Chiny otworzyły nowy szlak handlowy w Arktyce. Kontenerowiec „Dubai Tower” chińskiego armatora Sea Legend ruszył w pierwszą regularną trasę żeglugową z Azji do Europy Północnej drogą morską. A konkretnie z chińskiego Ningbo do brytyjskiego Felixstowe, wzdłuż północnych wybrzeży Rosji. Taka podróż trwa ok. 20 dni, a więc dwa razy krócej niż klasyczną trasą przez Kanał Sueski, dodatkowo ostatnio skomplikowaną z powodu cieśniny Ormuz i ataków Huti na Morzu Czerwonym. Stałe rejsy potrwają do połowy października (póki warunki będą pozwalały na żeglugę bez pomocy lodołamaczy) i powrócą w sierpniu. Z roku na rok to okienko będzie się poszerzać: Arktyka odnotowała kolejny najgorętszy rok w historii pomiarów, z temperaturą wyższą o 1,6 st. C niż średnia z lat 1991–2020, i rekordową skalą znikania pokrywy lodowej. Północ nagrzewa się cztery razy szybciej niż reszta świata.
Na razie to ciągle pionierskie przecieranie szlaków i symbol chińskich ambicji, określanych z emfazą przez przewodniczącego Xi Jinpinga jako polarny jedwabny szlak. Kontroluje go Rosja, a pozwoleń na żeglugę udziela zarządzający infrastrukturą i flotą lodołamaczy państwowy Rosatom. Pekin, kupujący rosyjską ropę i dostarczający uzbrojenia, akceptuje te warunki, bo trzyma Moskwę w szachu. Większość rejsów w 2025 r. stanowiły dostawy rosyjskich surowców. Przemyka też tędy, rosnąca od trzech lat, uciekająca przed sankcjami flota cieni z rosyjską ropą. Z kolei kontenerowiec „Panstar Acro” pod banderą Korei Południowej, który ruszył w ślad za „Dubai Tower”, wyznacza ambicje Seulu, aby stać się tu ważnym graczem w transporcie i logistyce.
Poczynania jednych i drugich śledzą Japonia i Indie. Większy tłok wśród lodów oznacza rosnące zagrożenie ekologiczne – najmniejszy wyciek paliwa w arktycznych warunkach oznaczałby katastrofę, a akcja ratunkowa może zająć tygodnie.