcją. Formalnym powodem dymisji był konflikt z głównodowodzącym Zbrojnych Sił Ukrainy gen. Oleksanderm Syrskim. Jednak komentatorzy zwracali uwagę, że rosnąca popularność Fedorowa mogła zaniepokoić Zełenskiego, który nie chce, żeby pod bokiem wyrósł mu polityczny konkurent. Z tego samego powodu w 2024 r. zwolnił ze stanowiska legendarnego gen. Wałerija Załużnego.
Tym razem prezydent nie wyczuł dobrze nastrojów – w Kijowie i innych miastach obywatele wyszli na ulice, by poprzeć Fedorowa.