Przeżuty kraj
Jemeńscy Huti. Jak pasterze w klapkach i z kałasznikowami w rękach chwycili świat za wąskie gardło
Jemen rozpościera się między kawą a katem. Ta pierwsza roślina dała mu sławę i bogactwo. Ta druga: biedę, zapomnienie i – jak mówi znajomy z Jemenu – „chwile wytchnienia od świata, do którego ten przeżuty kraj nie pasuje”. Zwłaszcza dzisiaj, gdy stanął klinem w globalnym krwiobiegu energetycznym. I gdy reszta świata, przecierając oczy przy płaceniu za benzynę albo popijając caffé mocha w pewnej znanej sieciówce, przeklina pod nosem jemeńskich pasterzy w klapkach i z Kałasznikowami w rękach.
1.
Rozpoczęta 9 września ofensywa Huti powiększyła teren kontrolowany w Jemenie przez to szyickie ugrupowanie o szeroki pas wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego, rebelianci zajęli m.in. miasto Mokka. Rozmawialiśmy o tej operacji z czołowym jemeńskim analitykiem Ibrahimem Dżalają. Zrekonstruował kluczową bitwę o port Mokka. Jego zdaniem Huti sfałszowali rozkaz odwrotu dla sił rządowych. – Rozpowszechniano go drogą radiową i przez esemesy, wykorzystując głos dowódcy sklonowany za pomocą sztucznej inteligencji – opowiada Dżalaja. – Siły rządowe składające się w praktyce z pięciu odrębnych ugrupowań pod zróżnicowanym dowództwem poszły w rozsypkę w ciągu dwóch godzin.
W tym kontekście stereotyp strzelających na wiwat pasterzy w klapkach wydaje się nieaktualny. Huti przeprowadzali już m.in. ataki rakietowe na Izrael. A jeśli raport organizacji Anthropic jest wiarygodny, grupa korzystająca z modelu Claude w północnym Jemenie próbowała opracować wielostopniowy pocisk balistyczny o zasięgu prawie 2 tys. km oraz hipersoniczny dron szybujący.
W trakcie niedawnej ofensywy wzdłuż wybrzeża Huti dotarli aż do cieśniny Bab al-Mandab, jednego z najważniejszych wąskich gardeł globalnego transportu morskiego, łączącego Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i dalej z Oceanem Indyjskim.