Biuro-kracja
Operacja „Kartagina”. Błyszczące zegarki, drogie samochody, dolary w kopertach. W co gra ukraińskie CBA?
Ona: – Wiesz, przeczuwałam, że dostanę od ciebie zegarek.
On: – Tak?
Ona: – Ale myślałam, że Rolexa.
On: – Rolexa? Rolex jest o połowę tańszy.
To fragment podsłuchu, część materiału dowodowego operacji „Kartagina” prowadzonej przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy, NABU. „On” występuje pod pseudonimem „Kanclerz”. W rzeczywistości jest wiceszefem departamentu współpracy międzynarodowej w Prokuraturze Generalnej, nazywa się Serhij Kropywa. „Ona” to jego bliska znajoma, kryptonim „Muza” – naprawdę nazywa się Elizawieta Iwachnienko. Do niedawna, mimo młodego wieku (24 lata), była zastępczynią dziekana wydziału cyberbezpieczeństwa w Odeskiej Akademii Prawa.
A zegarek kosztował niemało. Kropywa wydawał na takie prezenty nawet 60 tys. dol., choć jego pensja w prokuraturze stanowiła równowartość 2,7 tys. dol. miesięcznie. Na podarunek dla przyjaciółki musiałby więc pracować prawie dwa lata. A przecież miał też normalne wydatki – rachunki, rodzina, edukacja dzieci, Mercedes. Na brak środków jednak nie narzekał. Pochodziły z łapówek od przestępców – właścicieli tzw. call centrów.
Ta sprawa jest znana
O biznesie związanym z call centrami wiedzą wszyscy. Schemat jest prosty: oszuści siedzą przy telefonach i komputerach. Dzwonią, wysyłają esemesy, wiadomości przez media społecznościowe. Podają się za pracowników banków, konsultantów inwestycyjnych albo policjantów. Wyłudzają od nieostrożnych dostęp do rachunków bankowych, namawiają na wpłacenie pieniędzy na jakieś konto, zakup kryptowalut. Środki oczywiście znikają.
Ofiarami są nie tylko Ukraińcy, аle też obywatele Unii Europejskiej. W statystykach – choćby z Polski – widać lawinowy wzrost liczby tego typu incydentów.