1691. dzień wojny. Rosja zmienia styl w wojnie informacyjnej. Putin szykuje grunt pod kolejne agresje?
„Uważam, że nadszedł czas, aby Ukraina wybrała nowego prezydenta. Sugeruję, żeby znaleźli nowego przywódcę zdolnego do porozumienia, bo Zełenski mógł doprowadzić do wielu ustępstw, ale z jakiegoś powodu tego nie robi” – powiedział w sobotę Donald Trump przed Białym Domem. Mamy pewne podejrzenia, że to Władimir Putin nie chce żadnego porozumienia. Chce kapitulacji Ukrainy, by ją zwasalizować i ruszyć na kolejne państwa w ramach budowy świata wielobiegunowego.
Czyżby Trump sugerował powrót ukrywającego się w Moskwie Wiktora Janukowycza? A może dobrym kandydatem byłby Denis Puszylin z Donieckiej Republiki Ludowej – ten, któremu w Ukrainie notorycznie zamieniają miejscami pierwsze litery imienia i nazwiska? Australijski deputowany gen. Mick Ryan napisał gorzko na portalu X: „Mam nadzieję, że Amerykanie nie dadzą Rosji Patriotów do ochrony ich rafinerii”. Nic dodać, nic ująć.
Niestety, sytuacja jest fatalna
Na przykład wyłączenie amerykańskiego Starlinka w rejonie walk sprawiłoby, że siły ukraińskie na pierwszej linii straciłyby łączność i zdolność kierowania dronami. To byłby koniec Ukrainy – a w obecnej sytuacji taki krok nie jest wykluczony.
„Financial Times” donosi, że Steve Witkoff i Jared Kushner zapowiedzieli ukraińskim urzędnikom w Miami, że USA przerwą wsparcie wywiadowcze, jeśli Kijów nadal będzie atakować rosyjskie instalacje paliwowe. Cała nadzieja w rozsądku amerykańskiego Kongresu. Miejmy nadzieję, że Waszyngton się opamięta, bo w ciężkim kłopocie znajdzie się nie tylko Ukraina, ale i my.
Tymczasem Instytut Studiów nad Wojną (ISW) wskazuje: „Władimir Putin wykorzystał rozmowę z Donaldem Trumpem, by fałszywie obwinić Ukrainę za brak postępów w negocjacjach, mimo ciągłej niechęci Rosji do angażowania się w rozmowy czy poczynienia jakichkolwiek ustępstw”.