W niedzielnych wyborach w tym wschodnioniemieckim landzie skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła niemal 44 proc. głosów, choć najlepsze sondaże dawały jej ledwie 40. Rządzący w Magdeburgu od 24 lat chadecy z CDU otrzymali zaledwie 17 proc. Kluczowy dla układu sił może się okazać wynik BSW, ugrupowania Sahry Wagenknecht, uciekinierki z Die Linke – 5,3 proc. AfD do bezwzględnej większości brakuje trzech mandatów. Te może dostarczyć Wagenknecht, ale raczej nie w ramach formalnej koalicji – wystarczy, że jej ludzie wstrzymają się od głosu przy wyborze nowego premiera landu, a potem będą wspierać AfD w kluczowych głosowaniach.
Owym premierem ma zostać 35-letni Ulrich Siegmund, twarz kampanii AfD, polityk zręczny, medialny, unikający kontrowersji. Przekaz oparł na Ossi pride, dumie z bycia „wschodnioniemcem”, i nostalgii za tym, co było. Nieprzypadkowo na spotkania wyborcze dojeżdżał motocyklem marki Simson rodem z NRD.
Saksonia-Anhalt to land wyjątkowo doświadczony przez przemiany lat 90., które dziś skutkują m.in. katastrofą demograficzną. Siegmund obiecuje, że przywróci jej życie, m.in. ściągając z powrotem tych, którzy wyjechali. Ale AfD w Saksonii-Anhalt ma też twarz Hansa-Thomasa Tillschneidera, głównego ideologa partii, który ma słabość do III Rzeszy, jest fanem Ottona von Bismarcka i zapowiada wyrzucenie z landu wszystkich nielegalnych i część legalnych imigrantów. Do tych zapowiedzi trzeba podchodzić z dystansem, bo polityka imigracyjna nie leży w kompetencjach landu. Ale już rewolucja w programach nauczania jak najbardziej. A w jej ramach AfD zapowiada „przywrócenie dumy z bycia Niemcem” oraz „wycięcie ideologii LGBT ze szkół”.
Tak wyraźne zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt zapowiada kolejne triumfy tej partii na poziomie landowym.