Alternatywne Niemcy
Piknik na „Titanicu”? AfD idzie po władzę. Niemcy patrzą na Saksonię-Anhalt i szykują się na burzę
Pod koniec sierpnia Max Heckel, nauczyciel i aktywista z miasteczka Arneburg nad Łabą, zaprosił okolicznych mieszkańców na festyn. „Świętujemy demokrację. Wszyscy demokraci. Świętujemy wspólnotę. Świętujemy siebie” – napisał w zaproszeniu. Goście dopisali, sympatyczne twarze, luźna atmosfera, piwo, gry planszowe, a wieczorem koncert. W oczy rzucają się osoby w T-shirtach z napisem: „Razem czujesz się mniej samotny”. To nazwa jednego z lokalnych stowarzyszeń. Tego, że letni piknik przypominać może tańce na „Titanicu”, na pierwszy rzut oka nie widać. Świadczą o tym tylko zatroskane twarze rozmawiających o polityce. I naklejki „FUCK NAZIS” rozłożone na stoisku z kiełbaskami.
Prawdziwe święto demokracji – wybory do parlamentu Saksonii-Anhaltu, jednego ze wschodnioniemieckich landów (tam właśnie leży Arneburg) – odbędzie się już 6 września. Choć to jeden z najmniejszych i najbardziej prowincjonalnych krajów związkowych, od wyniku głosowania zależeć ma polityczny kierunek w całych Niemczech.
Rezultat jest już w zasadzie przesądzony, stąd marsowe miny demokratów na pikniku. Skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) cieszy się poparciem ponad 40 proc. obywateli landu i ma prawie 20 pkt proc. przewagi nad drugą w sondażach CDU, czyli rządzącą i w Magdeburgu (stolicy landu), i na szczeblu federalnym chadecką partią kanclerza Friedricha Merza. Jedyne pytanie, będące przedmiotem gorączkowych kalkulacji przy piwie i bratwurstach, dotyczy tego, czy AfD zyska bezwzględną większość głosów i stworzy jednopartyjny rząd. Ekstremiści u władzy? Tego w powojennej historii Niemiec jeszcze nie było. O AfD większość gości w Arneburgu mówi po prostu Nazis.
Czytaj też: