Upadła Afrodyta
Upadek bałkańskiej namiestniczki Trumpa. Równie sprawna i skorumpowana jak jej niedoszły teść
Cała na czarno. Czarny makijaż w stylu smokey eye, czarne obcisłe kreacje od znanych projektantów. Generalnie styl kobiet z otoczenia Donalda Trumpa: włosy niczym u Roszpunki, sztuczne rzęsy, powiększone usta, wysokie obcasy. I nominacja na ambasadorkę Stanów Zjednoczonych w Grecji. Mogłoby się wydawać, że to historia, jakich wiele w okolicach Białego Domu. Ważne stanowisko zajmuje osoba niekompetentna, której prezydent był coś winien – albo zakłada, że ona będzie mu coś winna. Nominatka się kompromituje, ale zanim z hukiem straci posadę, na lewo i prawo „monetyzuje” dostęp do Białego Domu, dzięki czemu gromadzi pokaźny majątek. Pozory mogą jednak mylić.
1.
„Prześlij mi te pieniądze. Proszę” – miała napisać na Signalu do Erica Detersa. Potem wysłała mu również instrukcje, jak zrobić przelew, nie zostawiając śladów. Był wrzesień 2025 r., dzień przed przesłuchaniem w Kongresie, które miała przejść jako kandydatka na ambasadorkę. Procedury wymagają, aby taka osoba nie miała żadnych niejasnych zobowiązań, które mogłyby posłużyć do szantażu. 57-letnia Kimberly Guilfoyle była wtedy spłukana. Na karcie kredytowej miała debet dochodzący do 100 tys. dol. I właśnie o taką sumę poprosiła Detersa, bogatego biznesmena i donatora Republikanów. Deters najpierw odpisał jej, że taki przelew skończyłby się dla niego rozwodem, a potem przyznał, że „nie ma akurat tyle wolnej gotówki”.
Guilfoyle, zanim poszła w zaparte i zaczęła przekonywać, że ujawniona konwersacja z Detersem to wytwór sztucznej inteligencji, wcześniej się tłumaczyła, że Deters był jej winny akurat 100 tys. dol. za wykłady i szkolenia, które przeprowadziła podczas organizowanych przez niego „konferencji” (media nie znalazły po nich śladu).