Czy biali mężczyźni w Wielkiej Brytanii pójdą na bruk?

Jak dyskryminować, to pozytywnie
Akcja afirmacyjna po angielsku.

Brytyjska minister ds. kobiet chce wyrzucić do śmietnika prawo, które zabrania pracodawcom stosowania kryteriów rasy i płci przy naborze pracowników. Minister uważa, że potrzebne jest radykalne posunięcie, by dyskryminowani członkowie społeczności mogli w końcu zrealizować swój pełen potencjał.

Kobieta powinna móc spojrzeć w oczy parlamentarzyście

Plan ma być "akcją afirmacyjną" raczej niż "dyskryminacją pozytywną". Różnica jest taka, że kandydaci z gorszymi kwalifikacjami nie będą traktowani preferencyjnie. Zmiana w prawie może również dotyczyć uniwersytetów, zezwalając na preferencyjną selekcję studentek na kierunkach takich jak nauki ścisłe, które dotychczas zdominowane były przez mężczyzn.

Przedstawicie środowisk drobnych biznesmenów ostrzegają, że rządowe regulacje będą dla nich dodatkowym obciążeniem - bo nie mają odpowiednich działów HR, by manewrować przez pola minowe nowych regulacji. Ann Widdecombe, konserwatywna parlamentarzystka, uważa, że propozycja jest płytka, a w dodatku szkodliwa, bo sugeruje, że kobiety i mniejszości etniczne potrzebują specjalnego traktowania. "Każda parlamentarzystka powinna móc spojrzeć w oczy każdemu parlamentarzyście - włącznie z premierem - wiedząc, że nie zaszła tam za sprawą specjalnych akcji", oświadczyła pani Widdecombe. Theresa May, minister ds. kobiet w gabinecie cieni, mówi, że minister Harman powinna skupić się na prawdziwych problemach w pracy, takich jak przepaść płacowa między kobietami a mężczyznami.

Menadżer funduszu zasługuje na szofera

Kobiety muszą spojrzeć prawdzie w oczy, zachęca felietonista The Guardian, David Cox: same sobie tworzą szklany sufit.

W książce "The Sexual Paradox", Susan Pinker udowadnia, że 60 proc. utalentowanych kobiet odrzuca propozycje promocji lub godzi się na niższe pensje z powodów społecznych. Badania z 2006 roku pokazały, że aż jedna na trzy Amerykanki z dyplomem MBA wybiera pracę na niepełnym etacie - w porównaniu z tylko jednym na dwudziestu tak wykwalifikowanych kolegów. W świetle tych faktów należy się spodziewać, że jeśli pracodawca chciałby dobrać etnicznie i płciowo zrównoważoną kadrę, będzie musiał zgodzić się na gorszych kandydatów, którzy przyjmą jego warunki.

Oznacza to również, że długo jeszcze najwyższe stanowiska pozostaną w rękach białych mężczyzn. Czy to jednak koniec świata, że korporacyjni prawnicy i menadżerowie funduszy hedgingowymi będą mieli więcej pieniędzy niż ich żony i szoferzy wywodzący się z mniejszości etnicznych? Przecież płacą za swoje przywileje: wysoki testosteron, klasowa żądza bogactwa i statusu - to ma swoje wady. Może reszta ludzkości wcale im tak bardzo nie zazdrości?

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj